Umiejscowił samochód pomiędzy dwoma drzewami, po czym zaciągnął hamulec ręczny, wyciągając kluczyk ze stacyjki. Naciągnął na głowę kaptur, opuszczając pojazd. Zatrzasnął drzwi i obszedł dookoła samochód, stając przed prawymi drzwiami. Pociągnął za klamkę, zachęcając do wyjścia przestraszoną Abbie. Jednak wcześniej nachylił się, wkładając głowę do środka i z jednej z ukrytych szafeczek wyciągnął paczkę papierosów.
Kiedy Abbie stała przy jego ciepłym ciele, użył pilota, by automatycznie zamknąć wszystkie pary drzwi. Trzymając używkę pomiędzy ustami, jedną rękę położył na jej ramionach, pokazując jej drogę, w którą muszą się udać. Dziewczyna westchnęła, przeraźliwie się bojąc.
Po kilkunastu minutach spokojnego marszu ich oczom ukazał się niewielki domek w ciepłych barwach. Przed drzwiami frontowymi znajdował się niewielki ogródek.
Nie zatrzymywali się. Weszli po kilku schodach, po czym Styles wyjął z kieszeni spodni pęk kluczy. Otworzył oba zamki, gestem ręki wskazując, by weszła przed nim. Stawiając niewielkie kroki, weszła wgłąb domu. Rozglądając się na boki, dostrzegła obrazy przedstawiające jakieś postacie, bądź krajobrazy.
- Nie rozumiem, dlaczego tu jesteśmy... - powiedziała, zatrzymując się przy drzwiach tarasowych.
- Tutaj się wprowadzimy. Wszyscy - odpowiedział, siadając na fotelu pokrytym kurzem.
Nie odezwała się ani słowem, tylko wyszła przez te drzwi, które oboje weszli, uprzednio zabierając papierosy, leżące na szafce. Pobiegła w zalesioną stronę, chowając się za jednym z drzew. Kucnęła, wsadzając szluga do ust i odpaliła zapalniczką, znajdującą się w środku.
Zaciągała się nikotyną, co jakiś czas dławiąc się dymem. Nieprzyjemne uczucie w postaci drapania utrzymywało się nawet po upłynięciu kilkunastu minut od zgaszenia papierosa.
Szelest liści oraz łamiących się gałęzi oznajmił jej o czyjejś obecności. Uniosła swoją głowę, po czym dostrzegła ciemne tęczówki Harr'ego. Przykucnął, splatając swoje dłonie, po czym spuścił głowę, wzdychając pod nosem.
- To pomysł Niall'a. Jego rodzice mieszkali tu przed jego odsiadką, ale wyjechali, nie chcąc mieć z nim wspólnego. Chciał sprzedać dom, ale uznał, że nam się przyda.
- To ... to wszystko jest chore! - popatrzyła w bok, obserwując unoszące się na wietrze ptaki.
- Louis i tak chce stąd wyjechać. Z nami czy bez. Powiedział, że musi cię chronić.
- Nie jestem małym dzieckiem! - podniosła się, machając rękoma na boki - Bez was nigdzie nie pojadę.
Milczał, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Uznał, że to odpowiedni czas na powrót do domu, więc podniósł się, prostując kości, chwytając za oba nadgarstki, podciągając w górę. Później przeniósł uścisk na łokieć, po czym ciągnął ją w stronę auta, wręcz wpychając ją do środka. Sam zajął miejsce kierowcy. Nie fatygując się, by zapiąć pasy, odpalił silnik, spuszczając ręczny, po czym wyjechał z lasu, włączając się do ruchu i kierując prosto do domu.
Po kłótni z Harry'm o to, kto jakie zakupy wnosi do domu, wzięła te lżejsze i skierowała się do wejścia. Przed windą zaczekała na dwudziestojednolatka. Skinięciem głowy nakazał jej wejść do środka, po czym sam odłożył kilka dużych toreb na ziemię, wciskając przycisk z odpowiednią cyferką.
Drzwi otworzyła naciśnięciem łokcia na klamkę, po czym jako pierwsza weszła do środka. Udała się do kuchni, odkładając papierowe torby na blat i zabrała się za szybkie rozpakowywanie, ze względu na produkty potrzebujące przebywania w lodówce.
Odwróciwszy się przodem do wejścia, cofnęła się, upuszczając opakowanie z płatkami kukurydzianymi na ziemię. Przyłożyła dłoń do swojego serca, które niezmiernie szybko biło, co było efektem przestraszenia się.
Wzięła do ręki plastikowe opakowanie, chowając je do szafki. Ignorując Louis'a, zabrała się za dalsze wyciąganie artykułów spożywczych z toreb.
Poczuła ciepłe dłonie na swoich biodrach, lecz nie chcąc mu ulegać, próbowała nie zaprzestawać swoich czynności. Uścisk się wzmocnił, kiedy chciała odejść, więc czując wbijające się palce w jej biodra, pozostała w miejscu, wzdychając głęboko.
- Przepraszam - szepnął, opierając głowę na jej ramieniu - Zdenerwowałem się i ...
- Dość często ci się to zdarza - syknęła, nie odwracając się - Wpadasz w furię!
- Abbie, zrozum, że tu chodziło o narkotyki. Masz tego gówna nie sprzedawać, rozumiemy się?
- A ty jak chcesz zarobić na zabranie mnie stąd, co? - odwróciła się do niego przodem, mierząc ciemniejące tęczówki - Masz pracę? Tę samą co wcześniej?
- Wychodzimy! - krzyk Cheryl rozniósł się po mieszkaniu, a tupot kilku stóp dał im do zrozumienia, że cała czwórka opuszcza miejsce zamieszkania.
Trzask drzwi oznajmił im, że zostali sami w mieszkaniu, mierząc się morderczymi spojrzeniami. Abigail próbowała przypomnieć sobie sytuację, w której postawiła się Tomlinson'owi, jednak coraz większa złość, ogarniająca jej ciało, wybijała jej to z głowy.
Mężczyzna odszedł, kuląc się w kącie kuchni. Wczepił palce w swoje brązowe włosy, nerwowo unosząc klatkę piersiową od nierównomiernych oddechów. W końcu oparł głowę o ścianę, mocno w nią uderzając, ale nawet nie skrzywił się z bólu.
- Ojciec przesyła mi pieniądze - powiedział na jednym wydechu, przymykając powieki.
Popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem, ponieważ nigdy wcześniej nie słyszała o jego ojcu. Odłożyła słodycze do szafki, po czym usiadła przy nim, prostując nogi, a dłonie kładąc na udach.
- Mama nigdy nie chciała żebym go poznał. Kiedyś spotkali się przed podstawówką, do której chodziłem. Wszystko działo się przez przypadek. Później był dość często w moim życiu. Ostatni raz widziałem go na rozprawie. Teraz kontaktujemy się przez internet. Wyjechał do Ameryki.
Wpatrywała się w okno jak w najświętszy obrazek. Po chwili otrząsnęła się i spojrzała na jego smutną twarz. Nie zaszczycił jej żadnym spojrzeniem.
Podniosła się, klękając na kolanach, po czym ucałowała kącik jego ust, podpierając się swoimi rękoma o jego ramiona. Delikatny uśmiech wpełznął na jego twarz, po czym popatrzył na nią swoimi oczami o kolorze głębi oceanu bądź morza.
- Chciałbym zapewnić ci wszystko, co najlepsze - szepnął, kładąc dłoń na jej różanym policzku.
- Wystarczy, że jesteś - równie cicho odparła, delikatnie unosząc kąciki ust ku górze.
Przelotnie cmoknął ją w środek ust, po czym oplótł ją ramionami. Usiadła na jego kolanach, uprzednio ściągając buty i rzucając je w drugą część pomieszczenia.
Dzwonek do drzwi przerwał ciszę oraz chwile czułości. Abbie zeszła z jego kolan, chcąc udać się do drzwi, jednak Louis przytrzymał ją, ściskając jej nadgarstek. Sam poszedł do drzwi, niepewnie je otwierając. Serce stanęło mu w gardle, widząc dobrze znajomą twarz.
- Witaj, Tomlinson - uśmiechnął się komisarz Noah Darren.
- Słucham panów? - zapytał, dostrzegając za nim dwóch funkcjonariuszy.
- Przyszliśmy sprawdzić, jak sobie radzisz - odpowiedział, prostując się.
- Świetnie. Teraz żegnam - chciał zamknąć drzwi, jednak noga starszego mężczyzny uniemożliwiła mu to.
- Abigail Deakin. Mówi ci coś to nazwisko? - widząc zdenerwowanie chłopaka, wtargnął do środka, nie czekając na pozwolenie.
Louis chciał iść za nim, jednak policjanci złapali go za ramiona, przytrzymując w miejscu. Spojrzał na nich, wzdychając z rezygnacją. Spuścił głowę, po czym słysząc pisk Abbie, próbował się wyrwać z rąk umięśnionych 'robotów'.
Darren wyszedł z kuchni, po czym zmierzył w stronę korytarza, mocno trzymając oba łokcie nastolatki. Dziewczyna wyrywała się, jednak zastosował mocniejszy uścisk, przez co syknęła, w oczy byłego więźnia płonęły wściekłością.
- Tomlinson, niegrzecznie tak porywać bezbronne nastolatki - uśmiechnął się, po czym skinął głową, a na nadgarstkach Louis'a znalazły się kajdanki.
- Ja sama tu przyjechałam. Jestem dorosła! - krzyknęła.
- Zabierzcie go na komisariat. Ja odwiozę panienkę do domu.
Posłusznie stała u boku policjanta, mimo że chciała uciec od momentu, kiedy wsiadła do czarnego samochodu, jednak drzwi zostały zamknięte, po jednej z jej nieudanych prób, kiedy zbiegała po schodach, lecz podwinęła jej się noga i spadła z ostatniego stopnia.
Mocniej naciągnęła kaptur zielonej bluzy swojego kochanka na głowę, po czym w obu rękach trzymała ramiączka od plecaka.
Drzwi otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem. Została wepchnięta do wewnątrz, po czym uniosła wzrok, dostrzegając niepewny uśmiech Jay. Pustym wzrokiem obdarzyła salon, nie chcąc być w tamtej chwili w ich domu. Jej ojciec wyszedł z kuchni, rzucając się w jej stronę, po czym objął ją ramionami. Jak Louis pół godziny wcześniej.
Jedyne, czego pragnęła, to pojechać na komendę i zabrać stamtąd dwudziestoparolatka. Milczenie przerwał głos policjanta, który skierował się za Jay do kuchni.
- Córeczko, jak ja się bałem - powiedział, oddalając się od niej.
- I tak stąd ucieknę - szepnęła, ściągając kaptur z głowy, kiedy odszedł na odpowiednią odległość.
Czując na sobie czyjś wzrok, udała się na piętro, gdzie zamknęła się w sypialni. Zdjęła znoszone trampki oraz wykorzystała chwilę i weszła pod szybki prysznic, przebierając się w ciepłe leginsy oraz workowaty t-shirt, należący ... Zayn'a. Sama nie wie, jak on się tam znalazł, ale przypuszczała, że spakowała go w przypływie nerwów, kiedy komisarz kazał jej spakować swoje rzeczy.
Mokre włosy przykleiły się jej do czoła oraz szyi. Wyjrzała przez okno, za którym wiatr szalał, a krople deszczu uderzały o szyby jak grad.
Nie odezwała się na czyjąś prośbę o wejście do pokoju. Siedziała tyłem do drzwi, prostując plecy. Kątem oka dostrzegła stojącą w progu Jay, a zaraz przed nią Darren'a, który delikatnie usiadł na kolorowej pościeli.
- Twoje zeznania pomogą nam go ponownie posadzić do więzienia - spojrzała na przyszłą macochę, która przyłożyła dłonie do ust, a łzy spływały kaskadami.
- On mnie nie porwał, do cholery! - wrzasnęła, podrywając się z miejsca - Wy nic nie rozumiecie!
- Wytłumacz nam to - zza drzwi wyłonił się jej ojciec, po czym skrzyżował ręce.
- Ja go kocham...
W pokoju zapanowała cisza, która po chwili została przerwana głośnymi krokami. Po swoim ojcu spodziewała się wszystkiego, ale nie tego, co w tamtej chwili się wydarzyło.
Zaciągała się nikotyną, co jakiś czas dławiąc się dymem. Nieprzyjemne uczucie w postaci drapania utrzymywało się nawet po upłynięciu kilkunastu minut od zgaszenia papierosa.
Szelest liści oraz łamiących się gałęzi oznajmił jej o czyjejś obecności. Uniosła swoją głowę, po czym dostrzegła ciemne tęczówki Harr'ego. Przykucnął, splatając swoje dłonie, po czym spuścił głowę, wzdychając pod nosem.
- To pomysł Niall'a. Jego rodzice mieszkali tu przed jego odsiadką, ale wyjechali, nie chcąc mieć z nim wspólnego. Chciał sprzedać dom, ale uznał, że nam się przyda.
- To ... to wszystko jest chore! - popatrzyła w bok, obserwując unoszące się na wietrze ptaki.
- Louis i tak chce stąd wyjechać. Z nami czy bez. Powiedział, że musi cię chronić.
- Nie jestem małym dzieckiem! - podniosła się, machając rękoma na boki - Bez was nigdzie nie pojadę.
Milczał, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Uznał, że to odpowiedni czas na powrót do domu, więc podniósł się, prostując kości, chwytając za oba nadgarstki, podciągając w górę. Później przeniósł uścisk na łokieć, po czym ciągnął ją w stronę auta, wręcz wpychając ją do środka. Sam zajął miejsce kierowcy. Nie fatygując się, by zapiąć pasy, odpalił silnik, spuszczając ręczny, po czym wyjechał z lasu, włączając się do ruchu i kierując prosto do domu.
Po kłótni z Harry'm o to, kto jakie zakupy wnosi do domu, wzięła te lżejsze i skierowała się do wejścia. Przed windą zaczekała na dwudziestojednolatka. Skinięciem głowy nakazał jej wejść do środka, po czym sam odłożył kilka dużych toreb na ziemię, wciskając przycisk z odpowiednią cyferką.
Drzwi otworzyła naciśnięciem łokcia na klamkę, po czym jako pierwsza weszła do środka. Udała się do kuchni, odkładając papierowe torby na blat i zabrała się za szybkie rozpakowywanie, ze względu na produkty potrzebujące przebywania w lodówce.
Odwróciwszy się przodem do wejścia, cofnęła się, upuszczając opakowanie z płatkami kukurydzianymi na ziemię. Przyłożyła dłoń do swojego serca, które niezmiernie szybko biło, co było efektem przestraszenia się.
Wzięła do ręki plastikowe opakowanie, chowając je do szafki. Ignorując Louis'a, zabrała się za dalsze wyciąganie artykułów spożywczych z toreb.
Poczuła ciepłe dłonie na swoich biodrach, lecz nie chcąc mu ulegać, próbowała nie zaprzestawać swoich czynności. Uścisk się wzmocnił, kiedy chciała odejść, więc czując wbijające się palce w jej biodra, pozostała w miejscu, wzdychając głęboko.
- Przepraszam - szepnął, opierając głowę na jej ramieniu - Zdenerwowałem się i ...
- Dość często ci się to zdarza - syknęła, nie odwracając się - Wpadasz w furię!
- Abbie, zrozum, że tu chodziło o narkotyki. Masz tego gówna nie sprzedawać, rozumiemy się?
- A ty jak chcesz zarobić na zabranie mnie stąd, co? - odwróciła się do niego przodem, mierząc ciemniejące tęczówki - Masz pracę? Tę samą co wcześniej?
- Wychodzimy! - krzyk Cheryl rozniósł się po mieszkaniu, a tupot kilku stóp dał im do zrozumienia, że cała czwórka opuszcza miejsce zamieszkania.
Trzask drzwi oznajmił im, że zostali sami w mieszkaniu, mierząc się morderczymi spojrzeniami. Abigail próbowała przypomnieć sobie sytuację, w której postawiła się Tomlinson'owi, jednak coraz większa złość, ogarniająca jej ciało, wybijała jej to z głowy.
Mężczyzna odszedł, kuląc się w kącie kuchni. Wczepił palce w swoje brązowe włosy, nerwowo unosząc klatkę piersiową od nierównomiernych oddechów. W końcu oparł głowę o ścianę, mocno w nią uderzając, ale nawet nie skrzywił się z bólu.
- Ojciec przesyła mi pieniądze - powiedział na jednym wydechu, przymykając powieki.
Popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem, ponieważ nigdy wcześniej nie słyszała o jego ojcu. Odłożyła słodycze do szafki, po czym usiadła przy nim, prostując nogi, a dłonie kładąc na udach.
- Mama nigdy nie chciała żebym go poznał. Kiedyś spotkali się przed podstawówką, do której chodziłem. Wszystko działo się przez przypadek. Później był dość często w moim życiu. Ostatni raz widziałem go na rozprawie. Teraz kontaktujemy się przez internet. Wyjechał do Ameryki.
Wpatrywała się w okno jak w najświętszy obrazek. Po chwili otrząsnęła się i spojrzała na jego smutną twarz. Nie zaszczycił jej żadnym spojrzeniem.
Podniosła się, klękając na kolanach, po czym ucałowała kącik jego ust, podpierając się swoimi rękoma o jego ramiona. Delikatny uśmiech wpełznął na jego twarz, po czym popatrzył na nią swoimi oczami o kolorze głębi oceanu bądź morza.
- Chciałbym zapewnić ci wszystko, co najlepsze - szepnął, kładąc dłoń na jej różanym policzku.
- Wystarczy, że jesteś - równie cicho odparła, delikatnie unosząc kąciki ust ku górze.
Przelotnie cmoknął ją w środek ust, po czym oplótł ją ramionami. Usiadła na jego kolanach, uprzednio ściągając buty i rzucając je w drugą część pomieszczenia.
Dzwonek do drzwi przerwał ciszę oraz chwile czułości. Abbie zeszła z jego kolan, chcąc udać się do drzwi, jednak Louis przytrzymał ją, ściskając jej nadgarstek. Sam poszedł do drzwi, niepewnie je otwierając. Serce stanęło mu w gardle, widząc dobrze znajomą twarz.
- Witaj, Tomlinson - uśmiechnął się komisarz Noah Darren.
- Słucham panów? - zapytał, dostrzegając za nim dwóch funkcjonariuszy.
- Przyszliśmy sprawdzić, jak sobie radzisz - odpowiedział, prostując się.
- Świetnie. Teraz żegnam - chciał zamknąć drzwi, jednak noga starszego mężczyzny uniemożliwiła mu to.
- Abigail Deakin. Mówi ci coś to nazwisko? - widząc zdenerwowanie chłopaka, wtargnął do środka, nie czekając na pozwolenie.
Louis chciał iść za nim, jednak policjanci złapali go za ramiona, przytrzymując w miejscu. Spojrzał na nich, wzdychając z rezygnacją. Spuścił głowę, po czym słysząc pisk Abbie, próbował się wyrwać z rąk umięśnionych 'robotów'.
Darren wyszedł z kuchni, po czym zmierzył w stronę korytarza, mocno trzymając oba łokcie nastolatki. Dziewczyna wyrywała się, jednak zastosował mocniejszy uścisk, przez co syknęła, w oczy byłego więźnia płonęły wściekłością.
- Tomlinson, niegrzecznie tak porywać bezbronne nastolatki - uśmiechnął się, po czym skinął głową, a na nadgarstkach Louis'a znalazły się kajdanki.
- Ja sama tu przyjechałam. Jestem dorosła! - krzyknęła.
- Zabierzcie go na komisariat. Ja odwiozę panienkę do domu.
Posłusznie stała u boku policjanta, mimo że chciała uciec od momentu, kiedy wsiadła do czarnego samochodu, jednak drzwi zostały zamknięte, po jednej z jej nieudanych prób, kiedy zbiegała po schodach, lecz podwinęła jej się noga i spadła z ostatniego stopnia.
Mocniej naciągnęła kaptur zielonej bluzy swojego kochanka na głowę, po czym w obu rękach trzymała ramiączka od plecaka.
Drzwi otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem. Została wepchnięta do wewnątrz, po czym uniosła wzrok, dostrzegając niepewny uśmiech Jay. Pustym wzrokiem obdarzyła salon, nie chcąc być w tamtej chwili w ich domu. Jej ojciec wyszedł z kuchni, rzucając się w jej stronę, po czym objął ją ramionami. Jak Louis pół godziny wcześniej.
Jedyne, czego pragnęła, to pojechać na komendę i zabrać stamtąd dwudziestoparolatka. Milczenie przerwał głos policjanta, który skierował się za Jay do kuchni.
- Córeczko, jak ja się bałem - powiedział, oddalając się od niej.
- I tak stąd ucieknę - szepnęła, ściągając kaptur z głowy, kiedy odszedł na odpowiednią odległość.
Czując na sobie czyjś wzrok, udała się na piętro, gdzie zamknęła się w sypialni. Zdjęła znoszone trampki oraz wykorzystała chwilę i weszła pod szybki prysznic, przebierając się w ciepłe leginsy oraz workowaty t-shirt, należący ... Zayn'a. Sama nie wie, jak on się tam znalazł, ale przypuszczała, że spakowała go w przypływie nerwów, kiedy komisarz kazał jej spakować swoje rzeczy.
Mokre włosy przykleiły się jej do czoła oraz szyi. Wyjrzała przez okno, za którym wiatr szalał, a krople deszczu uderzały o szyby jak grad.
Nie odezwała się na czyjąś prośbę o wejście do pokoju. Siedziała tyłem do drzwi, prostując plecy. Kątem oka dostrzegła stojącą w progu Jay, a zaraz przed nią Darren'a, który delikatnie usiadł na kolorowej pościeli.- Twoje zeznania pomogą nam go ponownie posadzić do więzienia - spojrzała na przyszłą macochę, która przyłożyła dłonie do ust, a łzy spływały kaskadami.
- On mnie nie porwał, do cholery! - wrzasnęła, podrywając się z miejsca - Wy nic nie rozumiecie!
- Wytłumacz nam to - zza drzwi wyłonił się jej ojciec, po czym skrzyżował ręce.
- Ja go kocham...
W pokoju zapanowała cisza, która po chwili została przerwana głośnymi krokami. Po swoim ojcu spodziewała się wszystkiego, ale nie tego, co w tamtej chwili się wydarzyło.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz