Do środka niewielkiej komórki weszła pani komisarz, mająca długie, kręcone i kruczoczarne włosy. Na białą koszulkę zarzuconą miała jeans'ową katanę, a nogi opinały jej ciemne spodnie. Mruknął pod nosem, po czym przeniósł wzrok na sufit, udając że jest bardzo interesujący.
- Przyznaj się i będzie po kłopocie. Dostaniesz mniejszy wyrok, może zawieszenie - powiedziała, opierając się bokiem o ścianę.
- Nic, kurwa, nie zrobiłem - warknął, posyłając w jej stronę pełne nienawiści spojrzenie.
- Mamy świadka.
- W dupę może mnie pocałować. Co on może wiedzieć? Zeznania Abbie najbardziej się liczą!
- Ona milczy - powiedziała, wychodząc z sali przesłuchań.
Swoje przerażone spojrzenie wbił w równoległą ścianę. Oparł czoło na dłoniach, po czym próbował sobie wmówić, iż policjantka kłamie. Nie mógł uwierzyć, iż jego Abigail nie próbuje zrobić nic, by wyciągnąć go z tej sytuacji, w jakiej się znajduje.
Po chwili do środka wszedł umięśniony pracownik komisariatu, oznajmiając mu, że wypuszczają go, jednak nie ma prawa opuścić miasta. Pokiwał głową i wciąż w szoku, wyszedł na zewnątrz, mocniej opatulając się kataną. Spojrzał w pociemniałe niebo, nie wiedząc, jak późna może być pora.
Na pieszo udał się przez połowę miasta do swojego mieszkania, gdzie wziąć orzeźwiający prysznic i ubrał o wiele wygodniejsze ciuchy. Ignorował pytania swoich przyjaciół, które zadawali mu odkąd przyszedł.
Kiedy znalazł Zayn'a, od razu poprosił go o pęk przerobionych kawałków metali, służących jako klucze. Z wielką niepewnością mulat dał mu je, a Louis podziękował mu uściskiem i wielkim uśmiechem.
Zarzucił na ramiona ciepłą bluzę, a stopy wsunął w czarne trampki. Wybiegł z mieszkania, próbując złapać taksówkę, co udało mu się po kilku minutach.
Spojrzał na zegarek w komórce, który wskazywał kilka minut po północy. Zapłacił młodemu mężczyźnie należną sumę pieniędzy, po czym wysiadł, idąc wzdłuż cichej ulicy.
Lampy oświetlały mu drogę. Chcąc pozostać nierozpoznanym, zarzucił na głowę kaptur, spuszczając głowę. Kątem oka dostrzegł dom swojej mamy. Z daleka dostrzegł, że wszystkie światła są pogaszone, lecz kiedy zbliżył się jeszcze bardziej, będąc tuż przy drzwiach frontowych, niewielka lampeczka zapaliła się w pokoju Abigail, przez co uśmiechnął się, zagryzając wargę.
Kolejno wsadzał pseudo klucz do zamka, próbując go otworzyć. Po około siódmej próbie przekręcił zamek, szczerząc się jak głupi do sera.
Po cichu wszedł, uprzednio mocno wycierając podeszwy swoich butów. Zamknął za sobą drzwi, przekręcając zamki tak, jak były.
Najciszej jak mógł, wszedł na piętro, próbując nie powodować skrzypienia schodów. Nie zsuwał kaptura, w razie gdyby został zauważony. Przełknął ślinę, skręcając w odpowiednią stronę, by udać się do pokoju Abigail.
Nacisnął delikatnie klamkę, po czym uchylił drzwi, nie dostrzegając żywej duszy. Lampka wciąż paliła się ostrym światłem, stojąc na stoliku nocnym.
Przymknął drzwi, a charakterystyczne kliknięcie oznajmiło o ich całkowitym zamknięciu. Odłożył brzęczący pęk na komodę, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu, dostrzegając wciąż nierozpakowaną torbę w kącie sypialni. Dźwięk szumiącej wody był tłumiony poprzez ściany, więc miał chwilę, by rozejrzeć się dookoła.
Pukanie wzbudziło w nim strach. Schował się za drzwiami, które otwierają się do wewnątrz, więc mimo wszystko ów osoba nie dostrzegłaby go.
- Abbie, wszystko w porządku? - usłyszał podniesiony głos swojej matki.
- Jestem w łazience! - odkrzyknęła, zapewne nie słysząc zbyt wyraźnie jej głosu.
Ciche skrzypienie i trzask drzwi spowodował, że odetchnął z ulgą, wciąż jednak stojąc na swoim miejscu. Szum wody ustał, przez co zaczął słyszeć bicie swojego serca.
Abigail wysuszyła swoje ciało ręcznikiem, zakładając czystą, dolną część bielizny oraz satynową koszulę nocną. Chwilę mocowała się z regulacją ramiączek, lecz kiedy jej się to udało, uśmiech wpełznął jej na twarz.
Ciepły szlafrok otulił jej nagie ramiona. Z mokrych włosów skapywały kropelki wody, mocząc podłogę bądź materiał, znajdujący się na jej ciele. Szybko umyła zęby, pozostawiając przyjemne uczucie szczypania na języku, co było spowodowane miętową pastą.
Boso stąpała bo zimnych kafelkach, a później po miękkim dywanie. Zgasiła światło w niewielkiej łazience, zostawiając drzwi wpół otwarte. Usiadła na łóżku, sięgając po telefon.
Z daleka Louis mógł dostrzec, że na jej tapecie znajdowała się jego uśmiechnięta podobizna. Postanowił w końcu wyjść z ukrycia, więc zrobił kilka kroków, stając w świetle lampki nocnej.
Abbie zaparło dech w piersiach. W pierwszym momencie chciała zacząć krzyczeć, lecz on zdążył do niej podbiec, uciszając ją pocałunkiem. Objęła jego twarz swoimi dłońmi, a kilkudniowy zarost, który tak strasznie uwielbiała, kuł ją.
Zsunął swoje trampki, jednocześnie zdejmując miękki w dotyku szlafrok Abbie. Swoimi szorstkimi dłońmi masował jej blade ramiona, po czym zmusił ją do położenia się. Ułożył swoje kolana po obu stronach jej ciała, ręce kładąc przy jej głowie.
Długimi palcami wyszukała suwaka bluzy, ciągnąc go w dół, po czym brutalnie zdjęła jego bluzę, rzucając ją na ziemię. Czarna koszulka znalazła swoje miejsce w innym kącie pokoju, ukazując kilkanaście tatuaży, ozdabiających ciało szatyna. Przesunęła swoje dłonie od jego szyi, poprzez tors, aż do linii spodni. Rozpięła jeans'y, a chłopak szybko się podniósł pozbywając się ich, wraz ze skarpetkami oraz bokserkami.
Uniósł ciało Abbie, pozbawiając ją koszuli. Od razu zniżył się, by ucałować jej piersi, przygryzając delikatnie sterczące sutki. Zagryzła wargę, próbując tłumić w sobie jęki rozkoszy.
Bielizna wylądowała na krawędzi łóżka. W tym czasie nastolatka zabrała się za masowanie członka swojego kochanka. On schował swoją twarz, w zagłębieniu jej szyi, przygryzając ją i całując wybrane fragmenty.
Podnosiła swoje biodra, pragnąc bliskiego kontaktu z Louis'em. On z uśmiechem wyjął z szuflady prezerwatywę, którą zostawił tam zaraz po swoim przyjeździe do Doncaster. Z początku miało to być w celu żartu, jednak przydało się do zupełnie czegoś innego.
Rozwinął rulonik, po czym będąc zabezpieczonym, zaczął powoli wsuwać się w nią. Widział grymas na jej twarzy, co było spowodowane nieprzyjemnym uczuciem rozpierania. Nie robiła tego pierwszy raz, jednak też nie po raz dziesiąty.
Subtelne ruchy powodowały, że ból ustępował. Złapała się jego ramion, wbijając w nie swoje paznokcie, zapewne pozostawiając czerwone szramy.
- Tęskniłem - szepnął jej do ucha, wywołując falę przyjemnych dreszczy.
- Ucieknijmy - powiedziała, a przeciągły jęk wydobył się z jej ust, intensywniej odczuwając pożądanie.
Dyszała mu do ucha, przez co wykonywał jeszcze mocniejsze ruchy biodrami. Gardłowe stęknięcie wydobyło się z jego ust, kiedy eksplodował wewnątrz Abbie. By uniknąć niepotrzebnych komplikacji, szybko się z niej wysunął, nachylając się nad jej kobiecością i wykonując okrężne ruchy językiem wokół jej łechtaczki. Chcąc jak najintensywniej odczuć swój orgazm, ciągnęła go za włosy, jednak gryząc się w język, by nie krzyknąć zbyt mocno.
Ucałował jej spierzchnięte wargi, pozwalając zasmakować jej samej siebie. Dokończył swoją pracę dwoma palcami. Kilkadziesiąt minut upojnej nocy, wprowadziło ją w stan głębokiego zmęczenia.
- To było... - wydyszał, chowając ich rozgrzane ciała pod chłodną pościelą.
- Zeznawałam na twoją korzyść - zmieniła temat, przymykając oczy i myślami będąc gdzieś indziej.
- Powiedzieli mi, że nic nie mówisz - szepnął, obserwując jej anielską buźkę.
- Chcę być z tobą, Louis - powiedziała, obserwując jego rysy twarzy, po czym przeczesała wilgotne od potu włosy.
- Jeżeli chcesz być ze mną, jest za to cena to zapłacenia - wydusił z siebie, przełykając głośno ślinę.
- Nie obchodzi mnie ojciec. On wie o tym.
- O czym ty mówisz? - podniósł się, głęboko oddychając.
- Kocham cię, Loulou.
Przeglądał stos papierów, które dostarczył mu dobry przyjaciel. Uniósł się z lekkim bólem, po czym złapał obie kule, by powoli dostać się do kuchni i wziąć długopis i czyste kartki. Zapisywał wszystkie notatki i dane, które próbował powiązać ze sobą.
W ręce wpadł mu dokument, z którego wynikało, że matka Abigail zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie uciekając od odpowiedzialności. Dan wychowywał ją samotnie, dopiero niedawno znajdując nową partnerkę i za kilka dni żeni się z nią, chcąc stworzyć nową rodzinę.
- Nie wiesz, w co się pakujesz, Dan - zaśmiał się Liam, notując datę i miejsce ślubu na karteczce i przyczepiając ją magnesem do lodówki.
Spojrzał na zdjęcie Abbie, które widniało zaraz obok zdjęcia jej ojca oraz przyszłej jego małżonki oraz zdjęcia Cheryl i Harr'ego, które zostało wykonane z ukrycia. Na samym szczycie piramidki znajdowało się zdjęcie Louis'a, przekreślone czerwonym markerem.
- Już niedługo się policzmy, Tomlinson - warknął, udając się z powrotem do salonu.
Po kilku godzinach ślęczenia nad kartkami, na których rozpisane były szczegółowo jego plany, próbował wybrać któryś z nich.
Dzwonek do drzwi oznajmił mu o przyjściu niespodziewanego gościa. Kuśtykając, dotarł do drewnianej płyty i nie spoglądając w wizjer, otworzył drzwi, za którymi stał policjant, któremu złożył doniesienie o porwaniu jego Abbie.
- Ojciec próbował ją namówić na wpakowanie go za kratki. Ona go kocha.
- O czym ty pierdolisz?! - krzyknął, opadając z bólem na kanapę.
- Abigail nie skłamie.
Obserwował śpiącą nastolatkę, której oczy były opuchnięte od płaczu. Sięgnął bo swoje bokserki, które wsunął na biodra, po czym wbił się w spodnie i założył czarną koszulkę. Naciągnął skarpetki na stopy wraz z trampkami, po czym kolejny raz spojrzał na anielsko spokojną twarz Abbie.
Wyznała mu miłość i nie umiał poradzić sobie z mętlikiem w głowie. Nie sądził, że kiedykolwiek to nastąpi. Westchnął, czując wręcz palące łzy, napływające do oczy. Serce krajało mu się, ponieważ nie chciał doprowadzić do takiego stanu osiemnastolatki, w jakim była w nocy.
Założył bluzę, sięgając po pęk kluczy. Spadł mu na ziemię, przez co Deakin poderwała się, szukając jego ciała wokół siebie.
- Louis? - załkała, a on migiem podszedł do niej, opatulając ją swoimi ramionami.
- Nie zostawiaj mnie - wyszeptała, mocząc jego koszulkę słonymi łzami.
- Pamiętasz moją obietnicę? Już niedługo to się skończy - pogłaskał ją po głowie, uprzednio całując ją w czoło.
- Nie idź. Zostań i powiedzmy im prawdę.
- Abbie, to tak nie działa - westchnął, odsuwając ją od siebie i ocierając łzy z jej policzków - Musisz być silna, a później wszystko ci wynagrodzę.
Chwilę wahał się nad wypowiedzeniem kilku słów, które z pewnością wiele znaczą dla niej. Serce zaczęło mu szybciej bić, kiedy spojrzał w jej czerwone oczy, odgarniając włosy za ucho. Pogłaskał kciukami oba policzki, na koniec całując ją w nos i przytrzymał jej podbródek, by patrzyła mu prosto w jego niebieskie oczy.
- Kocham cię, Abbie - szepnął, a promienny uśmiech pomieszany z zaskoczeniem pojawił się na jej twarzy.
- Powtórz to - powiedziała pewna nadziei, obserwując nikły uśmiech znajdujący się na jego twarzy.
- Kocham cię - subtelnie ucałował jej usta, rozwiewając jej wątpliwości na temat tego, że mógł kłamać.
Kiedy się od niej oderwał, powiedział, że musi iść, zanim ich rodzice się obudzą. Ze smutkiem spojrzała na niego, po czym otuliła swoje nagie ciało szlafrokiem, by podejść do okna i obserwować, jak odchodzi.
Będąc już na zewnątrz, Louis pomachał do niej, a ona wyszeptała nieme kocham cię.
- Ja ciebie też - również niemo odpowiedział, szybko oddalając się spod domu.
Pełen radości wszedł do mieszkania. Zdjął buty i w podskokach oddał brzęczący pęk swojemu przyjacielowi, ściskając go mocno, przez co zdziwiony obserwował jego nagłą zamianę humoru.
Euforia nie opuszczała go nawet na sekundę. Wziął szybki prysznic, po czym zjadł śniadanie, które, wyjątkowo, sam sobie przyrządził. Wszyscy obserwowali go z wielkim zdziwieniem, nie wiedząc, co mogło mu się stać.
- Louis? - zapytał Harry, wchodząc do kuchni i przyrządzając sobie kawę.
- Co? - zapytał z pełną buzią, po chwili przełykając jedzenie i popijając je pomarańczowym sokiem.
- Co z oskarżeniami? - momentalnie w progu stanęła reszta jego przyjaciół z więzienia, w tym Cheryl, trzęsąca się ze strachu.
- Muszą mnie uniewinnić. Abbie zeznaje na moją korzyść. Niby jest jakiś świadek - odpowiedział, biorąc ostatniego kęsa kanapki.
- Gdzie byłeś całą noc? - zapytał Niall, przygryzając swój kolczyk w wardze.
- Jestem dorosły, nie uważacie? - uniósł brew do góry, dopijając do końca sok i wkładając brudne naczynia do zlewu - U Abbie.
Spojrzenia wszystkich zebranych wręcz wypalały dziury w ciele Louis'a. Skrępowany udał się do sypialni, gdzie rzucił się na łóżko i postanowił odespać całą noc, którą spędził na rozmyślaniu nad swoimi uczuciami oraz o tym, co dzieje się w jego życiu.
Przymknął swoje powieki, przykrywając się ciepłym kocem i ściskając w rękach poduszkę, na której zawsze spała jego ukochana. Z uśmiechem na ustach zasnął, wiedząc, że nareszcie ma kogoś, kto bezgranicznie go kocha.
Pędził przez nieznane mu drogi, szukając odpowiedniego numeru. Rozglądał się po okolicy, a kiedy znalazł dom, podszedł i użył dzwonka, czekając aż ktoś otworzy mu drzwi. Zza drewnianej płyty wyłoniła się kobieta, trzymająca na rękach niemowlę. Uśmiechnęła się do niego, po czym spojrzała na niespodziewanego gościa.
- Mamo, gdzie ona jest? - zapytał na skraju załamania.
- Urodziła i zniknęła - odparła, wręczając mu dziecko.
Obserwował delikatne rysy twarz niemowlęcia, które strasznie go przypominało. Zawsze chciał mieć syna. Spojrzał na swoją matkę, a ona uśmiechnęła się, widząc ten piękny obrazek.
- William.
- To on ją porwał, prawda? - powiedział, a samotna łza spłynęła po jego policzku.
Pokiwała głową, wpuszczając go do mieszkania i przytulając swojego dziecko najmocniej jak potrafiła.










