sobota, 19 lipca 2014

[18] Supper

Szybko odskoczyła na bok, a zdenerwowany kierowca zręcznie wyminął ją. Przez otwartą szybę wystawił swoją rękę, pokazując jej środkowy palec, lecz ona nie przejęła się tym. Próbowała uspokoić swój oddech, oddalając się. Słyszała nawoływania Zayna, ale jednym uchem je wpuszczała, drugim zaraz wypuszczała.
Spokojnie spacerowała, rozglądając się dookoła, czy ktoś za nią nie idzie. W głowie opracowała sobie najkrótszą drogę do domu, która zajęła jej dwadzieścia minut.
Zamknęła za sobą drzwi, ściągając buty i płaszczyk. Zmarznięta weszła do kuchni, gdzie siedziała babcia z drutami w dłoniach. Nieśmiało się uśmiechnęła do staruszki, odwracając się w weszła do swojej sypialni. Zdjęła bluzę, odwieszając ją na krzesło. Rzuciła się na łóżko, wtulając twarz w poduszkę. Przymknęła powieki, lecz po chwili wybudził ją dźwięk telefonu. Wyjęła go ze spodni i spojrzała na wyświetlacz, który nie pokazywał żadnego numeru. Bała się odebrać, jednak zaryzykowała. Przyłożyła urządzenie do ucha, uprzednio wciskając zieloną słuchawkę.
- Tak? - zapytała, krążąc po sypialni.
Witaj znów, śliczna - śmiech, który uważała za okropny, wzbudził w niej kolejną falę strachu.
- Skąd masz mój numer?
Uśmiechnij się. Nie do twarzy ci z tym zdenerwowaniem i strachem.
Przystanęła w miejscu. Wielka gula stanęła jej w gardle. Pierwsze, co zrobiła, to rozejrzała się po pokoju, szukając czegoś, co dałoby możliwość Liamowi podglądania jej. Następnie wyjrzała przez okno. Jego muskularne ciało opierało się o sportowe auto. Pomachał jej, wysyłając w powietrzu buziaka, natomiast dźwięk cmokania usłyszała w słuchawce. Jej ręce zaczęły drżeć, a nogi stały się miękkie jak wata. Odsłoniła firankę, próbując udowodnić, że się go nie boi. Oddech stał się nierównomierny i płytki.
Tak sobie pomyślałem, że w końcu mógłbym coś zrobić dla Cheryl w podziękowaniu za to, że wyeliminowała mnie z gry na jakiś czas - warknął, zaciskając dłoń w pięść - Ale najpierw chciałbym z tobą pójść na kolację.
- Śnisz, sukinsynie - szepnęła, lecz on wystarczająco dobrze ją usłyszał, by uderzyć ręką w drzwi pojazdu.
Jak sądzisz? Cher powie, że jestem lepszy w te klocki niż Harry?
- Nie zrobisz jej krzywdy?
Muszę się nad tym zastanowić. To i tak zależy od ciebie. Widzimy się o siódmej.
Kiedy się rozłączył, ponownie jej pomachał, po czym wsiadł do czarnego auta, szybko odjeżdżając z ulicy. Abigail wciąż trzymała telefon przy uchu, mimo że rozmowa nie trwała już od jakiś dobrych dwóch minut.
Rzuciła komórkę w ścianę, przez co spadł na ziemię w częściach. Schowała się pod łóżkiem, gdzie leżała na brzuchu, wpatrując się we wciąż zepsute urządzenie. Zamknęła oczy, a słone łzy spływały po jej policzkach, tworząc własne ścieżki i kończąc swoją drogę na puchatym dywanie.

Zayn popchnął wciąż nietrzeźwego Nialla na łóżko, które zaskrzypiało pod jego ciężarem. Ściągnął jego trampki, bluzę oraz jeansy, układając ubrania na krześle, a buty przy łóżku. Przykrył chłopaka kołdrą, gasząc światło i zasłaniając okna. Westchnął, widząc jak opatulił się kołdrą po samą szyję. Z delikatnym uśmiechem na twarzy wyszedł z sypialni, zamykając drzwi i usiadł na kanapie, zajmując miejsce obok Harr'ego. Chłopak poruszył swoją zranioną ręką, przez co syknął, zwracając na siebie uwagę Mulata.
- Gdzie Louis i Cher? - zapytał w końcu Zayn, zagłuszając dźwięk telewizora.
- Louis siedzi w sypialni i patrzy się w okno od trzech godzin, a Cher śpi.
- Jest prawie wieczór - powiedział, lecz po chwili zainteresował się stanem swojego przyjaciela, ale nie zdążył o nic zapytać, gdyż Harry wyprzedził go z odpowiedzią.
- Upiła się.
- Stało się coś Louisowi?
- Milczy.
Zaniepokojony Zayn sam postanowił sprawdzić, co się dzieje, więc podniósł się i skierował się do pokoju. Wszedł najciszej jak potrafił, by nie obudzić przypadkiem Cheryl. Dziewczyna jednak spała jak zabita, wtulając się w kołdrę.
Następnie przeniósł wzrok na szatyna, który siedział zwrócony twarzą do okna, krzyżując nogi i trzymając w dłoniach żółtą poduszkę. Mocno ją gniótł, jakby miało dać to upust jego emocjom.
Położył swoją ciężką dłoń na jego nagim ramieniu. Wzdrygnął się, czując na sobie chłodną kończynę, lecz nie spuszczał wzroku z jakiegoś punktu, który znajdował się na zewnątrz.
- Louis, co się dzieje?
Odpowiedziała mu cisza. Nie obdarzył go nawet sekundowym spojrzeniem. Mocniej zacisnął tylko swoje palce na materiale, który zakrywał wielkiego siniaka na jego brzuchu.
Chciał się zwierzyć, ale nie potrafił. Pierwszy raz w życiu czuł, że jest poważnie... zakochany. Niestety, jego miłość była miłością zakazaną, nie mającą prawa istnieć.
Otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak po chwili je zamknął, rezygnując z próby wyjaśnienia swojego zachowania. Ramiona przyjaciela objęły jego ciało, a on odwzajemnił uścisk, opierając brodę na jego ramieniu.
- Nie chcę jej stracić, Zayn - szepnął, odsuwając się od jego ciała, które pachniało damskimi perfumami i alkoholem.
- Czy między wami coś się wydarzyło? Coś złego?
- Ja nie wiem. Była taka... oschła.
- Spotkałem ją. Nie chciała tu przyjść. Jakby się bała.
Źrenice Louisa powiększyły się, gdy spojrzał na zestresowaną twarz świeżo upieczonego dwudziestotrzylatka. Poklepał go po ramieniu, lecz on zrzucił jego dłoń, szybko się podnosząc. Ubrał na siebie starte spodnie oraz pierwszą koszulkę, która wpadła w jego ręce. Złapał bluzę oraz parę skarpet, wciągając je na stopy w biegu. Ze stolika w salonie wziął swoją komórkę, po czym wybiegł na korytarz, ignorując ból brzucha. Znoszone adidasy wylądowały na jego stopach. Wziął dokumenty i korzystając z windy, zjechał na parter, wciągnąwszy przez głowę bluzę.
Wsiadł do czarnego samochodu, odkładając wszystkie rzeczy i ruszył, chcąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu, jednakże wypadek, który blokował najszybszy dojazd, nie ułatwił mu tego.

Stała przed lustrem, obserwując swój strój, który składał się z koszuli w kolorze wyblakłej czerni, posiadającej biały kołnierzyk oraz szarawy pasek, przy którym znajdowały się guziki. Nogi wcisnęła w bordowe spodnie, posiadające bardzo małe akcenty granatu. Z butami miała największy problem, gdyż najbardziej pasowałyby obcasy, jednak rozważając wszystkie za i przeciw, postawiła na białe Martensy, które mogłyby służyć jej pomocą w razie ucieczki. Na ramiona narzuciła sweter, a do niewielkiej torebki wsunęła swoje dokumenty, portfel, telefon oraz gaz pieprzowy. Trzymając niewielką puszkę w dłoniach, przypomniała sobie sytuację, gdy babcia wręczyła jej to przed wyjazdem do Doncaster.
Zeszła na dół, równo z dźwiękiem dzwonka. Wyszła na korytarz, zakładając kurtkę i otworzyła drzwi, uprzednio krzycząc, że wychodzi i wróci późno.
- Byłbym bardziej zadowolony, gdybyś założyła sukienkę - szelmowsko się uśmiechnął, wyciągając w jej stronę swoją dłoń.
Pochwyciła ją, a on splótł ich palce razem, prowadząc do tego samego auta, przy którym stał w południe. Zamknął za nią drzwi, obchodząc pojazd dookoła i po zapięciu pasów, spojrzał na nią. Spuścił hamulec ręczny, wyjeżdżając ze spokojnej dzielnicy, po czym włączył się do ruchu na autostradzie.
Kilka minut później Louis znalazł się pod domem Abbie. Wysiadł z pojazdu i podbiegł do drzwi, dzwoniąc dwa razy. Otworzyła mu Katherine, przyglądając mu się z uśmiechem.
- Dobry wieczór, Louis. Coś się stało?
- Nie, nie. Jest Abbie?
- Przykro mi, ale niedawno wyszła.
- Wie może pani z kim? - zająknął się, wpatrując się ze strachem w oczach w kobietę.
- Jakiś chłopak po nią przyjechał bardzo eleganckim samochodem. Była jakaś taka speszona i siedziała w tym aucie jak za karę. A ten chłopak wyglądał na miłego. Dość krótko ostrzyżony, miał zarost, niezbyt ciemna karnacja, duże oczy.
- Kurwa mać - szepnął, łącząc fakty - Dobranoc.
- Nie wejdziesz?
- Czas goni - fałszywie się uśmiechnął, wsiadając do auta i wziął komórkę do ręki, wybierając numer do nastolatki, która nie wiedziała, co robi.

Usiadła na krześle, które było osłonięte czerwonym materiałem. Zawiesiła torebkę na oparciu, po czym zaczęła wpatrywać się w bukiet kwiatów, znajdujący się na środku stolika. Splotła swoje palce na kolanach, chowając je pod białym obrusem.
Uważnie obserwowała jego ruchy. Z aroganckim uśmieszkiem wpatrywał się w nią, wygodnie rozsiadając się w krześle. Przełknęła ślinę, a ratunkiem była dla niej kelnerka, która przyniosła karty dań.
- Wybrałaś już coś? - zapytał po kilku minutach od odejścia dość młodej kobiety od stolika, na co nastolatka potaknęła głową.
Pstryknięciem palców, które było irytującym gestem jak dla Abigail, zawołał tę samą kobietę, zamawiając dla siebie kurczaka z warzywami, a nastolatka zrezygnowała z nieznanego jej dania, jakim była ryba z kapustą chińską i poprosiła o to samo, co Liam.
Potarł palcem wskazującym swoją dolną wargę, unosząc kąciki ust ku górze. Osiemnastolatka spięła wszystkie swoje mięśnie, odruchowo zakładając prawą nogę na lewo i mocno je ściskając.
- Małomówna jesteś dzisiaj - powiedział, nie zmieniając pozycji.
Posłała mu fałszywy uśmiech, rozglądając się dookoła i szukając jakieś znajomej twarzy, która mogłaby być w stanie zabrać ją z restauracji. Niestety, graniczyło to z cudem.
- Muszę do toalety - oznajmiła, podnosząc się z miejsca.
- Wracaj szybko - wodził za nią wzrokiem, dopóki nie zniknęła za drzwiami łazienki.
Schowała się w kabinie, wyciągając telefon z torebki. Momentalnie zaczął dzwonić, przez co wypadł jej z rąk, roztrzaskując się na podłodze wyłożonej ciemnymi kafelkami.
- Cholera jasna - mruknęła, zabierając części urządzenia i próbując złożyć je w całość.
Pomimo rozbitego ekranu uruchomiła komórkę, spoglądając z skrzynkę odbiorczą, gdzie znajdowało się multum nieodczytanych wiadomości od Louisa. Westchnęła, mając dylemat, by powiedzieć mu o tym, gdzie się znajduje, czy jednak nie.

Wiem, że zabrał cię z domu. Gdzie jesteście, do cholery?!

Dłonie zaczęły jej się pocić, widząc w głowie zdenerwowaną twarz Louisa. Postanowiła go chronić i nie dopuścić więcej do takiej sytuacji, jaka miała miejsce przed weselną restauracją. Wyciszyła telefon, chowając go z powrotem i wyszła z łazienki, uprzednio myjąc ręce.
- Myślałem, że się zgubiłaś - zaśmiał się, popijając wodę. 
Znów się nie odezwała. Ułożyła białą serwetkę na swoich nogach, życząc smacznego Liamowi i zabrała się do jedzenia apetycznie wyglądającego kurczaka. Jednak przed pierwszym kęsem miała wątpliwości. Zawahała się, lecz widząc jego poganiające spojrzenie, przełamała się, nie myśląc o konsekwencjach. 

Zdjęła ręcznik z głowy, po czym rozczesała wilgotne kosmyki włosów szczotką. Na z lekka kościste nogi wsunęła sportowe spodenki, a górę ciała otuliła jedną z bluz Harr'ego. Spojrzała na szatyna, który leżał na łóżku przodem do okna, osłaniając tęczówki powiekami. Przygnębiona nastolatka odłożyła szczotkę na stolik, po czym wdrapała się na niewielkie łóżko, układając się za zielonookim. Przylgnęła do jego pleców, oplatając go jedną dłonią w pasie. 
Mężczyzna momentalnie otworzył swoje zmęczone oczy i zaczął bezustannie wpatrywać się w ciemne niebo za oknem. Czuł jej spokojny oddech na swoim karku, lecz nie odważył się odwrócić. 
Opuszkami palców przejechała wzdłuż jego ręki, pokrytej w większości czarno-białymi tatuażami, obserwując, jak powoduje u niego gęsią skórę. Wzdrygnął się, co odebrała za odrzucenie drobnej pieszczoty i zaprzestała czynności, układając swoją mniejszą dłoń na jego, zaciskając palce. Nie poruszył się ani o milimetr. 
Samotna łza spłynęła po jej policzku, a usta zacisnęły się w wąską linię. Próbowała nie zacząć szlochać, więc zamknęła oczy, puszczając jego dłoń i odwróciła się do niego plecami, starając odsunąć się jak najdalej. Jej dość zziębnięte ciało dodatkowo ochładzała ściana. 
Po kilkudziesięciu minutach Harry podniósł się, udając się do kuchni. Nieświadomie wywołał jeszcze więcej łez u prawie zasypiającej dziewczyny. Wpatrywała się w ścianę, kreśląc palcem różne wzory. W natłoku swoich myśli zaczęła palcem zdrapywać farbę ze ściany, wypisując na niej kilka wyrazów. 
Styles usiadł na kanapie, wlepiając wzrok w wyłączony telewizor. Nie potrafił poukładać swoich myśli, które dotyczyły jego uczuć co do Cheryl. Jedyne, co wiedział, to to, że nie jest mu obojętna. Nie wiedział, czy mógł nazwać to miłością. 
Wypił szklankę zimnego mleka, a szklankę opłukał wodą i zostawił w suszarce. Wrócił do sypialni, podciągając wyżej swoje luźne dresy i spojrzał na Cherry, pogrążoną w głębokim śnie. Usiadł na krawędzi łóżka, dokładnie lustrując jej twarz, która wciąż była mokra od łez. Na poduszce utworzyła się plama, będąca pozostałością po kroplach wody, które wypływały z oczu Campbell. W jego serce zostało wbite tysiące noży, gdy doszedł do wniosku, że to przez niego. 
Ułożył się zaraz za nią, odciągając ją od zimnej ściany. Okrył ich ciała kołdrą po same szyje, dostrzegając koślawy napis na ścianie. Jego wcześniej pokaleczone serce zregenerowało się i próbowało wyskoczyć z piersi, chcąc oddać się w ręce Cherry. Uśmiechnął się, całując jej policzek i przycisnął głowę do jej karku.
- Ja... ja ciebie też kocham - wyszeptał, zacieśniając swój uścisk. 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

[17] Hurt

Louis bezpiecznie odwiózł Abbie do domu. Kiedy chciał wejść do środka, ona zaprzeczyła, nie chcąc, by został zauważony przez rodziców. Przelotnie cmoknęła go w policzek, zabierając reklamówkę z butami i wyszła z auta, truchtem biegnąc do mieszkania. Nie wyobrażała sobie, jaką krzywdę zrobiła chłopakowi, w pewien sposób odtrącając go. Liczył na większą czułość z jej strony. A może ona zraziła się do niego?
Osiemnastolatka zamknęła za sobą drzwi, pozbywając się płaszcza. Wchodząc w głąb mieszkania, usłyszała radosne śmiechy. Odpięła guzik marynarki i spięła włosy gumką, którą miała na nadgarstku.
- Gdzie byłaś? - usłyszała stanowczy głos ojca.
- U Cheryl - skłamała, czując jak jej ręce zaczynają się pocić.
- Z kim przyjechałaś? - poczuła się jak na przesłuchaniu, przez co zacisnęła dłonie w pięści.
- Dan... - błagalny szept Jay uspokoił go, lecz nie na tyle, by zaprzestał wypytywać córkę o szczegóły.
- Jej chłopak przyjechał i zaproponował mi podwózkę. Zadowolony? - odwróciła się, dostrzegając zszokowaną minę jej babci.
Szybko do niej podbiegła, wtulając się w jej ramiona. Staruszka zaśmiała się, głaszcząc ją po głowie, później odciskając wzór swoich ust na jej czole.
- Babcia zajmie się tobą, kiedy nas nie będzie - oznajmił ojciec, podstawiając pod nos swojej matki kubek z gorącą herbatą, osłodzoną łyżeczką miodu.
Abbie westchnęła, wciąż wtulając się w drobne ciało ukochanej babci. Ucałowała jej zmarszczony policzek, po czym pobiegła na piętro, rzucając w kąt obie pary butów. Marynarkę zawiesiła w szafie, a sukienkę odłożyła na łóżko. Z szuflad wyjęła parę kwiecistych spodni, które nie za bardzo jej się podobały, jednak dostała je od babci dwa lata wcześniej na święta. Chciała jej sprawić przyjemność. Do tego sięgnęła po niebiesko-różową bluzkę na grubszych ramiączkach z wzorem palm. Od razu przypomniała jej się sytuacja, gdy Louis obiecywał jej wyjazd na wakacje. Potrząsnęła głową, chcąc nie myśleć o zdarzeniach sprzed kilku godzin. Na samą myśl bolało ją podbrzusze.
Zeszła na dół, w biegu zakładając pasiaste skarpetki i znalazła się w kuchni, wstawiając wodę w czajniku. Nasypała sobie łyżeczkę kawy, mimo że niezbyt za nią przepadała. Musiała się rozbudzić.
- Przez naszą nieobecność masz słuchać babci - powiedział Dan, przerywając dialog pomiędzy żoną a swoją mamą.
- Nie jestem małym dzieckiem - warknęła, opierając się dłońmi o blat.
- Chcę, żebyś była bezpieczna, zdala od tego kryminalisty... - dodał ciszej.
- To wciąż jest mu syn, do jasnej cholery! - krzyknęła Johannah, podrywając się z miejsca.
Trzask drzwi spowodował wzdrygnięcie się jej teściowej. Kobieta odetchnęła głęboko, zatapiając usta w gorącej herbacie, po czym z przejęciem spojrzała na ciężko oddychającą wnuczkę.
Zalała kawę wodą, po czym dosypała łyżeczkę cukru, siadając jak najdalej od ojca. Zmierzyła go wrogim spojrzeniem, później zaczynając mieszać łyżeczką w napoju.
Dan powrócił do rozmowy z Katherine, wypytując ją o to, jak podobała jej się ceremonia i wesele, na co Abbie prychnęła pod nosem, zwracając na siebie uwagę starszej pani Deakin.
Po piętnastu minutach rozmowy, ojciec znów zaczął nasuwać temat Louisa. Blondynka głęboko oddychała, starając się uspokoić, jednakże niezbyt jej to wychodziło.
Nie mogąc już słuchać oszczerstw w stronę jej kochanka, poderwała się, strącając ze stołu wszystkie naczynia.
- Pieprz się! Nic nie wiesz! - krzyczała do niego, po czym biegiem popędziła do swojej sypialni, jednak w połowie drogi zatrzymał ją cichy szloch, wydobywający się z małżeńskiej sypialni.
Po cichu podeszła do drzwi, przystawiając ucho do drewnianej płyty. Niezbyt wyraźny płacz Jay poruszył jej serce, przez co nacisnęła klamkę i weszła do środka. Kobieta leżała zwinięta w kłębek na łóżku, zwrócona plecami do swojej pasierbicy. Niepewnie podeszła do macochy, siadając na łóżku. Położyła swoją drobną dłoń na jej ramieniu, jednak po chwili zabrała ją, kładąc się tuż przy niej i uwalniając kilka łez, które zmoczyły poduszkę.
Jay obróciła się, przygarniając ją do swojej klatki piersiowej. Masowała jej plecy, wciąż płacząc i pozwalając Abbie moczyć jej koszulkę.
- Nie mogę słuchać jak on go tak oczernia - szepnęła starsza z kobiet, cmokając w czoło dziewczynę - To wciąż mój syn. Popełnił błędy, ale...
- Ja wciąż go kocham - odpowiedziała Abbie, zanosząc się jeszcze większym płaczem.
- Już za późno na to, Abigail - westchnęła, ale po chwili zdała sobie sprawę z jednej, bardzo ważnej sprawy - Czy wy spaliście ze sobą?
Nie odpowiedziała. Nie chciała, by się o tym dowiedziała. Oddaliła się od jej ciała, wyszeptując nieme przepraszam, po czym wyszła z sypialni, zostawiając Johannah w kompletnym osłupieniu.

Wieczorem pożegnała się z mocochą czułym uściskiem, jednakże nie zrobiła tego samego z ojcem. Uciekła, chowając się na piętrze w swojej sypialni. Dan westchnął ze zrezygnowaniem, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo pogorszyły się jego stosunki z córką. Poprosił swoją matkę, by uważała na nastolatkę, która w jego mniemaniu zaczęła sprawiać wiele kłopotów.
Po opuszczeniu domu przez nowożeńców, starsza kobieta spokojnym tempem poszła na piętro, odszukując sypialnię wnuczki i zapukała delikatnie, uchylając drzwi. Dziewczyna stała przy oknie, obserwując odjeżdżającą taksówkę. Przełknęła ślinę, krzyżując ręce, po czym upadła na łóżko, wpatrując się w sufit. Kate przysiadła się obok, chwytając jej dłoń i ścisnęła palce, po czym popatrzyła w jej oczy, które zawsze uwielbiała.
- Co się z tobą stało, Ab? - zawsze mówiła do niej jeszcze bardziej zdrobniale niż inni. Na samo wspomnienie, kiedy w wieku pięciu lat, kolega zawołał ją tym przezwiskiem, Abigail uderzyla go w dłonie, mówiąc mu, że tylko babcia może ją tak nazywać.
- Wiele się zmieniło, babciu.
- Widziałam cię wczoraj z synem Jay w dość intymnej sytuacji - powiedziała nieśmiało, powodując, że ciało Abbie uniosło się w górę - To trudny wybór.
- Nie jesteśmy spokrewnieni. Zamierzam być szczęśliwa z Louisem, a ojciec ma gdzieś to, co ja czuję.
- A postawiłaś się na jego miejscu?
- On nic nie rozumie. Wciąż prowokuje Lou, by móc później wyzwać go od najgorszych. Gdzie w tym logika?

Cheryl przemogła się i wzięła od Zayna tackę z rzeczami wyjętymi z apteczki i podążyła do sypialni, gdzie zastała Harrego, wpatrującego się w księżyc, widniejący na niebie i oświetlając jego kamienną twarz.
Usiadła obok niego, odkładając metalowe naczynie na stolik. Przyjrzała się śpiącemu Louisowi, który wrócił do domu koło południa i po wzięciu prysznica, zasnął. Jedyne, co zszokowało nastolatkę to to, że słyszała cichy szloch, dobiegający zza drzwi, lecz była zbyt przerażona, by wejść do środka i zapytać się, czy wszystko jest w porządku.
Bez słowa podwinęła rękaw koszulki swojego chłopaka, zabierając się za odwijanie bandaża. Ubrudzony materiał odłożyła na ziemię, po czym gazikiem z wodą przemyła ranę, która oklejona była paskami, które były szwami zewnętrznymi. Nie mogli się udać do szpitala, ponieważ sprawa zostałaby zgłoszona na policję.
Odłożyła zużyty wacik i posmarowała maścią ramię, owijając je, niezbyt ciasno, w nowy bandaż, zawiązując na końcu pętelkę. Ubrudzone waciki i stary bandaż schowała do reklamówki, udając się do kuchni, by wyrzucić wszystko do kosza, a resztę odłożyć do szafki.
Zayn z Niall'em udali się na imprezę. Proponowali wyjście również dziewczynie, jednak ona odmówiła, chcąc zostać w domu i odpocząć. Ze zrozumieniem pokiwali głowami i wyszli z mieszkania.
Koło północy wzięła szybki prysznic, ubierając później świeżą bieliznę, czarne leginsy oraz rozcięgnięty, biały t-shirt. Z szuflady wyjęła kolorowe, ciepłe skarpety, którymi okryła swoje zimne stopy.
Po cichu poruszała się po mieszkaniu. Wzięła butelkę piwa, którą otworzyła, podważając kapsel nożem. Usiadła na podłodze, naprzeciw okna, uprzednio zgaszając światła w całym mieszkaniu. Samotnie siedziała, upajając się alkoholem. Nie skończyło się na jednej butelce.
Blisko drugiej w nocy Harrego obudził dźwięk tłuczonego szkła. Poderwał się, opierając się na rękach, przez co poczuł rwanie w postrzelonym ramieniu. Usiadł zgarbiony, po czym odkrył swoje ciało, czując chłód na ciele, okrytym bokserkami oraz luźną bokserką.
Kroczł stopami okrytymi ciepłymi skarpetami po panelach, lecz przystanął, słysząc dźwięk turlających się butelek oraz cichy śmiech Cheryl. Zdziwiony wszedł do pomieszczenia, zapalając światło. Stłumiony pisk dziewczyny spowodował jego chwilowe oszołomienie. Cher warknęła coś pod nosem, zgaszając światło.
- Zgaś to pierdolone światło! - krzyknęła, kiedy ponownie nacisnął włącznik.
Przystał na jej żądanie, po czym powoli podszedł do niej, uważnie stąpając, ponieważ nie zdążył zarejestrować, gdzie coś się potłukło.
Niechcący kopnął w butelki. Odgarnął je nogą, po czym usiadł obok kołysającej się na boki dziewczyny. Kiedy przechyliła się w jego stronę, poczuł mocny zapach piwa, co odurzyło go na chwilę, lecz po otrząśnięciu się, położył jej nogi na swoich udach, próbując przyciągnąć prawie bezwładne ciało bliżej siebie. Westchnął, kiedy Campbell roześmiała się i opychała się od jego ciała.
- Cheryl, do cholery! - burknął, podnosząc siebie i ją do pionu.
- Nie krzycz na mnie - szepnęła, uraniając kilka łez.
Zdenerwowany na siebie i swoją partnetkę, wziął ją na ręce i wniósł do sypialni, ściągając leginsy z jej nóg. Ułożył się na brzegu łóżka, przyciskając jej drobne ciało do siebie, lecz ona zrezygnowała z takiej pozycji i położyła się na plecach, zwracając się w jego stronę uśmiechniętą buźką.
- Zarzuć nogę na moje - poprosiła, a zapach piwa dotarł do jego nozdrzy.
Wykonał jej polecenie, po czym nastolatka objęła jego nogę swoimi, śmiesznie bawiąc się swoimi stopami, jednocześnie łaskoczocąc Stylesa w jego kończynę.
Przysunęła swoją głowę bliżej jego, zjeżdżając trochę w dół. Ucałował ją w czoło, obserwując jej zamknięte powieki oraz delikatny uśmiech. Sam uniósł kąciki ust do góry, po czym musnął jej usta. Splotła palce jednej ręki z jego dłonią, po czym odpływając w krainę snu, szepnęła w jego szyję:
- Kocham cię.

Następnego dnia obudził ją zapach warzywnej zapiekanki. Z uśmiechem zeszła na parter, obserwując babcię w swoim żywiole. Pocałowała ją w policzek, po czym zajęła miejsce przy stole, chwytając w dłonie parujący kubek z herbatą owocową.
- Wyspana? - zapytała, nakładająć Abbie na talerz pieczonych warzyw.
- Można tak powiedzieć - uśmiechęła się, chwytając widelec.
- Wiesz, tak sobie myślałam, że...  - popatrzyła na zajadającą się smakołykami nastolatkę - ...rozumiem twój ból, ale...
- Nie zmierzasz do tego, że mam dać sobie z nim spokój, prawda? - odłożyła widelec, obserwując jej smutną twarz.
- Abbie...
Wstała, udając się do sypialni, gdzie w pośpiechu zrzuciła z siebie piżamę i ubrała ciemne spodnie oraz pierwszą koszulkę, znalezioną na półce. Narzuciła na ramiona bluzę, po czym szybko zawiązała trampki na swoich stopach, na które uprzednio założyła skarpetki.
Z telefonem i słuchawkami w dłoni zbiegła na dół, ignorując prośby o wysłuchanie i chwytając płaszcz, wyszła z domu, udając się do centrum miasta, gdzie chodziła bez żadnego celu.
Spacerkiem podążała wśród zabieganych ludzi, czując się dziwacznie. Wsadziła w uszy słuchawki, puszczając pierwszą piosenkę z listy. Spokojna melodia pozwoliła uspokoić zszargane nerwy dziewczynie.
Gdy usiadła na ławce przy stawie, wdychała głęboko świeże powietrze. Oberwowała każdego człowieka, zastanawiając się, czy ma wybrankę bądź wybranka serca. Westchnęła, obserwując spacerujące pary lub małżeństwa z dziećmi. Zawsze chciała założyć rodzinę.
Czując czyjąś obecność, wyjęła słuchawki i spojrzała na osobę, która od kilku minut intensywnie wpatrywała się w nią. Czuła narastającą gulę w gardle, dostrzegając Liama, który jak gdyby nigdy nic, przygryzł swoją dolną wargę i zlustrował Abigail wzrokiem pełnym pożądania.
- Stęskniłem się - powiedział, poprawiając się na miejscu - Jak się trzyma Louis? Duże siniaki? - zaśmiał się jej prosto w twarz.
Miała ochotę rozpłakać się z bezradności. Jednak zebrała w sobie odwagę i podniosła się, wymierzając siarczysty policzek Payne'owi. Jego twarz przechyliła się na bok, jednak z furią w oczach spojrzał na nią, kiedy ona powoli się oddalała.
- Pożałujesz tego mała s... - został brutalnie powalony na ziemię prze Zayna, za którym szedł jego przyjaciel.
- Nie zbliżaj się, kurwa, do niej. Nigdy więcej - warknął, obejmując ją ramieniem i zarazem ciągnąc za sobą w pół przytomnego blondyna, który śmiał się z szatyna, otrzepującego swoje spodnie z ziemi.

- Nie! Zayn, proszę! - wyrywała się, kiedy stali pod blokiem, który zamieszkiwała czwórka przyjaciół z Cheryl.
- Abbie, co ci się stało? - zapytał spokojnie, łapiąc ją za oba ramiona.
Ona rozpłakała się, wciąż próbując uciec. Kiedy uwagę Zayna przykuł pijany Niall, delikatnie ją puścił, przez co ona szybko zawróciła, biegnąc przed siebie.
Mulat puścił się w pogoń za nią, jednak dziewczyna wyprzedzała go o dobre kilkaset metrów. W końcu skręciła w boczną uliczkę, a gdy okazało się, że jest to ślepy zaułek z dość niewysokim murkiem, wdrapała się na kontener, przeskakując przez ceglaną przeszkodę. Odetchnęła, lecz słysząc ciężkie kroki, odwróciła się, dostrzegając zdenerwowaną twarz Malika. Przestraszona biegła przed siebie, wybiegając na jezdnię. Z osłupienia wyrwał ją dźwięk trąbienia. Trąbienia samochodu.

piątek, 4 kwietnia 2014

[16] Shot

Ze strachem wpatrywała się w jego uśmiechniętą buźkę. Odsunęła się kilka kroków, próbując wyrwać rękę z uścisku, jednakże od przyciągnął ją do siebie, odwracając plecami do siebie. Przejechał nosem wzdłuż linii jej szczęki, po czym chwycił drugą rękę i wygiął w tył, chowając oba nadgarstki nastolatki w swojej dużej dłoni. Syknęła z dyskomfortu, po czym błagalnie spojrzała na kulącego się z bólu chłopaka.
Chrząknięcie Liam'a wyrwało ją z zamyśleń. Napakowany mężczyzna podszedł do Louisa, kolejny raz uderzając go pięścią w brzuch. Jęk bólu wydobył się z jego ust, po czym padł na kolana. Pisk dziewczyny został przerwany poprzez przystawienie broni do jej skroni. Przełknęła głośno ślinę, a potok łez wypłynął z jej oczu. Nieregularnie i szybko oddychała, bojąc się jak cholera.
- Wiesz, musiałem w jakiś efektowny sposób pokazać, że wracam do tej pierdolonej gry - wymruczał do jej ucha, kiedy kolejny cios został zadany Louisowi, tym razem w twarz - Muszę przyznać, że twoja przyjaciółka ma niezłego cela. Cały czas zastanawiam się, jak jej się odwdzięczyć.
Popchnął ją, przez co padła na kolana. Pstryknięcie palcami i dwóch pakerów udało się z Liamem, wsiadając do furgonetki i udali się w bliżej nieznanym Abbie kierunku.
Podniosła się, czując jak pieką ją kolana i podbiegła do skomlącego rannego. Obróciła go na plecy, od razu dostrzegając rozciętą i lekko opuchniętą wargę.
Pogłaskała go po policzku, a on uśmiechnął się, gdy ciepłą dłonią muskała jego twarz. Ucałowała jego usta, uprzednio zamykając powieki. Poczuła metaliczny smak krwi, przez co oderwała się i starła ciemno-czerwoną ciecz ze swoich ust.
- Jedźmy do domu - szepnął, chwytając jej dłoń.
-  Chyba nie jesteś w stanie prowadzić, Louie - powiedziała, obserwując jak próbuje się podnieść.
- To nic takiego - z grymasem stanął na obolałych nogach, poprawiając marynarkę na swoich ramionach.
Dziewczyna spojrzała na swoją suknię, która nie odniosła żądnych szkód. Szepnęła, by poczekał, a on przesłał jej w powietrzu buziaka.
Szybko udała się do restauracji, zabierając płaszcz chłopaka oraz swoją torebkę i buty. Nie pożegnała się z rodzicami, jednak poprosiła o przekazanie informacji, że wraca do domu, swoją ciotkę, która wychodziła z toalety.
Chcąc pozostać niezauważoną, popędziła w stronę auta. Zdyszana zajęła miejsce pasażera, wrzucając wszystkie pakunki na tylne siedzenia. Louis ruszył, wyjeżdżając z parkingu i nie używając kierunkowskazu, skręcił w przeciwną stronę od tej, którą powinni udać się do domu.
Abbie bała się zapytać o to, gdzie jadą. Odsunęła trochę swój fotel, zapinając pas bezpieczeństwa i obniżyła oparcie do pozycji półleżącej. Przykryła się kocem, który wciąż leżał na siedzeniu i zawstydzona spojrzała na zasychającą, białą plamę na skórzanym fotelu. Zarumieniła się, szybko okrywając swoje zziębnięte ciało.
- Chcesz iść spać? - zapytał, zaszczycając ją sekundowym spojrzeniem.
- A skąd mam wiedzieć, jak długo będziemy jechać? - uniosła jedną brew, bawiąc się swoimi włosami - Odwieziesz mnie do domu, prawda?
Mina mu zrzedła i skupił się na prowadzeniu samochodu. Zacisnął dłonie na kierownicy, po czym włączył kierunkowskaz i skręcił w prawo. Przed nimi ciągnęła się droga, będąca prawie pustkowiem. W oddali dostrzec jedynie można było kilka domków oraz stację benzynową ze sklepem spożywczym. Zatrzymał się, by zatankować. Wyjął portfel ze schowka, po czym sam się obsłużył, udając się do środka, by zapłacić za paliwo.
Wrócił z dwoma kubkami przepełnionymi ciepłą herbatą. Jeden z nich podał Abbie, która leżała na boku, wpatrując się w opuchniętą od ciosów twarz Louis'a. Sama wyrwała mu po chwili portfel z rąk, wyplątując się z koca i udając się do sklepiku, kupując zwyczajne tabletki przeciwbólowe, plastry, chusteczki higieniczne oraz wodę niegazowaną. Podziękowała z uśmiechem, płacąc, po czym udała się z powrotem do samochodu, po czym ruszyli, oboje zapinając pasy.
Po kilkudziesięciominutowej drodze znaleźli się na polnej dróżce, którą szybko przejechali. Wjechał na podjazd, parkując samochód w garażu, otworzywszy pilotem, który miał wewnątrz pojazdu.
Dziewczyna przysnęła po wypiciu ciepłej herbaty. Kiedy otworzył drzwi od strony pasażera i odpiął jej pas, chciał ją wziąć na ręce, jednak ona przebudziła się, ponieważ samochód od dłuższego czasu stał w bezruchu. Spała strasznie niespokojnie, czuwając. Louis uśmiechnął się do niej, cmokając jej ciepłe czoło i mimo wszystkiego wziął ją na ręce jak pan młody swoją żonę, przenosząc przez próg wspólnego mieszkania. Ucałował jej spierzchnięte wargi, po czym odstawił na ziemię, zabierając z tylnych siedzeń ubrania oraz zakupy. Cały czas odczuwał ból, jednak starał się nie okazywać tego.
Chwytając jej szczupłą dłoń, wyszli z garażu, zamykając za sobą bramę. Kluczami otworzył dwa zamki, a Abbie przypomniała sobie, gdzie się znajdują. Weszli do środka, upewniając się, że nikt nie wejdzie do środka. Rzucił klucze na stół w kuchni, ściągając płacz nastolatce i odkładając go na krzesło. Dziewczyna zsunęła ze stóp baleriny i ułożyła się na brzuchu na kanapie, przymykając powieki.
Louis zdjął marynarkę i rzucił na blat, ściągając swoje lakierki wraz ze skarpetkami. Boso udał się do salonu, gdzie leżała Abigail. Delikatnie usiadł na jej pośladkach, czując nieprzyjemny ból w okolicach żołądka. Swoje dłonie ułożył na jej ramionach, subtelnie je ściskając i masując.
Mruknęła, kiedy nacisnął na spięte mięśnie. Użył trochę więcej siły, by je rozluźnić. Gdy zrobiło mu się gorąco, rozpiął dwa guziki swojej koszuli i poluźnił krawat.
Abigail zrzuciła go z siebie, przez co upadł na ziemię i zaśmiał się. Przyniosła z kuchni zakupione rzeczy do opatrzenia ran. Polała chusteczki wodą i przemyła skaleczoną wargę.
Później szybko oczyściła rany na dłoniach, zaklejając je plastrami. Ucałowała jego policzek, po czym wstała, odkładając wszystko na stolik.
- Chodź - pociągnął ją za rękę, wbiegając na piętro.
Weszli do pomieszczenia na końcu korytarzyka i zapalił światło. Pokój posiadał czerwone ściany. Ciemnobrązowa podłoga miała taki sam odcień jak pościel na łóżku z walającymi się na nim kremowymi poduszkami. Ogromna szafa, rozciągająca się prawie na całą długość ściany oraz szklane drzwi na balkon, przysłonięte białymi żaluzjami.
- Musimy się wynieść z tamtego mieszkania i wprowadzimy się tutaj. Mam nadzieję, że podoba ci się nasza sypialnia.
- Jak to nasza? - zamrugała kilka razy powiekami, obserwując jego szczęśliwą twarz.
- Chcę żebyś mieszkała ze mną. Tak jak wcześniej.
- Louis, wciąż obserwuje cię policja. Nie chcę, by coś ci się stało.
- Przestań w końcu gadać - złapał jej kark, przyciągając ją do upragnionego pocałunku.
Drugą dłoń położył na jej biodrze, ściskając swoimi palcami. Zerwała jego krawat, po chwili odpinając każdy kolejny guzik koszuli, którą później rzuciła za siebie.
Dźwięk suwaka sukienki oznajmił jej, że została rozpięta, a po chwili opadła do jej kostek. Louis szybko kucnął, ściągając rajstopy z jej chudych nóg.
Popchnęła go tak, że łóżko ugięło się pod jego ciężarem. Szybko chwyciła krawat, leżący obok nogi łóżka. Wzięła jedną rękę, przywiązując do górnej ramy łóżka. Skupiła się, by pętle były dość mocne, po czym ucałowała jego skroń, lecz przestała, gdy poczuła palce pod swoją bielizną. Oblizała usta, lecz szybko ocknęła się, przywiązując drugą kończynę do łóżka.
- Niegrzeczna dziewczynka - mruknął, ciągnąc rękoma w dół.
Uśmiechnęła się, podążając w dół. Powoli, z zagryzioną wargą odpięła pasek w spodniach wraz z rozporkiem i guzikiem. Ukazał jej się dość gruby pasek od bokserek. Strzeliła z gumki, która z plaskiem wylądowała z powrotem na jego biodrach. Uniósł ciało, dzięki czemu zsunęła jego spodnie. Upuściła je na panele, przez co sprzączka wywołała hałas.
Spojrzała na jego ciało pokryte tatuażami. Przejechała rozłożoną dłonią po całej długości jego torsu, a na koniec wzdłuż tatuażu.
Jej uwagę zwróciła wielka, czerwona plama na jego brzuchu. Z przerażeniem spojrzała w jego oczy, wiedząc, że będzie z tego ogromny siniak. Chciał uspokoić ją pocałunkiem, więc kiedy gwałtownie poruszył rękoma, poczuł lekki ból w nadgarstkach, wywołany poprzez wrzynający się materiał.
Ucałowała miejsce pobicia, chcąc być jak najbardziej delikatną. Kiedy niespokojnie się poruszył, mocno chwyciła jego krocze, wbijając w nie niezbyt mocno paznokcie. Przymknął swoje powieki, wypuszczając powietrze z ust.
Ułożyła się na boku, mając głowę na wysokości trochę powyżej jego bioder. Nogi podkurczyła, by nie wystawały poza łoże. Palcem wskazującym zataczała kółeczka na jego męskości, okrytej przez bokserki. Penis coraz szybciej pobudzał się do życia, a cienki materiał mocno podkreślał jego kształty.
- Nie baw się ze mną - warknął gardłowo, niespokojnie się poruszając, na co ona zaśmiała się.
Podniosła się, siadając na jego udach. Schyliła się, całując jego sterczącą erekcję, po czym spojrzała na jego twarz, którą pokrywały kropelki potu.
- Jakieś specjalne życzenie? - uwodzicielsko powiedziała, naciskając swoją kobiecością na jego penisa, poruszając biodrami.
Nie potrafił się odezwać. Był zupełnie w innym świecie, świecie, gdzie boginią jest Abigail. Skupiał się tylko na jej ruchach, które doprowadziły go do orgazmu, kiedy zdjęła mu bieliznę i dalej pocierała jego wrażliwe miejsce.
- Rozbierz się - sapnął, próbując się podciągnąć do pozycji półleżącej.
Nastolatka podniosła się, przez co górowała wzrostem. Wygięła swoje ręce w tył, odpinając stanik, który z powodu braku ramiączek, opadł na brzuch Louisa. Chłopak zachowywał się jak napalony szesnastolatek. Wpatrywał się w niczym nieokryte piersi swojej kochanki, a później obserwował jej ruchy przy ściąganiu dolnej części bielizny.
Usiadła na jego penisie, a czubek zahaczył o jej łechtaczkę. Krótki jęk wydobył się z jej gardła. Nie mogąc dłużej czekać, klęknęła, biorąc potężną męskość w swoje dłonie, po czym nakierowała ją na swoje wejście, nabijając się na penisa. Tomlinson poczuł wielką ulgę i napływającą chęć ostrego seksu. Abbie odchyliła swoją głowę w tył, dłońmi opierając się o obolały brzuch kochanka. On jednak nie zwracał uwagi na ból. Dla niego liczyło się to, jak mocno Abbie zaciśnie się wokół niego.

- Boję się, że coś mu się stało - szepnęła na tyle głośno, by Zayn usłyszał jej zmęczony głos.
Podszedł do niej, siadając przy jej wiotkim ciele i odgarnął kilka niesfornych kosmyków jej włosów. Podniósł ją tak, by swobodnie siedziała, po czym objął ją swoimi ramionami, pozwalając jej wtulić głowę w tors pachnący lawendowym żelem pod prysznic.
- Zna się na fachu. Nic mu nie będzie - odpowiedział, głaskając jej plecy.
- Mamy jakieś piwo? - zawołał Niall, wychodzący z łazienki.
- W szafce na dole - odpowiedziała, wpatrując się w ciemne niebo.
Trzask drzwi oznajmił o czyimś wtargnięciu do mieszkania. Cher od razu oderwała się od ciała Malika, odwracając się o kilkaset stopni, by dostrzec, kto wszedł do środka.
Widok, który zastała, totalnie ją zszokował. Harry, trzymając się za lewe ramię, wbiegł do kuchni, a zaraz za nim Zayn, który pomógł ściągnąć mu zakrwawioną bluzę i podwinął dziurawy rękaw jego koszulki. Wyciągnął z apteczki wszystkie potrzebne rzeczy, po czym zabrał się za oglądanie rany postrzałowej.
Cheryl weszła do środka, trzymając się za ramiona. Dostrzegając dziurę w ramieniu Stylesa, poczuła, że świat dookoła niej wiruje i upadła na ziemię, mdlejąc.
- Cherry! - podniósł głos Harry, który niespokojnie siedział na krześle.
Niall zakładając w pośpiechu dresy, wbiegł do kuchni, klękając przy nieprzytomnej dziewczynie. Poklepał ją kilka razy po policzku, lecz kiedy to nie poskutkowało, wziął ją na ręce i ułożył na sofie, po czym chlusnął jej w twarz wodą z butelki, która znajdowała się na stole. Niestety i to nie dało żadnego, pozytywnego skutku.
- Niall, zróbże coś, do cholery! Niech ona się obudzi! - krzyczał ranny, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy swojej dziewczynie.
- Robię co mogę, okay?!
Zestresowany potrząsnął jej ramionami, po czym ponownie wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki, układając ją w wannie, na swoich kolanach. Wziął do ręki prysznic, po czym odkręcił wodę, mocząc całe jej ciało. Wtedy poderwała się, ale on złapał ją i przytrzymał w miejscu, uprzednio wyłączając źródło wody.
- Chcę do Harrego - rozpłakała się jak małe dziecko, trzęsąc się z zimna i strachu.
Szybko wyszła z wanny, zatrzaskując drzwi przed nosem blondynowi. Zdenerwowany wylazł z łazienki, patrząc, jak nastolatka siada na kolanach zielonookiego. Objęła jego ciało swoimi drżącymi rękoma, mocząc całe jego ubranie. Włosy przykleiły się jej do szyi oraz twarzy. Krople wody z prysznica mieszały się z jej własnymi łzami.

Ciepły prysznic rozluźnił jej mięśnie. Z uśmiechem myła swoje ciało, jednakże wykonując delikatne ruchy. Pochylając się, czuła niezbyt komfortowe uczucie w okolicach swojego krocza.
Zawinęła włosy w jeden ręcznik, zaś drugi owinęła wokół swojego ciała. Zajrzała do szafki pod umywalką i znajdując nienapocząte opakowanie ze szczoteczkami, rozerwała je i wyjęła jedną w kolorze cytryny. Wzięła miętową pastę, nakładając trochę na włosy szczoteczki, po czym wyszorowała swoje zęby, płucząc buzię wodą.
Ubrała swoją bieliznę, po czym narzuciła na ramiona koszulę Louisa. Wyszła, wciąż mając włosy owinięte w materiał chłonący wodę. Spojrzała na unoszącą się klatkę piersiową swojego chłopaka. Jego ręce opadły po obu stronach jego ciała. Nogi oraz biodra zostały schowane pod brązową kołdrą.
Usiadła na krawędzi łóżka, obserwując jego twarz. Spał od kilku godzin, natomiast Abbie przebudziła się, czując nagłą potrzebę usunięcia potu ze swojego ciała.
Podeszła do okna i wyjrzała przez nie, spoglądając na rozjaśniające się niebo. Objęła swoje ciało rękoma, obserwując uginające się drzewa pod wpływem silnego wiatru.
- Nie powinnaś przypadkiem spać? - zapytał, podpierając się na łokciu.
- Musiałam się wykąpać.
- Jest prawie świt. Chodź - poklepał miejsce koło siebie, po czym przetarł zaspane oczy.
Wróciła na miejsce, siadając i krzyżując nogi. Westchnęła, po czym poczuła włosy, łaskoczące ją w nogi. Wplotła swoje palce w brązową czuprynę chłopaka, a on spojrzał na jej smutną twarz, po czym mocniej wtulił się w jej brzuch, przykładając do niego swoje usta. Dmuchnął powietrzem, nie odrywając warg, a powstały dźwięk rozbawił Abbie.
- Zabiorę cię na wakacje - powiedział, cmoknąwszy jej płaski brzuszek.
- Mamy połowę stycznia, Loulou.
- Wyjedziemy, kiedy umorzą zarzuty, a później... - przerwał, przełykając ślinę - ...zamieszkamy razem?
Uśmiechnęła się, pochylając się, by złączyć ich usta. Ręcznik rozwinął się, zakrywając ich głowy. Wargi złączone w czułym pocałunku nie potrafiły się od siebie oderwać.