piątek, 4 kwietnia 2014

[16] Shot

Ze strachem wpatrywała się w jego uśmiechniętą buźkę. Odsunęła się kilka kroków, próbując wyrwać rękę z uścisku, jednakże od przyciągnął ją do siebie, odwracając plecami do siebie. Przejechał nosem wzdłuż linii jej szczęki, po czym chwycił drugą rękę i wygiął w tył, chowając oba nadgarstki nastolatki w swojej dużej dłoni. Syknęła z dyskomfortu, po czym błagalnie spojrzała na kulącego się z bólu chłopaka.
Chrząknięcie Liam'a wyrwało ją z zamyśleń. Napakowany mężczyzna podszedł do Louisa, kolejny raz uderzając go pięścią w brzuch. Jęk bólu wydobył się z jego ust, po czym padł na kolana. Pisk dziewczyny został przerwany poprzez przystawienie broni do jej skroni. Przełknęła głośno ślinę, a potok łez wypłynął z jej oczu. Nieregularnie i szybko oddychała, bojąc się jak cholera.
- Wiesz, musiałem w jakiś efektowny sposób pokazać, że wracam do tej pierdolonej gry - wymruczał do jej ucha, kiedy kolejny cios został zadany Louisowi, tym razem w twarz - Muszę przyznać, że twoja przyjaciółka ma niezłego cela. Cały czas zastanawiam się, jak jej się odwdzięczyć.
Popchnął ją, przez co padła na kolana. Pstryknięcie palcami i dwóch pakerów udało się z Liamem, wsiadając do furgonetki i udali się w bliżej nieznanym Abbie kierunku.
Podniosła się, czując jak pieką ją kolana i podbiegła do skomlącego rannego. Obróciła go na plecy, od razu dostrzegając rozciętą i lekko opuchniętą wargę.
Pogłaskała go po policzku, a on uśmiechnął się, gdy ciepłą dłonią muskała jego twarz. Ucałowała jego usta, uprzednio zamykając powieki. Poczuła metaliczny smak krwi, przez co oderwała się i starła ciemno-czerwoną ciecz ze swoich ust.
- Jedźmy do domu - szepnął, chwytając jej dłoń.
-  Chyba nie jesteś w stanie prowadzić, Louie - powiedziała, obserwując jak próbuje się podnieść.
- To nic takiego - z grymasem stanął na obolałych nogach, poprawiając marynarkę na swoich ramionach.
Dziewczyna spojrzała na swoją suknię, która nie odniosła żądnych szkód. Szepnęła, by poczekał, a on przesłał jej w powietrzu buziaka.
Szybko udała się do restauracji, zabierając płaszcz chłopaka oraz swoją torebkę i buty. Nie pożegnała się z rodzicami, jednak poprosiła o przekazanie informacji, że wraca do domu, swoją ciotkę, która wychodziła z toalety.
Chcąc pozostać niezauważoną, popędziła w stronę auta. Zdyszana zajęła miejsce pasażera, wrzucając wszystkie pakunki na tylne siedzenia. Louis ruszył, wyjeżdżając z parkingu i nie używając kierunkowskazu, skręcił w przeciwną stronę od tej, którą powinni udać się do domu.
Abbie bała się zapytać o to, gdzie jadą. Odsunęła trochę swój fotel, zapinając pas bezpieczeństwa i obniżyła oparcie do pozycji półleżącej. Przykryła się kocem, który wciąż leżał na siedzeniu i zawstydzona spojrzała na zasychającą, białą plamę na skórzanym fotelu. Zarumieniła się, szybko okrywając swoje zziębnięte ciało.
- Chcesz iść spać? - zapytał, zaszczycając ją sekundowym spojrzeniem.
- A skąd mam wiedzieć, jak długo będziemy jechać? - uniosła jedną brew, bawiąc się swoimi włosami - Odwieziesz mnie do domu, prawda?
Mina mu zrzedła i skupił się na prowadzeniu samochodu. Zacisnął dłonie na kierownicy, po czym włączył kierunkowskaz i skręcił w prawo. Przed nimi ciągnęła się droga, będąca prawie pustkowiem. W oddali dostrzec jedynie można było kilka domków oraz stację benzynową ze sklepem spożywczym. Zatrzymał się, by zatankować. Wyjął portfel ze schowka, po czym sam się obsłużył, udając się do środka, by zapłacić za paliwo.
Wrócił z dwoma kubkami przepełnionymi ciepłą herbatą. Jeden z nich podał Abbie, która leżała na boku, wpatrując się w opuchniętą od ciosów twarz Louis'a. Sama wyrwała mu po chwili portfel z rąk, wyplątując się z koca i udając się do sklepiku, kupując zwyczajne tabletki przeciwbólowe, plastry, chusteczki higieniczne oraz wodę niegazowaną. Podziękowała z uśmiechem, płacąc, po czym udała się z powrotem do samochodu, po czym ruszyli, oboje zapinając pasy.
Po kilkudziesięciominutowej drodze znaleźli się na polnej dróżce, którą szybko przejechali. Wjechał na podjazd, parkując samochód w garażu, otworzywszy pilotem, który miał wewnątrz pojazdu.
Dziewczyna przysnęła po wypiciu ciepłej herbaty. Kiedy otworzył drzwi od strony pasażera i odpiął jej pas, chciał ją wziąć na ręce, jednak ona przebudziła się, ponieważ samochód od dłuższego czasu stał w bezruchu. Spała strasznie niespokojnie, czuwając. Louis uśmiechnął się do niej, cmokając jej ciepłe czoło i mimo wszystkiego wziął ją na ręce jak pan młody swoją żonę, przenosząc przez próg wspólnego mieszkania. Ucałował jej spierzchnięte wargi, po czym odstawił na ziemię, zabierając z tylnych siedzeń ubrania oraz zakupy. Cały czas odczuwał ból, jednak starał się nie okazywać tego.
Chwytając jej szczupłą dłoń, wyszli z garażu, zamykając za sobą bramę. Kluczami otworzył dwa zamki, a Abbie przypomniała sobie, gdzie się znajdują. Weszli do środka, upewniając się, że nikt nie wejdzie do środka. Rzucił klucze na stół w kuchni, ściągając płacz nastolatce i odkładając go na krzesło. Dziewczyna zsunęła ze stóp baleriny i ułożyła się na brzuchu na kanapie, przymykając powieki.
Louis zdjął marynarkę i rzucił na blat, ściągając swoje lakierki wraz ze skarpetkami. Boso udał się do salonu, gdzie leżała Abigail. Delikatnie usiadł na jej pośladkach, czując nieprzyjemny ból w okolicach żołądka. Swoje dłonie ułożył na jej ramionach, subtelnie je ściskając i masując.
Mruknęła, kiedy nacisnął na spięte mięśnie. Użył trochę więcej siły, by je rozluźnić. Gdy zrobiło mu się gorąco, rozpiął dwa guziki swojej koszuli i poluźnił krawat.
Abigail zrzuciła go z siebie, przez co upadł na ziemię i zaśmiał się. Przyniosła z kuchni zakupione rzeczy do opatrzenia ran. Polała chusteczki wodą i przemyła skaleczoną wargę.
Później szybko oczyściła rany na dłoniach, zaklejając je plastrami. Ucałowała jego policzek, po czym wstała, odkładając wszystko na stolik.
- Chodź - pociągnął ją za rękę, wbiegając na piętro.
Weszli do pomieszczenia na końcu korytarzyka i zapalił światło. Pokój posiadał czerwone ściany. Ciemnobrązowa podłoga miała taki sam odcień jak pościel na łóżku z walającymi się na nim kremowymi poduszkami. Ogromna szafa, rozciągająca się prawie na całą długość ściany oraz szklane drzwi na balkon, przysłonięte białymi żaluzjami.
- Musimy się wynieść z tamtego mieszkania i wprowadzimy się tutaj. Mam nadzieję, że podoba ci się nasza sypialnia.
- Jak to nasza? - zamrugała kilka razy powiekami, obserwując jego szczęśliwą twarz.
- Chcę żebyś mieszkała ze mną. Tak jak wcześniej.
- Louis, wciąż obserwuje cię policja. Nie chcę, by coś ci się stało.
- Przestań w końcu gadać - złapał jej kark, przyciągając ją do upragnionego pocałunku.
Drugą dłoń położył na jej biodrze, ściskając swoimi palcami. Zerwała jego krawat, po chwili odpinając każdy kolejny guzik koszuli, którą później rzuciła za siebie.
Dźwięk suwaka sukienki oznajmił jej, że została rozpięta, a po chwili opadła do jej kostek. Louis szybko kucnął, ściągając rajstopy z jej chudych nóg.
Popchnęła go tak, że łóżko ugięło się pod jego ciężarem. Szybko chwyciła krawat, leżący obok nogi łóżka. Wzięła jedną rękę, przywiązując do górnej ramy łóżka. Skupiła się, by pętle były dość mocne, po czym ucałowała jego skroń, lecz przestała, gdy poczuła palce pod swoją bielizną. Oblizała usta, lecz szybko ocknęła się, przywiązując drugą kończynę do łóżka.
- Niegrzeczna dziewczynka - mruknął, ciągnąc rękoma w dół.
Uśmiechnęła się, podążając w dół. Powoli, z zagryzioną wargą odpięła pasek w spodniach wraz z rozporkiem i guzikiem. Ukazał jej się dość gruby pasek od bokserek. Strzeliła z gumki, która z plaskiem wylądowała z powrotem na jego biodrach. Uniósł ciało, dzięki czemu zsunęła jego spodnie. Upuściła je na panele, przez co sprzączka wywołała hałas.
Spojrzała na jego ciało pokryte tatuażami. Przejechała rozłożoną dłonią po całej długości jego torsu, a na koniec wzdłuż tatuażu.
Jej uwagę zwróciła wielka, czerwona plama na jego brzuchu. Z przerażeniem spojrzała w jego oczy, wiedząc, że będzie z tego ogromny siniak. Chciał uspokoić ją pocałunkiem, więc kiedy gwałtownie poruszył rękoma, poczuł lekki ból w nadgarstkach, wywołany poprzez wrzynający się materiał.
Ucałowała miejsce pobicia, chcąc być jak najbardziej delikatną. Kiedy niespokojnie się poruszył, mocno chwyciła jego krocze, wbijając w nie niezbyt mocno paznokcie. Przymknął swoje powieki, wypuszczając powietrze z ust.
Ułożyła się na boku, mając głowę na wysokości trochę powyżej jego bioder. Nogi podkurczyła, by nie wystawały poza łoże. Palcem wskazującym zataczała kółeczka na jego męskości, okrytej przez bokserki. Penis coraz szybciej pobudzał się do życia, a cienki materiał mocno podkreślał jego kształty.
- Nie baw się ze mną - warknął gardłowo, niespokojnie się poruszając, na co ona zaśmiała się.
Podniosła się, siadając na jego udach. Schyliła się, całując jego sterczącą erekcję, po czym spojrzała na jego twarz, którą pokrywały kropelki potu.
- Jakieś specjalne życzenie? - uwodzicielsko powiedziała, naciskając swoją kobiecością na jego penisa, poruszając biodrami.
Nie potrafił się odezwać. Był zupełnie w innym świecie, świecie, gdzie boginią jest Abigail. Skupiał się tylko na jej ruchach, które doprowadziły go do orgazmu, kiedy zdjęła mu bieliznę i dalej pocierała jego wrażliwe miejsce.
- Rozbierz się - sapnął, próbując się podciągnąć do pozycji półleżącej.
Nastolatka podniosła się, przez co górowała wzrostem. Wygięła swoje ręce w tył, odpinając stanik, który z powodu braku ramiączek, opadł na brzuch Louisa. Chłopak zachowywał się jak napalony szesnastolatek. Wpatrywał się w niczym nieokryte piersi swojej kochanki, a później obserwował jej ruchy przy ściąganiu dolnej części bielizny.
Usiadła na jego penisie, a czubek zahaczył o jej łechtaczkę. Krótki jęk wydobył się z jej gardła. Nie mogąc dłużej czekać, klęknęła, biorąc potężną męskość w swoje dłonie, po czym nakierowała ją na swoje wejście, nabijając się na penisa. Tomlinson poczuł wielką ulgę i napływającą chęć ostrego seksu. Abbie odchyliła swoją głowę w tył, dłońmi opierając się o obolały brzuch kochanka. On jednak nie zwracał uwagi na ból. Dla niego liczyło się to, jak mocno Abbie zaciśnie się wokół niego.

- Boję się, że coś mu się stało - szepnęła na tyle głośno, by Zayn usłyszał jej zmęczony głos.
Podszedł do niej, siadając przy jej wiotkim ciele i odgarnął kilka niesfornych kosmyków jej włosów. Podniósł ją tak, by swobodnie siedziała, po czym objął ją swoimi ramionami, pozwalając jej wtulić głowę w tors pachnący lawendowym żelem pod prysznic.
- Zna się na fachu. Nic mu nie będzie - odpowiedział, głaskając jej plecy.
- Mamy jakieś piwo? - zawołał Niall, wychodzący z łazienki.
- W szafce na dole - odpowiedziała, wpatrując się w ciemne niebo.
Trzask drzwi oznajmił o czyimś wtargnięciu do mieszkania. Cher od razu oderwała się od ciała Malika, odwracając się o kilkaset stopni, by dostrzec, kto wszedł do środka.
Widok, który zastała, totalnie ją zszokował. Harry, trzymając się za lewe ramię, wbiegł do kuchni, a zaraz za nim Zayn, który pomógł ściągnąć mu zakrwawioną bluzę i podwinął dziurawy rękaw jego koszulki. Wyciągnął z apteczki wszystkie potrzebne rzeczy, po czym zabrał się za oglądanie rany postrzałowej.
Cheryl weszła do środka, trzymając się za ramiona. Dostrzegając dziurę w ramieniu Stylesa, poczuła, że świat dookoła niej wiruje i upadła na ziemię, mdlejąc.
- Cherry! - podniósł głos Harry, który niespokojnie siedział na krześle.
Niall zakładając w pośpiechu dresy, wbiegł do kuchni, klękając przy nieprzytomnej dziewczynie. Poklepał ją kilka razy po policzku, lecz kiedy to nie poskutkowało, wziął ją na ręce i ułożył na sofie, po czym chlusnął jej w twarz wodą z butelki, która znajdowała się na stole. Niestety i to nie dało żadnego, pozytywnego skutku.
- Niall, zróbże coś, do cholery! Niech ona się obudzi! - krzyczał ranny, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy swojej dziewczynie.
- Robię co mogę, okay?!
Zestresowany potrząsnął jej ramionami, po czym ponownie wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki, układając ją w wannie, na swoich kolanach. Wziął do ręki prysznic, po czym odkręcił wodę, mocząc całe jej ciało. Wtedy poderwała się, ale on złapał ją i przytrzymał w miejscu, uprzednio wyłączając źródło wody.
- Chcę do Harrego - rozpłakała się jak małe dziecko, trzęsąc się z zimna i strachu.
Szybko wyszła z wanny, zatrzaskując drzwi przed nosem blondynowi. Zdenerwowany wylazł z łazienki, patrząc, jak nastolatka siada na kolanach zielonookiego. Objęła jego ciało swoimi drżącymi rękoma, mocząc całe jego ubranie. Włosy przykleiły się jej do szyi oraz twarzy. Krople wody z prysznica mieszały się z jej własnymi łzami.

Ciepły prysznic rozluźnił jej mięśnie. Z uśmiechem myła swoje ciało, jednakże wykonując delikatne ruchy. Pochylając się, czuła niezbyt komfortowe uczucie w okolicach swojego krocza.
Zawinęła włosy w jeden ręcznik, zaś drugi owinęła wokół swojego ciała. Zajrzała do szafki pod umywalką i znajdując nienapocząte opakowanie ze szczoteczkami, rozerwała je i wyjęła jedną w kolorze cytryny. Wzięła miętową pastę, nakładając trochę na włosy szczoteczki, po czym wyszorowała swoje zęby, płucząc buzię wodą.
Ubrała swoją bieliznę, po czym narzuciła na ramiona koszulę Louisa. Wyszła, wciąż mając włosy owinięte w materiał chłonący wodę. Spojrzała na unoszącą się klatkę piersiową swojego chłopaka. Jego ręce opadły po obu stronach jego ciała. Nogi oraz biodra zostały schowane pod brązową kołdrą.
Usiadła na krawędzi łóżka, obserwując jego twarz. Spał od kilku godzin, natomiast Abbie przebudziła się, czując nagłą potrzebę usunięcia potu ze swojego ciała.
Podeszła do okna i wyjrzała przez nie, spoglądając na rozjaśniające się niebo. Objęła swoje ciało rękoma, obserwując uginające się drzewa pod wpływem silnego wiatru.
- Nie powinnaś przypadkiem spać? - zapytał, podpierając się na łokciu.
- Musiałam się wykąpać.
- Jest prawie świt. Chodź - poklepał miejsce koło siebie, po czym przetarł zaspane oczy.
Wróciła na miejsce, siadając i krzyżując nogi. Westchnęła, po czym poczuła włosy, łaskoczące ją w nogi. Wplotła swoje palce w brązową czuprynę chłopaka, a on spojrzał na jej smutną twarz, po czym mocniej wtulił się w jej brzuch, przykładając do niego swoje usta. Dmuchnął powietrzem, nie odrywając warg, a powstały dźwięk rozbawił Abbie.
- Zabiorę cię na wakacje - powiedział, cmoknąwszy jej płaski brzuszek.
- Mamy połowę stycznia, Loulou.
- Wyjedziemy, kiedy umorzą zarzuty, a później... - przerwał, przełykając ślinę - ...zamieszkamy razem?
Uśmiechnęła się, pochylając się, by złączyć ich usta. Ręcznik rozwinął się, zakrywając ich głowy. Wargi złączone w czułym pocałunku nie potrafiły się od siebie oderwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz