Przełknęła głośno, kiedy mocno chwycił ją za przedramię, ciągnąc w stronę bocznego wyjścia, znajdującego się w ogrodzie. Syknęła z bólu, wyrywając ją z jego uścisku, przez co mężczyzna lekko wbił w jej delikatną skórę paznokcie, pozostawiając zaczerwienione miejsca.
-Odpowiedz mi, do cholery! - furia tryskała z jego oczu.
-Ja chciałam pomóc Cher... - szepnęła, spuszczając głowę i skrywając przestraszoną twarz pod burzą blond włosów.
-Który z nich ci do dał? - syknął, unosząc dwoma palcami jej podbródek. Jego oczy gwałtownie zmieniły swoją barwę na ciemniejszą.
-Ja s..sama je w..wzięłam - jąkała się, unikając jego palącego spojrzenia.
-Kto, do kurwy nędzy? - wysyczał każde słowo, przypierając jej wiotkie ciało do płotu.
Zacisnęła usta w wąską linię, jako znak, że nic nie powie. Uderzył pięścią w drewniany płot, kilkadziesiąt centymetrów dalej niż znajdowała się głowa nastolatki. Kilka razy wciągnął głęboko powietrze do swoich płuc, ze świstem je wypuszczając.
Oddalił się kilka kroków od Abbie, chodząc po zielonej trawie. Wplótł swoje palce we włosy, po czym mocno za nie pociągnął, dając upust swoim emocjom. Zjechał w dół sąsiedniego płotu, podkurczając nogi i opierając głowę na rękach, zaś te skrzyżowane na kolanach.
Abigail niepewnie podeszła do niego, trzymając kurczowo w swoich dłoniach torebkę. Uniósł swoją głowę, a ręce oparł o chłodną ziemię. Przykucnęła przy nim, kładąc swoją szczupłą dłoń na jego kolanie. Potarła je, szepcząc nieme 'przepraszam'.
Palcami muskała policzki, a samotna łza spłynęła po jej twarzy, przez co wyraz twarzy Tomlinson'a zmienił się na łagodniejszy. Chwycił obie jej dłonie, po czym ucałował ich wierzch, pocierając kciukami kostki. Pozwolił jej wtulić się w swoje rozgrzane, ze złości, ciało. Przycisnął swoje wargi do jej czoła, po czym mocno objął ją swoimi umięśnionymi, przyozdobionymi tatuażami rękoma.
-Nie chcę, byś to robiła - szepnął, przymykając powieki i zaciągając się zapachem jej perfum.
-Moja przyjaciółka potrzebuje pomocy - powiedziała drżącym głosem - Wyjadę z nią. Muszę też jakoś zarobić.
-Są inne sposoby. To bagno, skarbie.
Nie chciała mu wypominać, że on też to robił i źle się skończyło. Również bała się, że ponownie może stać się to rzeczywistością i wtedy straci swojego Louis'a.
Zauważył, że osiemnastolatka intensywnie o czymś myśli, więc by odwrócić jej uwagę, obrócił jej głowę i złożył z początku delikatny pocałunek na jej wargach, czekając na odwzajemnienie.
Otuliła jego lekko przemarzniętą twarz swoimi ciepłymi rękoma. Dwudziestodwulatek wsunął swoje dłonie pod jej pośladki, po czym uniósł ją, zmuszając do tego, by usiadła na nim okrakiem.
Pożądanie wzrastało z każdą kolejną sekundą, przez co Abbie zaczęła wykonywać nieświadome ruchy biodrami. Mężczyzna jęczał jej do ust, czasami przerywając pocałunek.
Naznaczył jej obojczyk ciemnofioletowym siniakiem, potocznie zwanym malinką. Swoje szorstkie palce wsunął pod ciasnawy materiał jej sukienki. Wędrował nimi po jej udach, docierając do intymnego miejsca. Momentalnie zaprzestała poruszać swoimi wargami, kiedy Louis rozpoczął wykonywać delikatne ruchy wokół jej kobiecości, z czasem odsuwając materiał na bok.
-J..jesteśmy n..na z..z..e..wnątrz - wyjęczała, opierając się swoim czołem o jego, po czym musnęła nos Louis'a, zostawiając na nich połysk czerwonej szminki.-Przepieprzę ci tu i teraz... - wyszeptał do jej ucha, ściągając jej bieliznę.
Podobało jej się to. Jego stanowczość oraz adrenalina, która była spowodowana tym, że ktoś mógł ich nakryć. Wyłączając swoje myśli, puściła ramiona Louis'a, które chwyciła w przypływie podniecenia. Zostawiając jego koszulę w spokoju, podążyła do klamry paska. Nieudolnie odpięła ją, przez przypadek odrywając guzik. Zaśmiała się przez to pod nosem, płonąc rumieńcem.
Niestety chwila śmiechu nie trwała zbyt długo, ponieważ momentalnie wsunął w nią środkowy palec, przez co głośno jęknęła.
-Nie przejmuj się pierdolonym guzikiem.
Uśmiechnął się, widząc jej reakcję. Odpięła rozporek, a on uniósł delikatnie biodra, by zsunąć z nich bardzo delikatnie spodnie. Żadne z nich nie zamierzało bawić się w grę wstępną, więc uwolniła nabrzmiałego penisa z białych bokserek. Strzeliła z gumki, przez co syknięcie wydobyło się z jego ust. Elastyczny materiał uciskał jego jądra.
-Portfel w marynarce. Przegródka na monety.
Dygającymi rękoma wyjęła skórzany materiał z ubrania, po czym wyjęła pojedynczą foliową paczuszkę, rozrywając ją i rzucając na ziemię. Przyłożyła środek antykoncepcji do czubka jego męskości, ciągnąc w dół, przez co rozwinęła rulonik na całą długość.
-Ty dominujesz - oparł nadzwyczaj ciężką głowę o płot, otwierając oczy i obserwując płonące pożądaniem ciało nastolatki.
Podniosła się, opierając dłonie o jego ramiona. Chwycił penisa w swoje dłonie, nakierowując go na jej wejście. Niczym najdelikatniejsze stworzenie nabiła się na niego, odchylając głowę w tył, a pojedyncze kropelki potu usuwały puder z jej czoła.
Następny dzień zapowiadał się wyjątkowo przyjemnie. Z głębokiego i wyjątkowo przyjemnego snu wybudziło ją subtelnie łaskotanie po całym ciele, począwszy od twarzy, kończąc na stopach.
Uniosła ciężkie powieki, delikatnie je przecierając, by nie zmyć sylwestrowego makijażu. W okno uderzały ciężkie krople styczniowego deszczu. Szarawe chmury skutecznie ukrywały słońce, ponieważ ani jeden promień nie zaszczycił twarzy Abigail.
Łaskotanie nasilało się, a kiedy poczuła je na stopach, wciągnęła je pod zieloną kołdrę. Ciche parsknięcie wydobyło się z jego ust, przez co przesunął swoje ospałe ciało wzwyż, przybliżając wąskie usta do ucha wpół śpiącej nastolatki. Delikatnie je ugryzł, po czym zassał, a ona mruknęła cicho, machając ręką, jakby chcąc odgonić natrętną muchę.Udając urażonego odsunął się, po czym schował się całkowicie pod kołdrą. Obrócił dziewczynę na brzuch, siadając na jej nogach i rozpoczął wędrówkę wargami po jej rozgrzanych plecach. Przygryzał co jakiś czas fragment skóry, przez co z jej ust wydobywały się delikatnie piski, tłumione przez seledynową poduszkę.
Wiła się pod nim, zaczynając się śmiać. Chciała zrzucić jego ciało z siebie, jednakże jego o wiele masywniejsza postura uniemożliwiła jej to działanie.
-Louis, przestań - pisnęła po raz kolejny, czując zęby na udach.
-Wstałaś? Jak miło - przesłodzonym głosem wyłonił się zza pościeli, odkrywając jej nagie plecy.
-Zimno mi - mruknęła.
Złapała rąbek kołdry, ciągnąc ją z niewyobrażalną, jak na nią, siłą, przez co Tomlinson znów rozłożył się na jej plecach, rym razem mając swoją głowę tuż przy jej. Uśmiechnął się szeroko, przez co kilka zmarszczek pojawiło się wokół jego oczu.
-Musimy wracać do domu - powiedział, nie odrywając wzroku od jej idealnej, anielskiej twarzy.
Gwałtownie się uniosła, przez co lekkie zawroty głowy dały o sobie znać. Złapała się za ów część ciała, starając utrzymać się ją w jednej pozycji. Tamtego dnia Abbie wydawało się, że jej łepetyna jest wyjątkowo za ciężka.
Wciąż trzymając przy swoich piersiach, rozejrzała się dookoła, próbując odszukać swoich ubrań. Dostrzegła je przy ramie łóżka, także podniosła je, po czym ściągnęła całą kołdrę, owijając się nią jak w kokon. Podążyła do łazienki, dostrzegając rozbawione spojrzenie chłopaka, który kompletnie nagi leżał na białym prześcieradle, sięgając po bokserki, leżące na stoliku nocnym. Naciągnął je na siebie w momencie zamykania drzwi przez Abigail.
- Wiesz, co zbliża się wielkimi krokami, prawda? - nieśmiało zapytała nastolatka, odruchowo chcąc puścić ciepłą dłoń Louis'a, lecz on ścisnął ją mocniej, na znak protestu.
- Nie złamię obietnicy - syknął, spuszczając wzrok.
Onieśmielona jego obecnością ucieszyła się na widok kamienicy, w której teraz mieszkała. Stojąc w windzie, wyciągnęła kluczyki z torebki, zapominając o jej zawartości. Ze środka wyleciała na ziemię torebka z około dziesięcioma pastylkami. Przerażona kucnęła, chcąc ją zabrać, jednak uprzedził ją mężczyzna, stojący obok. Widząc jego złowieszcze spojrzenie oraz rosnącą furię, wystrzeliła jak strzała, kiedy drzwi się otworzyły, gubiąc po drodze swoje obcasy. Wetknęła klucz do zamka, przekręcając go dwa razy i wpadła do mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Pęk brzęczących metali upadł na szafkę, a ona pobiegła do łazienki, zamykając za sobą kolejną parę wrót. Wetknęła do środka garść patyczków higienicznych, przez co zablokowała otwór.
Przestraszona zdjęła wierzchnie odzienie, pozostając w wieczorowej sukience. Wyplotła z włosów kwiatka, po chwili pozbywając się warkocza. Chwyciła do reki mleczko do demakijażu, nakładając odrobinę na wacik, po czym delikatnie zmywała wszystkie kosmetyki z twarzy.
Trzask drzwi spowodował, że wzdrygnęła się. Przełknęła głośno ślinę, pozbywając się ostatniego grama pudru.
- Abbie! - krzyk Louis'a spowodował, że skuliła się w kącie za drzwiami. Oplotła swoje nogi kościstymi rękoma, po czym przymknęła oczy, opierając głowę o ścianę.
Słysząc dobijanie się do drzwi, spojrzała na pralkę, na której leżał srebrny kluczyk. Odetchnęła, obserwując cień, który dostrzegała poprzez niewielką szparę między podłogą a drzwiami.
- Abigail, wyłaź stamtąd!
- Nie krzycz, do cholery! - równie ostry ton Niall'a spowodował kolejną falę strachu - Czemu drzesz swój ryj o tej godzinie!
- Ty dałeś jej to gówno! - przyparł go do drzwi od zewnętrznej strony, przez co dwa szlafroki spadły z nich wewnątrz łazienki.
- Louis, daj spokój, nic jej nie dałem. Nie handlowałem w nocy!
Po krótkiej wymianie zdań było strasznie za cicho. Musieli oddalić się od łazienki, ponieważ cienie zanikały z każdą chwilą. Odetchnęła z ulgą, zamykając ponownie oczy i odpłynęła do krainy Morfeusza, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Po przebudzeniu się, wewnątrz wciąż paliło się światło. Podniosła się z chłodnej ziemi, rozciągając ścierpnięte kości. Ciche pukanie wciąż dobiegało zza drzwi, ale postanowiła się nadal nie odzywać. Napuściła wody do wanny, po czym zdjęła ciasnawą sukienkę oraz pozbyła się bielizny, wtykając ją do kosza na brudne ubrania.
Ciepła kąpiel ukoiła wszystkie negatywne emocje. Spłukując szampon z głowy, rozpoczęła intensywne myślenie o świeżych ubraniach.
Opatuliła się ręcznikiem, stąpając mokrymi stopami po chłodnej posadzce. Ściągnęła z kaloryfera swoje spodnie dresowe i figi oraz koszulkę Louis'a, która była prana poprzedniego dnia. Założyła również biustonosz, który miała na sobie podczas zabawy sylwestrowej.
Białe skarpetki wyciągnęła z pralko-suszarki. Wciągnęła je na zmarznięte stopy i z szafki pod zlewem wyjęła suszarkę do włosów, pozbywając się wilgoci z włosów. Suche pasma rozczesała szczotką do włosów, którą schowała do swojej kosmetyczki.
Z zamka wyciągała po kolei każdy patyczek, po czym ostatni zamieniła na klucz, otwierając drzwi. Wypchnęła je na zewnątrz, wychodząc z łazienki, trzymając pod pachą torebkę. Po cichu weszła do sypialni, gdzie na łóżku spał Louis, wtulony w poduszkę, na której zawsze ona spała. Uśmiechnęła się, sięgając po swoje trampki oraz ciepłą bluzę.
Z portfelem zmierzała w stronę drzwi frontowych, jednak ciasny uścisk na nadgarstku spowodował, że zatrzymała się w pół kroku. Odwróciła się, dostrzegając przepełnione troską zielone tęczówki. Pytająco spojrzała na Harr'ego, który puścił jej dłoń, opierając się ścianę.- Masz teraz problemy.. - powiedział, mierząc jej twarz.
- Co masz na myśli?
- Louis jest wściekły, że dałem ci dragi.
- On nie wiedział, że to ty.
- Przyznałem się - spuścił głowę, wciągając głośno powietrze do płuc.
Naciągnął na swoje ramiona szarą bluzę, zakrywając tym biały podkoszulek. Część włosów schował pod pomarańczową czapką, po czym chwytając kluczki od samochodu i dokumenty z portfelem, otworzył drzwi przed Abbie, wypuszczając ją jako pierwszą.
- Jakie słodkości lubisz? - zapytał, pchając sklepowy wózek przed siebie, zaciągając nastolatkę do działu z niezbyt zdrową żywnością.
- Może najpierw to, co potrzebne? - zasugerowała, wskazując palcem na przeciwną stronę.
Przecząco pokiwał głową, wrzucając do dużego koszyka kilka paczek z żelkami, jakąś czekoladę i drażetki. Westchnęła, wiedząc, że skapitulowała, więc chwyciła dwie paczki swoich ulubionych misiów Haribo. Uniósł oba kciuki do góry, przez co roześmiała się, dorównując kroku szatynowi. Kolejne miejsce zajęło kilka butelek z wodą mineralną, soki w kartonach oraz kilka gazowanych napojów jak Pepsi czy oranżada.
Kolejnymi produktami było pieczywo, czyli bułki, drożdżówki i chleb. Później Abbie poszła w stronę nabiału, a Harry stanął w kolejce po zakup szynek.
Wybierając jogurt dla siebie, dostrzegła dwie znajome postury. Nie spodziewała się, że zobaczy ojca z przyszłą macochą. Wybrała pierwszy lepszy przysmak, po czym pobiegła w stronę stoiska mięsnego. Ułożyła wszystko w koszyku, po czym pociągnęła, jak małe dziecko, Harr'ego za rękaw, zwracając na siebie uwagę.
- Moi rodzice tu są - szepnęła, a jego oczach dostrzegła zaskoczenie i strach.
Odebrał zakupy, po czym ustawił po swojej prawej stronie, osłaniając ją swoim postawnym ciałem. Ominęli regał, gdzie znajdowali się jej rodzice, po czym ustawili się przy pustej kasie, wykładając wszystkie zakupy.
Po zapłaceniu i zapakowaniu ich w papierowe torby, kolejny raz włożyli je do koszyka, szybkim krokiem wychodząc ze sklepu. Udali się na parking, gdzie do bagażnika szybko wpakowali artykuły spożywcze. Abbie udała się odstawić wózek, a widząc rodziców wychodzących ze sklepu, zamarła, powoli się oddalając. Widzieli ją...
Pobiegła na koniec parkingu, a zaraz za nią podążał jej ojciec. Znajdując się w podziemnym parkingu, przeciskała się pomiędzy pojazdami, próbując go zgubić. Chowając się za ciężarówką, wyjęła telefon, szukając numeru swojego towarzysza.
- Jedź i poczekaj na mnie na następnej ulicy - wysapała.
- Widzieli cię?
- Jedź już, Harry!
Rozłączając się, wrzuciła telefon do dosyć pojemnej kieszeni, po czym rozpoczęła bieg w przeciwnym kierunku parkingu. Znajdując się na zewnątrz, przebiegła obok stacji benzynowej, a zaraz po tym przez ulicę z pędzącymi samochodami, chowając się kolejnymi budynkami i zmęczona podążając wzdłuż chodnika.
Opadła na wygodne siedzenie, a Styles momentalnie ruszył, ostro skręcając w następną ulicę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz