środa, 12 lutego 2014

[14] I love you.

Poprawił swoje roztargane włosy, po czym oparł się plecami o niewygodne, drewniane krzesło. Wpatrywał się w szklaną szybę, nie mogąc zobaczyć, co jest po drugiej stronie. Cholerne lustra weneckie. Jednakże zdawał sobie sprawę, że po drugiej stronie jest kilku policjantów.
Do środka niewielkiej komórki weszła pani komisarz, mająca długie, kręcone i kruczoczarne włosy. Na białą koszulkę zarzuconą miała jeans'ową katanę, a nogi opinały jej ciemne spodnie. Mruknął pod nosem, po czym przeniósł wzrok na sufit, udając że jest bardzo interesujący.
- Przyznaj się i będzie po kłopocie. Dostaniesz mniejszy wyrok, może zawieszenie - powiedziała, opierając się bokiem o ścianę.
- Nic, kurwa, nie zrobiłem - warknął, posyłając w jej stronę pełne nienawiści spojrzenie. 
- Mamy świadka. 
- W dupę może mnie pocałować. Co on może wiedzieć? Zeznania Abbie najbardziej się liczą!
- Ona milczy - powiedziała, wychodząc z sali przesłuchań.
Swoje przerażone spojrzenie wbił w równoległą ścianę. Oparł czoło na dłoniach, po czym próbował sobie wmówić, iż policjantka kłamie. Nie mógł uwierzyć, iż jego Abigail nie próbuje zrobić nic, by wyciągnąć go z tej sytuacji, w jakiej się znajduje.
Po chwili do środka wszedł umięśniony pracownik komisariatu, oznajmiając mu, że wypuszczają go, jednak nie ma prawa opuścić miasta. Pokiwał głową i wciąż w szoku, wyszedł na zewnątrz, mocniej opatulając się kataną. Spojrzał w pociemniałe niebo, nie wiedząc, jak późna może być pora. 
Na pieszo udał się przez połowę miasta do swojego mieszkania, gdzie wziąć orzeźwiający prysznic i ubrał o wiele wygodniejsze ciuchy. Ignorował pytania swoich przyjaciół, które zadawali mu odkąd przyszedł.
Kiedy znalazł Zayn'a, od razu poprosił go o pęk przerobionych kawałków metali, służących jako klucze. Z wielką niepewnością mulat dał mu je, a Louis podziękował mu uściskiem i wielkim uśmiechem. 
Zarzucił na ramiona ciepłą bluzę, a stopy wsunął w czarne trampki. Wybiegł z mieszkania, próbując złapać taksówkę, co udało mu się po kilku minutach. 

Spojrzał na zegarek w komórce, który wskazywał kilka minut po północy. Zapłacił młodemu mężczyźnie należną sumę pieniędzy, po czym wysiadł, idąc wzdłuż cichej ulicy. 
Lampy oświetlały mu drogę. Chcąc pozostać nierozpoznanym, zarzucił na głowę kaptur, spuszczając głowę. Kątem oka dostrzegł dom swojej mamy. Z daleka dostrzegł, że wszystkie światła są pogaszone, lecz kiedy zbliżył się jeszcze bardziej, będąc tuż przy drzwiach frontowych, niewielka lampeczka zapaliła się w pokoju Abigail, przez co uśmiechnął się, zagryzając wargę.
Kolejno wsadzał pseudo klucz do zamka, próbując go otworzyć. Po około siódmej próbie przekręcił zamek, szczerząc się jak głupi do sera. 
Po cichu wszedł, uprzednio mocno wycierając podeszwy swoich butów. Zamknął za sobą drzwi, przekręcając zamki tak, jak były. 
Najciszej jak mógł, wszedł na piętro, próbując nie powodować skrzypienia schodów. Nie zsuwał kaptura, w razie gdyby został zauważony. Przełknął ślinę, skręcając w odpowiednią stronę, by udać się do pokoju Abigail.
Nacisnął delikatnie klamkę, po czym uchylił drzwi, nie dostrzegając żywej duszy. Lampka wciąż paliła się ostrym światłem, stojąc na stoliku nocnym.
Przymknął drzwi, a charakterystyczne kliknięcie oznajmiło o ich całkowitym zamknięciu. Odłożył brzęczący pęk na komodę, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu, dostrzegając wciąż nierozpakowaną torbę w kącie sypialni. Dźwięk szumiącej wody był tłumiony poprzez ściany, więc miał chwilę, by rozejrzeć się dookoła. 
Pukanie wzbudziło w nim strach. Schował się za drzwiami, które otwierają się do wewnątrz, więc mimo wszystko ów osoba nie dostrzegłaby go.
- Abbie, wszystko w porządku? - usłyszał podniesiony głos swojej matki.
- Jestem w łazience! - odkrzyknęła, zapewne nie słysząc zbyt wyraźnie jej głosu.
Ciche skrzypienie i trzask drzwi spowodował, że odetchnął z ulgą, wciąż jednak stojąc na swoim miejscu. Szum wody ustał, przez co zaczął słyszeć bicie swojego serca. 
Abigail wysuszyła swoje ciało ręcznikiem, zakładając czystą, dolną część bielizny oraz satynową koszulę nocną. Chwilę mocowała się z regulacją ramiączek, lecz kiedy jej się to udało, uśmiech wpełznął jej na twarz. 
Ciepły szlafrok otulił jej nagie ramiona. Z mokrych włosów skapywały kropelki wody, mocząc podłogę bądź materiał, znajdujący się na jej ciele. Szybko umyła zęby, pozostawiając przyjemne uczucie szczypania na języku, co było spowodowane miętową pastą.
Boso stąpała bo zimnych kafelkach, a później po miękkim dywanie. Zgasiła światło w niewielkiej łazience, zostawiając drzwi wpół otwarte. Usiadła na łóżku, sięgając po telefon.
Z daleka Louis mógł dostrzec, że na jej tapecie znajdowała się jego uśmiechnięta podobizna. Postanowił w końcu wyjść z ukrycia, więc zrobił kilka kroków, stając w świetle lampki nocnej.
Abbie zaparło dech w piersiach. W pierwszym momencie chciała zacząć krzyczeć, lecz on zdążył do niej podbiec, uciszając ją pocałunkiem. Objęła jego twarz swoimi dłońmi, a kilkudniowy zarost, który tak strasznie uwielbiała, kuł ją.
Zsunął swoje trampki, jednocześnie zdejmując miękki w dotyku szlafrok Abbie. Swoimi szorstkimi dłońmi masował jej blade ramiona, po czym zmusił ją do położenia się. Ułożył swoje kolana po obu stronach jej ciała, ręce kładąc przy jej głowie. 
Długimi palcami wyszukała suwaka bluzy, ciągnąc go w dół, po czym brutalnie zdjęła jego bluzę, rzucając ją na ziemię. Czarna koszulka znalazła swoje miejsce w innym kącie pokoju, ukazując kilkanaście tatuaży, ozdabiających ciało szatyna. Przesunęła swoje dłonie od jego szyi, poprzez tors, aż do linii spodni. Rozpięła jeans'y, a chłopak szybko się podniósł pozbywając się ich, wraz ze skarpetkami oraz bokserkami. 
Uniósł ciało Abbie, pozbawiając ją koszuli. Od razu zniżył się, by ucałować jej piersi, przygryzając delikatnie sterczące sutki. Zagryzła wargę, próbując tłumić w sobie jęki rozkoszy. 
Bielizna wylądowała na krawędzi łóżka. W tym czasie nastolatka zabrała się za masowanie członka swojego kochanka. On schował swoją twarz, w zagłębieniu jej szyi, przygryzając ją i całując wybrane fragmenty.
Podnosiła swoje biodra, pragnąc bliskiego kontaktu z Louis'em. On z uśmiechem wyjął z szuflady prezerwatywę, którą zostawił tam zaraz po swoim przyjeździe do Doncaster. Z początku miało to być w celu żartu, jednak przydało się do zupełnie czegoś innego.
Rozwinął rulonik, po czym będąc zabezpieczonym, zaczął powoli wsuwać się w nią. Widział grymas na jej twarzy, co było spowodowane nieprzyjemnym uczuciem rozpierania. Nie robiła tego pierwszy raz, jednak też nie po raz dziesiąty. 
Subtelne ruchy powodowały, że ból ustępował. Złapała się jego ramion, wbijając w nie swoje paznokcie, zapewne pozostawiając czerwone szramy.
- Tęskniłem - szepnął jej do ucha, wywołując falę przyjemnych dreszczy.
- Ucieknijmy - powiedziała, a przeciągły jęk wydobył się z jej ust, intensywniej odczuwając pożądanie. 
Dyszała mu do ucha, przez co wykonywał jeszcze mocniejsze ruchy biodrami. Gardłowe stęknięcie wydobyło się z jego ust, kiedy eksplodował wewnątrz Abbie. By uniknąć niepotrzebnych komplikacji, szybko się z niej wysunął, nachylając się nad jej kobiecością i wykonując okrężne ruchy językiem wokół jej łechtaczki. Chcąc jak najintensywniej odczuć swój orgazm, ciągnęła go za włosy, jednak gryząc się w język, by nie krzyknąć zbyt mocno. 
Ucałował jej spierzchnięte wargi, pozwalając zasmakować jej samej siebie. Dokończył swoją pracę dwoma palcami. Kilkadziesiąt minut upojnej nocy, wprowadziło ją w stan głębokiego zmęczenia. 
- To było... - wydyszał, chowając ich rozgrzane ciała pod chłodną pościelą.
- Zeznawałam na twoją korzyść - zmieniła temat, przymykając oczy i myślami będąc gdzieś indziej. 
- Powiedzieli mi, że nic nie mówisz - szepnął, obserwując jej anielską buźkę.
- Chcę być z tobą, Louis - powiedziała, obserwując jego rysy twarzy, po czym przeczesała wilgotne od potu włosy. 
- Jeżeli chcesz być ze mną, jest za to cena to zapłacenia - wydusił z siebie, przełykając głośno ślinę. 
- Nie obchodzi mnie ojciec. On wie o tym.
- O czym ty mówisz? - podniósł się, głęboko oddychając. 
- Kocham cię, Loulou. 

Przeglądał stos papierów, które dostarczył mu dobry przyjaciel. Uniósł się z lekkim bólem, po czym złapał obie kule, by powoli dostać się do kuchni i wziąć długopis i czyste kartki. Zapisywał wszystkie notatki i dane, które próbował powiązać ze sobą. 
W ręce wpadł mu dokument, z którego wynikało, że matka Abigail zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie uciekając od odpowiedzialności. Dan wychowywał ją samotnie, dopiero niedawno znajdując nową partnerkę i za kilka dni żeni się z nią, chcąc stworzyć nową rodzinę. 
- Nie wiesz, w co się pakujesz, Dan - zaśmiał się Liam, notując datę i miejsce ślubu na karteczce i przyczepiając ją magnesem do lodówki.
Spojrzał na zdjęcie Abbie, które widniało zaraz obok zdjęcia jej ojca oraz przyszłej jego małżonki oraz zdjęcia Cheryl i Harr'ego, które zostało wykonane z ukrycia. Na samym szczycie piramidki znajdowało się zdjęcie Louis'a, przekreślone czerwonym markerem. 
- Już niedługo się policzmy, Tomlinson - warknął, udając się z powrotem do salonu. 
Po kilku godzinach ślęczenia nad kartkami, na których rozpisane były szczegółowo jego plany, próbował wybrać któryś z nich. 
Dzwonek do drzwi oznajmił mu o przyjściu niespodziewanego gościa. Kuśtykając, dotarł do drewnianej płyty i nie spoglądając w wizjer, otworzył drzwi, za którymi stał policjant, któremu złożył doniesienie o porwaniu jego Abbie. 
- Ojciec próbował ją namówić na wpakowanie go za kratki. Ona go kocha
- O czym ty pierdolisz?! - krzyknął, opadając z bólem na kanapę.
- Abigail nie skłamie. 

Obserwował śpiącą nastolatkę, której oczy były opuchnięte od płaczu. Sięgnął bo swoje bokserki, które wsunął na biodra, po czym wbił się w spodnie i założył czarną koszulkę. Naciągnął skarpetki na stopy wraz z trampkami, po czym kolejny raz spojrzał na anielsko spokojną twarz Abbie. 
Wyznała mu miłość i nie umiał poradzić sobie z mętlikiem w głowie. Nie sądził, że kiedykolwiek to nastąpi. Westchnął, czując wręcz palące łzy, napływające do oczy. Serce krajało mu się, ponieważ nie chciał doprowadzić do takiego stanu osiemnastolatki, w jakim była w nocy. 
Założył bluzę, sięgając po pęk kluczy. Spadł mu na ziemię, przez co Deakin poderwała się, szukając jego ciała wokół siebie.
- Louis? - załkała, a on migiem podszedł do niej, opatulając ją swoimi ramionami.
- Nie zostawiaj mnie - wyszeptała, mocząc jego koszulkę słonymi łzami. 
- Pamiętasz moją obietnicę? Już niedługo to się skończy - pogłaskał ją po głowie, uprzednio całując ją w czoło.
- Nie idź. Zostań i powiedzmy im prawdę. 
- Abbie, to tak nie działa - westchnął, odsuwając ją od siebie i ocierając łzy z jej policzków - Musisz być silna, a później wszystko ci wynagrodzę. 
Chwilę wahał się nad wypowiedzeniem kilku słów, które z pewnością wiele znaczą dla niej. Serce zaczęło mu szybciej bić, kiedy spojrzał w jej czerwone oczy, odgarniając włosy za ucho. Pogłaskał kciukami oba policzki, na koniec całując ją w nos i przytrzymał jej podbródek, by patrzyła mu prosto w jego niebieskie oczy.
- Kocham cię, Abbie - szepnął, a promienny uśmiech pomieszany z zaskoczeniem pojawił się na jej twarzy. 
- Powtórz to - powiedziała pewna nadziei, obserwując nikły uśmiech znajdujący się na jego twarzy. 
- Kocham cię - subtelnie ucałował jej usta, rozwiewając jej wątpliwości na temat tego, że mógł kłamać. 
Kiedy się od niej oderwał, powiedział, że musi iść, zanim ich rodzice się obudzą. Ze smutkiem spojrzała na niego, po czym otuliła swoje nagie ciało szlafrokiem, by podejść do okna i obserwować, jak odchodzi. 
Będąc już na zewnątrz, Louis pomachał do niej, a ona wyszeptała nieme kocham cię.
Ja ciebie też - również niemo odpowiedział, szybko oddalając się spod domu. 

Pełen radości wszedł do mieszkania. Zdjął buty i w podskokach oddał brzęczący pęk swojemu przyjacielowi, ściskając go mocno, przez co zdziwiony obserwował jego nagłą zamianę humoru. 
Euforia nie opuszczała go nawet na sekundę. Wziął szybki prysznic, po czym zjadł śniadanie, które, wyjątkowo, sam sobie przyrządził. Wszyscy obserwowali go z wielkim zdziwieniem, nie wiedząc, co mogło mu się stać. 
- Louis? - zapytał Harry, wchodząc do kuchni i przyrządzając sobie kawę.
- Co? - zapytał z pełną buzią, po chwili przełykając jedzenie i popijając je pomarańczowym sokiem.
- Co z oskarżeniami? - momentalnie w progu stanęła reszta jego przyjaciół z więzienia, w tym Cheryl, trzęsąca się ze strachu.
- Muszą mnie uniewinnić. Abbie zeznaje na moją korzyść. Niby jest jakiś świadek - odpowiedział, biorąc ostatniego kęsa kanapki.
- Gdzie byłeś całą noc? - zapytał Niall, przygryzając swój kolczyk w wardze.
- Jestem dorosły, nie uważacie? - uniósł brew do góry, dopijając do końca sok i wkładając brudne naczynia do zlewu - U Abbie.
Spojrzenia wszystkich zebranych wręcz wypalały dziury w ciele Louis'a. Skrępowany udał się do sypialni, gdzie rzucił się na łóżko i postanowił odespać całą noc, którą spędził na rozmyślaniu nad swoimi uczuciami oraz o tym, co dzieje się w jego życiu. 
Przymknął swoje powieki, przykrywając się ciepłym kocem i ściskając w rękach poduszkę, na której zawsze spała jego ukochana. Z uśmiechem na ustach zasnął, wiedząc, że nareszcie ma kogoś, kto bezgranicznie go kocha.

Pędził przez nieznane mu drogi, szukając odpowiedniego numeru. Rozglądał się po okolicy, a kiedy znalazł dom, podszedł i użył dzwonka, czekając aż ktoś otworzy mu drzwi. Zza drewnianej płyty wyłoniła się kobieta, trzymająca na rękach niemowlę. Uśmiechnęła się do niego, po czym spojrzała na niespodziewanego gościa.
- Witaj, synu - powiedziała, obserwując jego twarz.
- Mamo, gdzie ona jest? - zapytał na skraju załamania. 
- Urodziła i zniknęła - odparła, wręczając mu dziecko. 
Obserwował delikatne rysy twarz niemowlęcia, które strasznie go przypominało. Zawsze chciał mieć syna. Spojrzał na swoją matkę, a ona uśmiechnęła się, widząc ten piękny obrazek.
- William.
- To on ją porwał, prawda? - powiedział, a samotna łza spłynęła po jego policzku. 
Pokiwała głową, wpuszczając go do mieszkania i przytulając swojego dziecko najmocniej jak potrafiła. 

piątek, 7 lutego 2014

[13] Return

Harry zdecydował się na dłuższy dojazd do mieszkania. Chciał mieć pewność, że zgubił ich zaraz za pierwszym zakrętem. Westchnął, widząc ciągnącą się drogę asfaltową pośród krzew i drzew. Nie włączając kierunkowskazu, gwałtownie skręcił w polną dróżkę, spotykając się z trąbieniem jadącego za nim wcześniej pojazdu.
Umiejscowił samochód pomiędzy dwoma drzewami, po czym zaciągnął hamulec ręczny, wyciągając kluczyk ze stacyjki. Naciągnął na głowę kaptur, opuszczając pojazd. Zatrzasnął drzwi i obszedł dookoła samochód, stając przed prawymi drzwiami. Pociągnął za klamkę, zachęcając do wyjścia przestraszoną Abbie. Jednak wcześniej nachylił się, wkładając głowę do środka i z jednej z ukrytych szafeczek wyciągnął paczkę papierosów. 
Kiedy Abbie stała przy jego ciepłym ciele, użył pilota, by automatycznie zamknąć wszystkie pary drzwi. Trzymając używkę pomiędzy ustami, jedną rękę położył na jej ramionach, pokazując jej drogę, w którą muszą się udać. Dziewczyna westchnęła, przeraźliwie się bojąc. 
Po kilkunastu minutach spokojnego marszu ich oczom ukazał się niewielki domek w ciepłych barwach. Przed drzwiami frontowymi znajdował się niewielki ogródek.
Nie zatrzymywali się. Weszli po kilku schodach, po czym Styles wyjął z kieszeni spodni pęk kluczy. Otworzył oba zamki, gestem ręki wskazując, by weszła przed nim. Stawiając niewielkie kroki, weszła wgłąb domu. Rozglądając się na boki, dostrzegła obrazy przedstawiające jakieś postacie, bądź krajobrazy. 
- Nie rozumiem, dlaczego tu jesteśmy... - powiedziała, zatrzymując się przy drzwiach tarasowych.
- Tutaj się wprowadzimy. Wszyscy - odpowiedział, siadając na fotelu pokrytym kurzem.
Nie odezwała się ani słowem, tylko wyszła przez te drzwi, które oboje weszli, uprzednio zabierając papierosy, leżące na szafce. Pobiegła w zalesioną stronę, chowając się za jednym z drzew. Kucnęła, wsadzając szluga do ust i odpaliła zapalniczką, znajdującą się w środku.
Zaciągała się nikotyną, co jakiś czas dławiąc się dymem. Nieprzyjemne uczucie w postaci drapania utrzymywało się nawet po upłynięciu kilkunastu minut od zgaszenia papierosa.
Szelest liści oraz łamiących się gałęzi oznajmił jej o czyjejś obecności. Uniosła swoją głowę, po czym dostrzegła ciemne tęczówki Harr'ego. Przykucnął, splatając swoje dłonie, po czym spuścił głowę, wzdychając pod nosem.
- To pomysł Niall'a. Jego rodzice mieszkali tu przed jego odsiadką, ale wyjechali, nie chcąc mieć z nim wspólnego. Chciał sprzedać dom, ale uznał, że nam się przyda.
- To ... to wszystko jest chore! - popatrzyła w bok, obserwując unoszące się na wietrze ptaki.
- Louis i tak chce stąd wyjechać. Z nami czy bez. Powiedział, że musi cię chronić.
- Nie jestem małym dzieckiem! - podniosła się, machając rękoma na boki - Bez was nigdzie nie pojadę.
Milczał, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Uznał, że to odpowiedni czas na powrót do domu, więc podniósł się, prostując kości, chwytając za oba nadgarstki, podciągając w górę. Później przeniósł uścisk na łokieć, po czym ciągnął ją w stronę auta, wręcz wpychając ją do środka. Sam zajął miejsce kierowcy. Nie fatygując się, by zapiąć pasy, odpalił silnik, spuszczając ręczny, po czym wyjechał z lasu, włączając się do ruchu i kierując prosto do domu.

Po kłótni z Harry'm o to, kto jakie zakupy wnosi do domu, wzięła te lżejsze i skierowała się do wejścia. Przed windą zaczekała na dwudziestojednolatka. Skinięciem głowy nakazał jej wejść do środka, po czym sam odłożył kilka dużych toreb na ziemię, wciskając przycisk z odpowiednią cyferką.
Drzwi otworzyła naciśnięciem łokcia na klamkę, po czym jako pierwsza weszła do środka. Udała się do kuchni, odkładając papierowe torby na blat i zabrała się za szybkie rozpakowywanie, ze względu na produkty potrzebujące przebywania w lodówce.
Odwróciwszy się przodem do wejścia, cofnęła się, upuszczając opakowanie z płatkami kukurydzianymi na ziemię. Przyłożyła dłoń do swojego serca, które niezmiernie szybko biło, co było efektem przestraszenia się.
Wzięła do ręki plastikowe opakowanie, chowając je do szafki. Ignorując Louis'a, zabrała się za dalsze wyciąganie artykułów spożywczych z toreb.
Poczuła ciepłe dłonie na swoich biodrach, lecz nie chcąc mu ulegać, próbowała nie zaprzestawać swoich czynności. Uścisk się wzmocnił, kiedy chciała odejść, więc czując wbijające się palce w jej biodra, pozostała w miejscu, wzdychając głęboko.
- Przepraszam - szepnął, opierając głowę na jej ramieniu - Zdenerwowałem się i ...
- Dość często ci się to zdarza - syknęła, nie odwracając się - Wpadasz w furię!
- Abbie, zrozum, że tu chodziło o narkotyki. Masz tego gówna nie sprzedawać, rozumiemy się?
- A ty jak chcesz zarobić na zabranie mnie stąd, co? - odwróciła się do niego przodem, mierząc ciemniejące tęczówki - Masz pracę? Tę samą co wcześniej?
- Wychodzimy! - krzyk Cheryl rozniósł się po mieszkaniu, a tupot kilku stóp dał im do zrozumienia, że cała czwórka opuszcza miejsce zamieszkania.
Trzask drzwi oznajmił im, że zostali sami w mieszkaniu, mierząc się morderczymi spojrzeniami. Abigail próbowała przypomnieć sobie sytuację, w której postawiła się Tomlinson'owi, jednak coraz większa złość, ogarniająca jej ciało, wybijała jej to z głowy.
Mężczyzna odszedł, kuląc się w kącie kuchni. Wczepił palce w swoje brązowe włosy, nerwowo unosząc klatkę piersiową od nierównomiernych oddechów. W końcu oparł głowę o ścianę, mocno w nią uderzając, ale nawet nie skrzywił się z bólu.
- Ojciec przesyła mi pieniądze - powiedział na jednym wydechu, przymykając powieki.
Popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem, ponieważ nigdy wcześniej nie słyszała o jego ojcu. Odłożyła słodycze do szafki, po czym usiadła przy nim, prostując nogi, a dłonie kładąc na udach.
- Mama nigdy nie chciała żebym go poznał. Kiedyś spotkali się przed podstawówką, do której chodziłem. Wszystko działo się przez przypadek. Później był dość często w moim życiu. Ostatni raz widziałem go na rozprawie. Teraz kontaktujemy się przez internet. Wyjechał do Ameryki.
Wpatrywała się w okno jak w najświętszy obrazek. Po chwili otrząsnęła się i spojrzała na jego smutną twarz. Nie zaszczycił jej żadnym spojrzeniem.
Podniosła się, klękając na kolanach, po czym ucałowała kącik jego ust, podpierając się swoimi rękoma o jego ramiona. Delikatny uśmiech wpełznął na jego twarz, po czym popatrzył na nią swoimi oczami o kolorze głębi oceanu bądź morza.
- Chciałbym zapewnić ci wszystko, co najlepsze - szepnął, kładąc dłoń na jej różanym policzku.
- Wystarczy, że jesteś - równie cicho odparła, delikatnie unosząc kąciki ust ku górze.
Przelotnie cmoknął ją w środek ust, po czym oplótł ją ramionami. Usiadła na jego kolanach, uprzednio ściągając buty i rzucając je w drugą część pomieszczenia.
Dzwonek do drzwi przerwał ciszę oraz chwile czułości. Abbie zeszła z jego kolan, chcąc udać się do drzwi, jednak Louis przytrzymał ją, ściskając jej nadgarstek. Sam poszedł do drzwi, niepewnie je otwierając. Serce stanęło mu w gardle, widząc dobrze znajomą twarz.
- Witaj, Tomlinson - uśmiechnął się komisarz Noah Darren.
- Słucham panów? - zapytał, dostrzegając za nim dwóch funkcjonariuszy.
- Przyszliśmy sprawdzić, jak sobie radzisz - odpowiedział, prostując się.
- Świetnie. Teraz żegnam - chciał zamknąć drzwi, jednak noga starszego mężczyzny uniemożliwiła mu to.
- Abigail Deakin. Mówi ci coś to nazwisko? - widząc zdenerwowanie chłopaka, wtargnął do środka, nie czekając na pozwolenie.
Louis chciał iść za nim, jednak policjanci złapali go za ramiona, przytrzymując w miejscu. Spojrzał na nich, wzdychając z rezygnacją. Spuścił głowę, po czym słysząc pisk Abbie, próbował się wyrwać z rąk umięśnionych 'robotów'.
Darren wyszedł z kuchni, po czym zmierzył w stronę korytarza, mocno trzymając oba łokcie nastolatki. Dziewczyna wyrywała się, jednak zastosował mocniejszy uścisk, przez co syknęła, w oczy byłego więźnia płonęły wściekłością.
- Tomlinson, niegrzecznie tak porywać bezbronne nastolatki - uśmiechnął się, po czym skinął głową, a na nadgarstkach Louis'a znalazły się kajdanki.
- Ja sama tu przyjechałam. Jestem dorosła! - krzyknęła.
- Zabierzcie go na komisariat. Ja odwiozę panienkę do domu.

Posłusznie stała u boku policjanta, mimo że chciała uciec od momentu, kiedy wsiadła do czarnego samochodu, jednak drzwi zostały zamknięte, po jednej z jej nieudanych prób, kiedy zbiegała po schodach, lecz podwinęła jej się noga i spadła z ostatniego stopnia.
Mocniej naciągnęła kaptur zielonej bluzy swojego kochanka na głowę, po czym w obu rękach trzymała ramiączka od plecaka.
Drzwi otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem. Została wepchnięta do wewnątrz, po czym uniosła wzrok, dostrzegając niepewny uśmiech Jay. Pustym wzrokiem obdarzyła salon, nie chcąc być w tamtej chwili w ich domu. Jej ojciec wyszedł z kuchni, rzucając się w jej stronę, po czym objął ją ramionami. Jak Louis pół godziny wcześniej.
Jedyne, czego pragnęła, to pojechać na komendę i zabrać stamtąd dwudziestoparolatka. Milczenie przerwał głos policjanta, który skierował się za Jay do kuchni.
- Córeczko, jak ja się bałem - powiedział, oddalając się od niej.
- I tak stąd ucieknę - szepnęła, ściągając kaptur z głowy, kiedy odszedł na odpowiednią odległość.
Czując na sobie czyjś wzrok, udała się na piętro, gdzie zamknęła się w sypialni. Zdjęła znoszone trampki oraz wykorzystała chwilę i weszła pod szybki prysznic, przebierając się w ciepłe leginsy oraz workowaty t-shirt, należący ... Zayn'a. Sama nie wie, jak on się tam znalazł, ale przypuszczała, że spakowała go w przypływie nerwów, kiedy komisarz kazał jej spakować swoje rzeczy.
Mokre włosy przykleiły się jej do czoła oraz szyi. Wyjrzała przez okno, za którym wiatr szalał, a krople deszczu uderzały o szyby jak grad.
Nie odezwała się na czyjąś prośbę o wejście do pokoju. Siedziała tyłem do drzwi, prostując plecy. Kątem oka dostrzegła stojącą w progu Jay, a zaraz przed nią Darren'a, który delikatnie usiadł na kolorowej pościeli.
- Twoje zeznania pomogą nam go ponownie posadzić do więzienia - spojrzała na przyszłą macochę, która przyłożyła dłonie do ust, a łzy spływały kaskadami.
- On mnie nie porwał, do cholery! - wrzasnęła, podrywając się z miejsca - Wy nic nie rozumiecie!
- Wytłumacz nam to - zza drzwi wyłonił się jej ojciec, po czym skrzyżował ręce.
Ja go kocham...
W pokoju zapanowała cisza, która po chwili została przerwana głośnymi krokami. Po swoim ojcu spodziewała się wszystkiego, ale nie tego, co w tamtej chwili się wydarzyło. 

niedziela, 2 lutego 2014

[12] Escape.

-Co ty, kurwa, przed chwilą, zrobiłaś?

Przełknęła głośno, kiedy mocno chwycił ją za przedramię, ciągnąc w stronę bocznego wyjścia, znajdującego się w ogrodzie. Syknęła z bólu, wyrywając ją z jego uścisku, przez co mężczyzna lekko wbił w jej delikatną skórę paznokcie, pozostawiając zaczerwienione miejsca.
-Odpowiedz mi, do cholery! - furia tryskała z jego oczu.
-Ja chciałam pomóc Cher... - szepnęła, spuszczając głowę i skrywając przestraszoną twarz pod burzą blond włosów.
-Który z nich ci do dał? - syknął, unosząc dwoma palcami jej podbródek. Jego oczy gwałtownie zmieniły swoją barwę na ciemniejszą.
-Ja s..sama je w..wzięłam - jąkała się, unikając jego palącego spojrzenia.
-Kto, do kurwy nędzy? - wysyczał każde słowo, przypierając jej wiotkie ciało do płotu.
Zacisnęła usta w wąską linię, jako znak, że nic nie powie. Uderzył pięścią w drewniany płot, kilkadziesiąt centymetrów dalej niż znajdowała się głowa nastolatki. Kilka razy wciągnął głęboko powietrze do swoich płuc, ze świstem je wypuszczając.
Oddalił się kilka kroków od Abbie, chodząc po zielonej trawie. Wplótł swoje palce we włosy, po czym mocno za nie pociągnął, dając upust swoim emocjom. Zjechał w dół sąsiedniego płotu, podkurczając nogi i opierając głowę na rękach, zaś te skrzyżowane na kolanach.
Abigail niepewnie podeszła do niego, trzymając kurczowo w swoich dłoniach torebkę. Uniósł swoją głowę, a ręce oparł o chłodną ziemię. Przykucnęła przy nim, kładąc swoją szczupłą dłoń na jego kolanie. Potarła je, szepcząc nieme 'przepraszam'.
Palcami muskała policzki, a samotna łza spłynęła po jej twarzy, przez co wyraz twarzy Tomlinson'a zmienił się na łagodniejszy. Chwycił obie jej dłonie, po czym ucałował ich wierzch, pocierając kciukami kostki. Pozwolił jej wtulić się w swoje rozgrzane, ze złości, ciało. Przycisnął swoje wargi do jej czoła, po czym mocno objął ją swoimi umięśnionymi, przyozdobionymi tatuażami rękoma.
-Nie chcę, byś to robiła - szepnął, przymykając powieki i zaciągając się zapachem jej perfum.
-Moja przyjaciółka potrzebuje pomocy - powiedziała drżącym głosem - Wyjadę z nią. Muszę też jakoś zarobić.
-Są inne sposoby. To bagno, skarbie.
Nie chciała mu wypominać, że on też to robił i źle się skończyło. Również bała się, że ponownie może stać się to rzeczywistością i wtedy straci swojego Louis'a.
Zauważył, że osiemnastolatka intensywnie o czymś myśli, więc by odwrócić jej uwagę, obrócił jej głowę i złożył z początku delikatny pocałunek na jej wargach, czekając na odwzajemnienie.
Otuliła jego lekko przemarzniętą twarz swoimi ciepłymi rękoma. Dwudziestodwulatek wsunął  swoje dłonie pod jej pośladki, po czym uniósł ją, zmuszając do tego, by usiadła na nim okrakiem.
Pożądanie wzrastało z każdą kolejną sekundą, przez co Abbie zaczęła wykonywać nieświadome ruchy biodrami. Mężczyzna jęczał jej do ust, czasami przerywając pocałunek.
Naznaczył jej obojczyk ciemnofioletowym siniakiem, potocznie zwanym malinką. Swoje szorstkie palce wsunął pod ciasnawy materiał jej sukienki. Wędrował nimi po jej udach, docierając do intymnego miejsca. Momentalnie zaprzestała poruszać swoimi wargami, kiedy Louis rozpoczął wykonywać delikatne ruchy wokół jej kobiecości, z czasem odsuwając materiał na bok.
 -J..jesteśmy n..na z..z..e..wnątrz - wyjęczała, opierając się swoim czołem o jego, po czym musnęła nos Louis'a, zostawiając na nich połysk czerwonej szminki.
-Przepieprzę ci tu i teraz... - wyszeptał do jej ucha, ściągając jej bieliznę.
Podobało jej się to. Jego stanowczość oraz adrenalina, która była spowodowana tym, że ktoś mógł ich nakryć. Wyłączając swoje myśli, puściła ramiona Louis'a, które chwyciła w przypływie podniecenia. Zostawiając jego koszulę w spokoju, podążyła do klamry paska. Nieudolnie odpięła ją, przez przypadek odrywając guzik. Zaśmiała się przez to pod nosem, płonąc rumieńcem.
Niestety chwila śmiechu nie trwała zbyt długo, ponieważ momentalnie wsunął w nią środkowy palec, przez co głośno jęknęła.
-Nie przejmuj się pierdolonym guzikiem.
Uśmiechnął się, widząc jej reakcję. Odpięła rozporek, a on uniósł delikatnie biodra, by zsunąć z nich bardzo delikatnie spodnie. Żadne z nich nie zamierzało bawić się w grę wstępną, więc uwolniła nabrzmiałego penisa z białych bokserek. Strzeliła z gumki, przez co syknięcie wydobyło się z jego ust. Elastyczny materiał uciskał jego jądra.
-Portfel w marynarce. Przegródka na monety.
Dygającymi rękoma wyjęła skórzany materiał z ubrania, po czym wyjęła pojedynczą foliową paczuszkę, rozrywając ją i rzucając na ziemię. Przyłożyła środek antykoncepcji do czubka jego męskości, ciągnąc w dół, przez co rozwinęła rulonik na całą długość.
-Ty dominujesz - oparł nadzwyczaj ciężką głowę o płot, otwierając oczy i obserwując płonące pożądaniem ciało nastolatki.
Podniosła się, opierając dłonie o jego ramiona. Chwycił penisa w swoje dłonie, nakierowując go na jej wejście. Niczym najdelikatniejsze stworzenie nabiła się na niego, odchylając głowę w tył, a pojedyncze kropelki potu usuwały puder z jej czoła.

Następny dzień zapowiadał się wyjątkowo przyjemnie. Z głębokiego i wyjątkowo przyjemnego snu wybudziło ją subtelnie łaskotanie po całym ciele, począwszy od twarzy, kończąc na stopach.
Uniosła ciężkie powieki, delikatnie je przecierając, by nie zmyć sylwestrowego makijażu. W okno uderzały ciężkie krople styczniowego deszczu. Szarawe chmury skutecznie ukrywały słońce, ponieważ ani jeden promień nie zaszczycił twarzy Abigail.
Łaskotanie nasilało się, a kiedy poczuła je na stopach, wciągnęła je pod zieloną kołdrę. Ciche parsknięcie wydobyło się z jego ust, przez co przesunął swoje ospałe ciało wzwyż, przybliżając wąskie usta do ucha wpół śpiącej nastolatki. Delikatnie je ugryzł, po czym zassał, a ona mruknęła cicho, machając ręką, jakby chcąc odgonić natrętną muchę.
Udając urażonego odsunął się, po czym schował się całkowicie pod kołdrą. Obrócił dziewczynę na brzuch, siadając na jej nogach i rozpoczął wędrówkę wargami po jej rozgrzanych plecach. Przygryzał co jakiś czas fragment skóry, przez co z jej ust wydobywały się delikatnie piski, tłumione przez seledynową poduszkę.
Wiła się pod nim, zaczynając się śmiać. Chciała zrzucić jego ciało z siebie, jednakże jego o wiele masywniejsza postura uniemożliwiła jej to działanie.
-Louis, przestań - pisnęła po raz kolejny, czując zęby na udach.
-Wstałaś? Jak miło - przesłodzonym głosem wyłonił się zza pościeli, odkrywając jej nagie plecy.
-Zimno mi - mruknęła.
Złapała rąbek kołdry, ciągnąc ją z niewyobrażalną, jak na nią, siłą, przez co Tomlinson znów rozłożył się na jej plecach, rym razem mając swoją głowę tuż przy jej. Uśmiechnął się szeroko, przez co kilka zmarszczek pojawiło się wokół jego oczu.
-Musimy wracać do domu - powiedział, nie odrywając wzroku od jej idealnej, anielskiej twarzy.
Gwałtownie się uniosła, przez co lekkie zawroty głowy dały o sobie znać. Złapała się za ów część ciała, starając utrzymać się ją w jednej pozycji. Tamtego dnia Abbie wydawało się, że jej łepetyna jest wyjątkowo za ciężka.
Wciąż trzymając przy swoich piersiach, rozejrzała się dookoła, próbując odszukać swoich ubrań. Dostrzegła je przy ramie łóżka, także podniosła je, po czym ściągnęła całą kołdrę, owijając się nią jak w kokon. Podążyła do łazienki, dostrzegając rozbawione spojrzenie chłopaka, który kompletnie nagi leżał na białym prześcieradle, sięgając po bokserki, leżące na stoliku nocnym. Naciągnął je na siebie w momencie zamykania drzwi przez Abigail.

- Wiesz, co zbliża się wielkimi krokami, prawda? - nieśmiało zapytała nastolatka, odruchowo chcąc puścić ciepłą dłoń Louis'a, lecz on ścisnął ją mocniej, na znak protestu.
- Nie złamię obietnicy - syknął, spuszczając wzrok.
Onieśmielona jego obecnością ucieszyła się na widok kamienicy, w której teraz mieszkała. Stojąc w windzie, wyciągnęła kluczyki z torebki, zapominając o jej zawartości. Ze środka wyleciała na ziemię torebka z około dziesięcioma pastylkami. Przerażona kucnęła, chcąc ją zabrać, jednak uprzedził ją mężczyzna, stojący obok. Widząc jego złowieszcze spojrzenie oraz rosnącą furię, wystrzeliła jak strzała, kiedy drzwi się otworzyły, gubiąc po drodze swoje obcasy. Wetknęła klucz do zamka, przekręcając go dwa razy i wpadła do mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Pęk brzęczących metali upadł na szafkę, a ona pobiegła do łazienki, zamykając za sobą kolejną parę wrót. Wetknęła do środka garść patyczków higienicznych, przez co zablokowała otwór.
Przestraszona zdjęła wierzchnie odzienie, pozostając w wieczorowej sukience. Wyplotła z włosów kwiatka, po chwili pozbywając się warkocza. Chwyciła do reki mleczko do demakijażu, nakładając odrobinę na wacik, po czym delikatnie zmywała wszystkie kosmetyki z twarzy.
Trzask drzwi spowodował, że wzdrygnęła się. Przełknęła głośno ślinę, pozbywając się ostatniego grama pudru.
- Abbie! - krzyk Louis'a spowodował, że skuliła się w kącie za drzwiami. Oplotła swoje nogi kościstymi rękoma, po czym przymknęła oczy, opierając głowę o ścianę.
Słysząc dobijanie się do drzwi, spojrzała na pralkę, na której leżał srebrny kluczyk. Odetchnęła, obserwując cień, który dostrzegała poprzez niewielką szparę między podłogą a drzwiami.
- Abigail, wyłaź stamtąd!
- Nie krzycz, do cholery! - równie ostry ton Niall'a spowodował kolejną falę strachu - Czemu drzesz swój ryj o tej godzinie!
- Ty dałeś jej to gówno! - przyparł go do drzwi od zewnętrznej strony, przez co dwa szlafroki spadły z nich wewnątrz łazienki.
- Louis, daj spokój, nic jej nie dałem. Nie handlowałem w nocy!
Po krótkiej wymianie zdań było strasznie za cicho. Musieli oddalić się od łazienki, ponieważ cienie zanikały z każdą chwilą. Odetchnęła z ulgą, zamykając ponownie oczy i odpłynęła do krainy Morfeusza, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Po przebudzeniu się, wewnątrz wciąż paliło się światło. Podniosła się z chłodnej ziemi, rozciągając ścierpnięte kości. Ciche pukanie wciąż dobiegało zza drzwi, ale postanowiła się nadal nie odzywać. Napuściła wody do wanny, po czym zdjęła ciasnawą sukienkę oraz pozbyła się bielizny, wtykając ją do kosza na brudne ubrania.
Ciepła kąpiel ukoiła wszystkie negatywne emocje. Spłukując szampon z głowy, rozpoczęła intensywne myślenie o świeżych ubraniach.
Opatuliła się ręcznikiem, stąpając mokrymi stopami po chłodnej posadzce. Ściągnęła z kaloryfera swoje spodnie dresowe i figi oraz koszulkę Louis'a, która była prana poprzedniego dnia. Założyła również biustonosz, który miała na sobie podczas zabawy sylwestrowej.
Białe skarpetki wyciągnęła z pralko-suszarki. Wciągnęła je na zmarznięte stopy i z szafki pod zlewem wyjęła suszarkę do włosów, pozbywając się wilgoci z włosów. Suche pasma rozczesała szczotką do włosów, którą schowała do swojej kosmetyczki.
Z zamka wyciągała po kolei każdy patyczek, po czym ostatni zamieniła na klucz, otwierając drzwi. Wypchnęła je na zewnątrz, wychodząc z łazienki, trzymając pod pachą torebkę. Po cichu weszła do sypialni, gdzie na łóżku spał Louis, wtulony w poduszkę, na której zawsze ona spała. Uśmiechnęła się, sięgając po swoje trampki oraz ciepłą bluzę.
Z portfelem zmierzała w stronę drzwi frontowych, jednak ciasny uścisk na nadgarstku spowodował, że zatrzymała się w pół kroku. Odwróciła się, dostrzegając przepełnione troską zielone tęczówki. Pytająco spojrzała na Harr'ego, który puścił jej dłoń, opierając się ścianę.
- Masz teraz problemy.. - powiedział, mierząc jej twarz.
- Co masz na myśli?
- Louis jest wściekły, że dałem ci dragi.
- On nie wiedział, że to ty.
- Przyznałem się - spuścił głowę, wciągając głośno powietrze do płuc.
Naciągnął na swoje ramiona szarą bluzę, zakrywając tym biały podkoszulek. Część włosów schował pod pomarańczową czapką, po czym chwytając kluczki od samochodu i dokumenty z portfelem, otworzył drzwi przed Abbie, wypuszczając ją jako pierwszą.

- Jakie słodkości lubisz? - zapytał, pchając sklepowy wózek przed siebie, zaciągając nastolatkę do działu z niezbyt zdrową żywnością.
- Może najpierw to, co potrzebne? - zasugerowała, wskazując palcem na przeciwną stronę.
Przecząco pokiwał głową, wrzucając do dużego koszyka kilka paczek z żelkami, jakąś czekoladę i drażetki. Westchnęła, wiedząc, że skapitulowała, więc chwyciła dwie paczki swoich ulubionych misiów Haribo. Uniósł oba kciuki do góry, przez co roześmiała się, dorównując kroku szatynowi. Kolejne miejsce zajęło kilka butelek z wodą mineralną, soki w kartonach oraz kilka gazowanych napojów jak Pepsi czy oranżada.
Kolejnymi produktami było pieczywo, czyli bułki, drożdżówki i chleb. Później Abbie poszła w stronę nabiału, a Harry stanął w kolejce po zakup szynek.
Wybierając jogurt dla siebie, dostrzegła dwie znajome postury. Nie spodziewała się, że zobaczy ojca z przyszłą macochą. Wybrała pierwszy lepszy przysmak, po czym pobiegła w stronę stoiska mięsnego. Ułożyła wszystko w koszyku, po czym pociągnęła, jak małe dziecko, Harr'ego za rękaw, zwracając na siebie uwagę.
- Moi rodzice tu są - szepnęła, a jego oczach dostrzegła zaskoczenie i strach.
Odebrał zakupy, po czym ustawił po swojej prawej stronie, osłaniając ją swoim postawnym ciałem. Ominęli regał, gdzie znajdowali się jej rodzice, po czym ustawili się przy pustej kasie, wykładając wszystkie zakupy.
Po zapłaceniu i zapakowaniu ich w papierowe torby, kolejny raz włożyli je do koszyka, szybkim krokiem wychodząc ze sklepu. Udali się na parking, gdzie do bagażnika szybko wpakowali artykuły spożywcze. Abbie udała się odstawić wózek, a widząc rodziców wychodzących ze sklepu, zamarła, powoli się oddalając. Widzieli ją...
Pobiegła na koniec parkingu, a zaraz za nią podążał jej ojciec. Znajdując się w podziemnym parkingu, przeciskała się pomiędzy pojazdami, próbując go zgubić. Chowając się za ciężarówką, wyjęła telefon, szukając numeru swojego towarzysza.
- Jedź i poczekaj na mnie na następnej ulicy - wysapała.
- Widzieli cię?
- Jedź już, Harry!
Rozłączając się, wrzuciła telefon do dosyć pojemnej kieszeni, po czym rozpoczęła bieg w przeciwnym kierunku parkingu. Znajdując się na zewnątrz, przebiegła obok stacji benzynowej, a zaraz po tym przez ulicę z pędzącymi samochodami, chowając się kolejnymi budynkami i zmęczona podążając wzdłuż chodnika.
Opadła na wygodne siedzenie, a Styles momentalnie ruszył, ostro skręcając w następną ulicę.