Obróciła się na plecy, wyciągając przed siebie obie ręce. Obie kończyny pokryte były sporą ilością fioletowo-brązowych plam, które przy delikatnym dotknięciu dawały o sobie znać.
Przyjęła pozycję embrionalną, chcąc uśmierzyć ból, wydobywający się spod okolic pępka oraz powyżej. Samotna łza spłynęła z jej policzka, skapując na rękę Louis'a, która cały czas znajdowała się pod jej głową. Uniosła jedną, posiniaczoną dłoń i ułożyła ją na dłoni mężczyzny śpiącego za nią. Zacisnęła palce, a on odruchowo, wciąż śpiąc, wykonał ten sam gest, niespokojnie się poruszając i zarzucając swoją ciężką rękę na nią, przez co cichutko pisnęła, a kolejne słone kropelki spłynęły po jej policzkach, rysując własne ścieżki i kończąc je na opalonym przedramieniu Tomlinson'a.
Czując wodę skapującą po jego ciele, otworzył szybko oczy, najpierw patrząc na sufit, z początku sądząc, że sąsiad zalał ich mieszkanie, jednak widząc, że biała powłoka nie ma ani jednej mokrej plamy, przeniósł swój wzrok na łkającą nastolatkę, która mocno zaciskała jego dłoń.
- Abbie... - szepnął, odgarniając blond włosy z jej twarzy - ...skarbie, co się dzieje?
- Boli - wyłkała, kuląc się jeszcze mocniej.
W Louis'ie pojawił się zalążek paniki. Jego oczy powiększyły się, po czym uniósł się na wolnym łokciu, wpatrując się z troską na cierpiącą Abigail. Wyplótł się z objęć osiemnastolatki, po czym wstał z łóżka, delikatnie chwytając ją za ramiona i ułożył na plecach. W jego niebieskie tęczówki od razu rzuciły się krwiaki, widniejące na jej ciele.
Kiedy chciał ją ucałować, ona gwałtownie uniosła swoje kolana, przyciskając je do brzucha. Louis rozejrzał się po pokoju, nie dostrzegając żadnej żywej duszy, więc samotnie pobiegł do kuchni, wstawiając wodę oraz wyciągając z szafki koło lodówki pojemnik z różnokolorowymi tabletkami. Nerwowo szperał po pudełku, klnąc pod nosem.
Włożył do czerwonego kubka saszetkę herbaty, po czym zalał ją wrzątkiem. Wziął tabletki oraz napój, po czym udał się w stronę sypialni, jednakże zatrzymał się w pół kroku, obserwując Niall'a, który klęczał na ziemi, trzymając w dłoni kuchenną gąbkę, a po jego lewej stronie stało wiadro z wodą zmieszaną z jakimś płynem, który otworzył pianę.
- Jeżeli mogę wiedzieć, to co ty robisz? - zagadał szatyn, obserwując poczynania niebieskookiego.
- Jak Harry z Zayn'em wrócą, musimy z tobą porozmawiać.
- Gdzie Cher?
- W łazience.
Pokiwał głową, po czym wkroczył do sypialni, obserwując zwijającą się Abbie. Usiadł na krawędzi łóżka, zachęcając ją do podniesienia się. Kiedy wykonała ów czynność, włożył do jej ręki lek przeciwbólowy, a kubek z herbatą ustawił na stoliku nocnym. Pobiegł do kuchni, chwytając butelkę wody mineralnej i podał ją nastolatce, która od razu połknęła tabletkę.
Ułożyła głowę na jego kolanach, mocno podkurczając nogi. Kilka łez spłynęło po jej policzkach, a Louis starł je, po czym nachylił się, składając pocałunek na jej głowie. Nawinął kilka kosmyków włosów na palec, zaczynając je skręcać, po czym wypuszczał, biorąc kolejne.
Trzask drzwi spowodował, że Louis delikatnie się wzdrygnął, nie zaprzestając swoich ruchów. Obserwował twarz dziewczyny, z której dało się wyczytać ból. Przymknęła swoje powieki, oddając się już po kilku minutach w krainę błogości. Położył ją wygodnie na poduszkach, po czym okrył ciepłą kołdrą i udał się do salonu, gdzie Horan wciąż klęczał, czyszcząc fragment dywanu. Na kanapie siedziała zdruzgotana Cher, a Harry objął ją, wtulając w swój twardy tors. Zayn przyglądał się Niall'owi, a po chwili zdecydował mu pomóc, przynosząc gumowe rękawiczki oraz drugą gąbkę.
-Usiądź - powiedział Harry, wyciągając swoje nogi.
-Kto wczoraj użył broni? - zapytał Louis, siadając na fotelu, podkurczając nogi, krzyżując je.
Zauważył przerażenie w oczach Cheryl, która schowała swoją twarz w koszulce Styles'a i zaczęła cicho łkać, przez co dwudziestojednolatek pogłaskał ją po głowie, szepcząc coś do ucha.
Horan z Malik'iem usiedli na kanapie, wpatrując się w zdezorientowanego Louis'a, który swoim wzrokiem wymusił na nich wyjaśnienia. Mulat odetchnął ciężko, chcąc wypowiedzieć jakieś zdanie, lecz uprzedził go niebieskooki:
-Cheryl postrzeliła Liam'a.
Szatyn zakrztusił się powietrzem, a w tym samym czasie nastolatka zaczęła głośniej płakać. Z ciemności wyłoniła się skulona sylwetka Abbie, a kiedy Louis na nią spojrzał, wiedział, że z jej wyjścia z łóżka nie wyniknie nic dobrego.
-Dlaczego Cher? - szepnęła, lecz po chwili uniosła głos - Dlaczego do niego kurwa strzeliłaś?! Narażasz się przeze ...
Huk spowodowany opadnięciem jej ciała na podłogę, spowodował gwałtowne uniesienie się Louis'a z miejsca. Padł przy niej na kolana, klepiąc ją delikatnie po policzku i próbując ocucić.
Po kilku sekundach otworzyła swoje oczy, zaczynając przeraźliwie krzyczeć. Jej źrenice nienaturalnie się powiększyły, zakrywając całkowicie tęczówkę. Strach wszystkich obecnych był nie do opisania.
Dwudziestodwulatek wziął się w garść i przycisnął ją do swojego torsu, kiedy ona wbijała swoje długie paznokcie w jego ramiona. Zjeżdżała nimi w dół, zostawiając niezbyt mocno czerwone ślady, które byłyby widoczne, kiedy szatyn zdjąłby swój t-shirt.
Nagle wszystko umilkło. Cisza ogarnęła całe mieszkanie. Źrenice Abigail powracały do normalnych rozmiarów, delikatnie czerwieniąc się od nadmiaru łez. Oczy stały się opuchnięte.
Po kilku minutach każdy zajął swoje miejsce wokół drewnianego stolika. Abbie tępo wpatrywała się w okno, znajdujące się tuż przed nią. W pięści miała zaciśniętą koszulkę Louis'a, zaś z kolei on oparł swój policzek o jej głowę, jedną ręką obejmując ją w pasie, a drugą głaszcząc ją po łydce oraz udzie.
-Jak on się czuje? - zapytała Cher, pociągając nosem i mocniej ściskając ogromną dłoń Harr'ego.
-Nie stracił dużo krwi, jednak też niemało. Dochodzi do siebie - odpowiedział Zayn.
W noc zdarzenia grupa osób od brudnej roboty zabrała nieprzytomne ciało Liam'a do jakiegoś lekarza poza miastem. Siedzieli z nim, dopóki się nie wybudził, a rankiem przyjechał do niego Harry z mulatem. Szantażowali go, a on będąc w szoku, zgodził się na ich warunki.
Mimo tego wszystkiego, mieli się czego bać. On zawsze mógł nie dotrzymać obietnicy, zastawiając na nich pułapkę.
-Cher będzie musiała wyjechać - powiedział Niall, wlepiając swój wzrok w zdezorientowanego Harr'ego.
-Ale...
-Jadę z nią - oznajmiła szeptem Abbie, odrywając się delikatnie od rozgrzanego ciała Louis'a.
-Abbie, tobie nic nie grozi - powiedziała łkająca szatynka, poprawiając swoją siedzącą pozycję.
-Nie pozwolę ci nigdzie wyjechać beze mnie - warknęła, nie spuszczając wzroku z okna.
Kilka dni później...
Mimo wszystkich wydarzeń, imprezę sylwestrową postanowili spędzić na domówce, na którą zaprosił ich stary znajomy Styles'a, Ed Sheeran. Rudowłosemu mężczyźnie, pasjonującego się muzyką brakowało towarzystwa Harr'ego oraz jego znajomych, przez co wpadł na pomysł, że zorganizowanie imprezy będzie dobrym sposobem na odnowienie kontaktów.
Cheryl weszła do wspólnej sypialni, mając na sobie kremowy kombinezon, wyglądający jak połączenie short'ów oraz eleganckiej koszuli bez rękawów ani ramiączek. Materiał opinał się na jej biuście, a na środku przyszyty był prześwitujący materiał, kończący się cekinowym kołnierzykiem. Pomimo chłodu panującego na dworze nie założyła żadnych rajstop. Bose stopy wsunęła w szpilki tego samego koloru co strój.
Harry w granatowej koszuli oraz matowej marynarce i tego samego koloru zwężanych spodniach wszedł do pomieszczenia, przeskakując z nogi na nogę, by założyć swoje nowe białe, trampki. W kieszonkę od górnej części garnituru wsunęła mu białą chusteczkę. Ucałowała jego rumiany policzek, po czym chwyciła czarną kopertówkę, pakując do środka woreczki z białymi tabletkami.
-Sprzedaj jak najwięcej. Pytaj przy toalecie. Ludzie będą chętni - uśmiechnął się, obejmując ją w tali i dociskając swoje biodra do jej pośladków - Będą wolne sypialnie. Nie wytrzymam całego wieczora, piękności.
Perliście się zaśmiała, odwracając się i ściskając jego pośladki w swoich szczupłych dłoniach. Jej własna definicja szczęścia - on. Kiedy oddaliła się od niego, jeszcze raz poprawiła wystający materiał zza kieszonki, po czym splatając ich palce, wyszli z pomieszczenia, kierując się do salonu, gdzie czekali już chłopcy.
Louis dopiął ostatni guzik swojej białej koszuli, która materiał miała zbliżony do satyny. Wsunął czarny pasek w szlufki swoich ciemnogranatowych spodni, po czym zapiął go i ściągnął z wieszaka, tego samego koloru marynarkę, wygładzając ją. Spryskał się ulubionymi perfumami, po czym poprawił swoją nienaganną fryzurę, postawioną do góry na żel. Przejechał dłonią po brodzie, stwierdzając, że jest dokładnie ogolony. Wyszczerzył usta w uśmiechu, po czym wesoły, jak nigdy, opuścił łazienkę, wpadając na Abigail, ubraną w idealnie dopasowaną czarną sukienkę na cienkich ramiączkach. Jej strój wyglądał, jakby składał się z trzech części. Górna warstwa wyglądała jak marszczony biustonosz, mający na środku trzy perełki ustawione pionowo. Środkowa część była jak gorset, który od środku piersi do linii pasa miał prześwitujący materiał, przyozdobiony trzema kokardami od żeber wzdłuż brzucha i kończąc się na kościach po drugiej stronie. Dół to była miniówka, sięgająca do powyżej połowy uda.
Na ramiona narzucony miała cienki sweterek. Jej grzywka została spleciona w warkocza na boku, dopierając do tego dłuższe pasma włosów, jednak od początku szyi były rozpuszczone. Wszystko uzupełniał czerwony kwiat, wpięty w warkocza.
Ostry makijaż dodawał jej seksapilu i dużo więcej kobiecości. Louis'owi opadła szczęka, przez co Abbie przejechała po jego brodzie subtelnie palcem, podciągając ją do góry.
-Wyglądasz cholernie atrakcyjnie - powiedział, na co spuściła głowę, zagryzając dolną wargę - Będę musiał cię dzisiaj pilnować.
-Gotowi? - zarzucił Horan, drapiąc się po karku, po czym zagryzł wargę, chowając za zębami kolczyk.
Wszyscy pokiwali głowami, po czym zarzucili kurtki i płaszcze, udając się do taksówek, czekających na zewnątrz.
Szukając kogokolwiek znajomego, Abigail przechadzała się wzdłuż tańczących ludzi, po czym ktoś szarpnął ją za rękę. Odwróciła się, po czym dostrzegła dziewczynę z mocno roztrzepanymi włosami oraz rozmazanym makijażem. Wyglądała, jakby przed chwilą uprawiała gorący seks.
-Wiesz, kto ma dzisiaj towar? - zapytała, wyginając usta w obrzydliwym uśmiechu.
-Co? - odpowiedziała niekulturalnie.
-Jesteś laską Tomlinson'a i takich rzeczy nie wiesz? Będziesz kolejną dziwką do wykorzystania.
Udała się w stronę toalet, których, swoją drogą, było dość dużo. Zignorowała jej słowa, chociaż mocno ją to zabolało. Ukłucie w sercu nie chciało szybko jej opuścić.
Czy w tym domu na pewno mieszka jeden, dwudziestoparoletni mężczyzna?
-Ile masz? - usłyszała znajomy szept, przez co wychyliła delikatnie zza ściany, szukając źródła głosu.
-Dziesięć funtów.
Dostrzegając Campell, ruszyła w jej stronę, przez co nastolatka wręczyła szybko jakiemuś chłopakowi woreczek z białymi tabletkami, popychając go w stronę męskiej toalety.
-Co ty robisz? - warknęła na nią, szarpiąc za ramię.
-Abbie, puść - powiedziała, wyrywając się - Zarabiam.
-Sprzedając narkotyki?!
-Myślisz, że tylko ja to tutaj robię? - zaśmiała się, pędząc w swoich szpilkach na zewnątrz, przeciskając się przez kolejne tłumy.
Pobiegła zaraz za nią, dostrzegając w tłumie Harr'ego, który wyciągnął kilka małych torebeczek z koszeni spodni. Dziewczynie, stojącej naprzeciw niego oczy się zaświeciły jak dwie lampeczki.
-Trzydzieści funtów za to, a za to po pięć - oznajmił, wskazując palcem na uzależniające świństwo.
Na oko starsza od niego kobieta wcisnęła mu plik banknotów w dłoń, zabierając ówcześnie z niej narkotyki. Pognała do wyjścia, a on zadowolony zagryzł wargę, licząc kolejno pieniądze.
-Ty sukinsynie - syknęła, uderzając go w twarz z otwartej dłoni.
Harry niebezpiecznie się zachwiał, lecz przytrzymał się ściany budynku, dziwacznie poruszając szczęką, próbując pozbyć się niekomfortowego uczucia.
-Oszalałaś?! - krzyknął, łapiąc ją za nadgarstki, kiedy kolejny raz próbowała go uderzyć.
-Jesteś popieprzony! Jak możesz wciągać w to gówno moją przyjaciółkę?! - szarpała się, nieskutecznie próbując się uwolnić.
-Abbie! Zarabiamy, żeby móc wyjechać! Rozumiesz? - szepnął jej do ucha, przyciągając ją do swojego ciała.
-Dlaczego ja nie mogę robić tego za nią? - powstrzymywała łzy, chcąc nie rozmazywać makijażu, nad którym siedziała sporo czasu.
Odciągnął ją na bok, chowając się za kilkoma potężnymi drzewami, wyciągając ze spodni kilka torebeczek i chwytając jej kopertówkę, ukrył w środku wszystkie środki odurzające.
-Idź pod grill. Siedzi tam grupka spitych nastolatków. Powiedz, że masz towar. Kokę masz w woreczku z literką 'c', a Ecstasy z 'e'. Tabletki po cztery funty, proszek dwie stówy za torebkę - spojrzał na nią, oczekując potwierdzenia.
Potaknęła, szybko oddalając się. Poprawiła swoje włosy i widząc z dala pijanych rówieśników, niepewnie podeszła do nich, rozglądając się dookoła. Jednej z nich, chłopak z tunelami w uszach oraz czarnych włosach, wyjął fajkę z ust, po czym uniósł swoją brew, odgarniając długą grzywkę z oczu. Emos?
-Mam ... towar - zająknęła się, a widząc świeczki w oczach, jak przypuszczała, lidera, nabrała trochę pewności siebie.
-Co masz? - zapytał zachrypniętym głosem, uwolniwszy szarawy dym z ust.
Wyjęła z torebki dwa woreczki z różnymi literkami, ukazując je nastolatkowi. Podniósł się z miejsca, wyciągając ze skórzanej kurtki plik banknotów. Odliczył kilka, lecz przestał, bo wiedział, że stawki się zmieniły. Zadeptał filtr od papierosa, po czym zagryzł dolną wargę, spoglądając ponad blondynkę.
-Ile? - zapytał z oschłością.
-Ecstasy po cztery, kokaina dwieście - spuściła wzrok, kurczowo trzymając narkotyki w dłoni.
-Dziesięć tabletek, trzy torebki koki.
Wytrzeszczyła oczy, wyciągając jedno opakowanie białych pigułek oraz trzy z proszkiem. W głosie dodała sobie wszystkie kwoty, a sumę wypowiedziała szeptem:
-Sześćset czterdzieści.Wręczył jej nierówno, a gdy wyciągnęła swój portfel, by wydać resztę, on zaśmiał się cicho, odbierając szkodliwe substancje od niej.
-Reszty nie trzeba.
Pokiwała głową, po czym szybko oddaliła się, szukając wzrokiem Harr'ego. Niestety... nie wszystko poszło po jej myśli.
Znajomy zapach perfum doszedł do jej nozdrzy, przez co serce znalazło się w gardle. Przełknęła ślinę, słysząc bicie najważniejszego mięśnia w swoim organizmie. Podniosła nieśmiały wzrok na do bólu straszne oczy Tomlinson'a, które buchały piorunami.
-Co ty, kurwa, przed chwilą, zrobiłaś?







