poniedziałek, 9 czerwca 2014

[17] Hurt

Louis bezpiecznie odwiózł Abbie do domu. Kiedy chciał wejść do środka, ona zaprzeczyła, nie chcąc, by został zauważony przez rodziców. Przelotnie cmoknęła go w policzek, zabierając reklamówkę z butami i wyszła z auta, truchtem biegnąc do mieszkania. Nie wyobrażała sobie, jaką krzywdę zrobiła chłopakowi, w pewien sposób odtrącając go. Liczył na większą czułość z jej strony. A może ona zraziła się do niego?
Osiemnastolatka zamknęła za sobą drzwi, pozbywając się płaszcza. Wchodząc w głąb mieszkania, usłyszała radosne śmiechy. Odpięła guzik marynarki i spięła włosy gumką, którą miała na nadgarstku.
- Gdzie byłaś? - usłyszała stanowczy głos ojca.
- U Cheryl - skłamała, czując jak jej ręce zaczynają się pocić.
- Z kim przyjechałaś? - poczuła się jak na przesłuchaniu, przez co zacisnęła dłonie w pięści.
- Dan... - błagalny szept Jay uspokoił go, lecz nie na tyle, by zaprzestał wypytywać córkę o szczegóły.
- Jej chłopak przyjechał i zaproponował mi podwózkę. Zadowolony? - odwróciła się, dostrzegając zszokowaną minę jej babci.
Szybko do niej podbiegła, wtulając się w jej ramiona. Staruszka zaśmiała się, głaszcząc ją po głowie, później odciskając wzór swoich ust na jej czole.
- Babcia zajmie się tobą, kiedy nas nie będzie - oznajmił ojciec, podstawiając pod nos swojej matki kubek z gorącą herbatą, osłodzoną łyżeczką miodu.
Abbie westchnęła, wciąż wtulając się w drobne ciało ukochanej babci. Ucałowała jej zmarszczony policzek, po czym pobiegła na piętro, rzucając w kąt obie pary butów. Marynarkę zawiesiła w szafie, a sukienkę odłożyła na łóżko. Z szuflad wyjęła parę kwiecistych spodni, które nie za bardzo jej się podobały, jednak dostała je od babci dwa lata wcześniej na święta. Chciała jej sprawić przyjemność. Do tego sięgnęła po niebiesko-różową bluzkę na grubszych ramiączkach z wzorem palm. Od razu przypomniała jej się sytuacja, gdy Louis obiecywał jej wyjazd na wakacje. Potrząsnęła głową, chcąc nie myśleć o zdarzeniach sprzed kilku godzin. Na samą myśl bolało ją podbrzusze.
Zeszła na dół, w biegu zakładając pasiaste skarpetki i znalazła się w kuchni, wstawiając wodę w czajniku. Nasypała sobie łyżeczkę kawy, mimo że niezbyt za nią przepadała. Musiała się rozbudzić.
- Przez naszą nieobecność masz słuchać babci - powiedział Dan, przerywając dialog pomiędzy żoną a swoją mamą.
- Nie jestem małym dzieckiem - warknęła, opierając się dłońmi o blat.
- Chcę, żebyś była bezpieczna, zdala od tego kryminalisty... - dodał ciszej.
- To wciąż jest mu syn, do jasnej cholery! - krzyknęła Johannah, podrywając się z miejsca.
Trzask drzwi spowodował wzdrygnięcie się jej teściowej. Kobieta odetchnęła głęboko, zatapiając usta w gorącej herbacie, po czym z przejęciem spojrzała na ciężko oddychającą wnuczkę.
Zalała kawę wodą, po czym dosypała łyżeczkę cukru, siadając jak najdalej od ojca. Zmierzyła go wrogim spojrzeniem, później zaczynając mieszać łyżeczką w napoju.
Dan powrócił do rozmowy z Katherine, wypytując ją o to, jak podobała jej się ceremonia i wesele, na co Abbie prychnęła pod nosem, zwracając na siebie uwagę starszej pani Deakin.
Po piętnastu minutach rozmowy, ojciec znów zaczął nasuwać temat Louisa. Blondynka głęboko oddychała, starając się uspokoić, jednakże niezbyt jej to wychodziło.
Nie mogąc już słuchać oszczerstw w stronę jej kochanka, poderwała się, strącając ze stołu wszystkie naczynia.
- Pieprz się! Nic nie wiesz! - krzyczała do niego, po czym biegiem popędziła do swojej sypialni, jednak w połowie drogi zatrzymał ją cichy szloch, wydobywający się z małżeńskiej sypialni.
Po cichu podeszła do drzwi, przystawiając ucho do drewnianej płyty. Niezbyt wyraźny płacz Jay poruszył jej serce, przez co nacisnęła klamkę i weszła do środka. Kobieta leżała zwinięta w kłębek na łóżku, zwrócona plecami do swojej pasierbicy. Niepewnie podeszła do macochy, siadając na łóżku. Położyła swoją drobną dłoń na jej ramieniu, jednak po chwili zabrała ją, kładąc się tuż przy niej i uwalniając kilka łez, które zmoczyły poduszkę.
Jay obróciła się, przygarniając ją do swojej klatki piersiowej. Masowała jej plecy, wciąż płacząc i pozwalając Abbie moczyć jej koszulkę.
- Nie mogę słuchać jak on go tak oczernia - szepnęła starsza z kobiet, cmokając w czoło dziewczynę - To wciąż mój syn. Popełnił błędy, ale...
- Ja wciąż go kocham - odpowiedziała Abbie, zanosząc się jeszcze większym płaczem.
- Już za późno na to, Abigail - westchnęła, ale po chwili zdała sobie sprawę z jednej, bardzo ważnej sprawy - Czy wy spaliście ze sobą?
Nie odpowiedziała. Nie chciała, by się o tym dowiedziała. Oddaliła się od jej ciała, wyszeptując nieme przepraszam, po czym wyszła z sypialni, zostawiając Johannah w kompletnym osłupieniu.

Wieczorem pożegnała się z mocochą czułym uściskiem, jednakże nie zrobiła tego samego z ojcem. Uciekła, chowając się na piętrze w swojej sypialni. Dan westchnął ze zrezygnowaniem, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo pogorszyły się jego stosunki z córką. Poprosił swoją matkę, by uważała na nastolatkę, która w jego mniemaniu zaczęła sprawiać wiele kłopotów.
Po opuszczeniu domu przez nowożeńców, starsza kobieta spokojnym tempem poszła na piętro, odszukując sypialnię wnuczki i zapukała delikatnie, uchylając drzwi. Dziewczyna stała przy oknie, obserwując odjeżdżającą taksówkę. Przełknęła ślinę, krzyżując ręce, po czym upadła na łóżko, wpatrując się w sufit. Kate przysiadła się obok, chwytając jej dłoń i ścisnęła palce, po czym popatrzyła w jej oczy, które zawsze uwielbiała.
- Co się z tobą stało, Ab? - zawsze mówiła do niej jeszcze bardziej zdrobniale niż inni. Na samo wspomnienie, kiedy w wieku pięciu lat, kolega zawołał ją tym przezwiskiem, Abigail uderzyla go w dłonie, mówiąc mu, że tylko babcia może ją tak nazywać.
- Wiele się zmieniło, babciu.
- Widziałam cię wczoraj z synem Jay w dość intymnej sytuacji - powiedziała nieśmiało, powodując, że ciało Abbie uniosło się w górę - To trudny wybór.
- Nie jesteśmy spokrewnieni. Zamierzam być szczęśliwa z Louisem, a ojciec ma gdzieś to, co ja czuję.
- A postawiłaś się na jego miejscu?
- On nic nie rozumie. Wciąż prowokuje Lou, by móc później wyzwać go od najgorszych. Gdzie w tym logika?

Cheryl przemogła się i wzięła od Zayna tackę z rzeczami wyjętymi z apteczki i podążyła do sypialni, gdzie zastała Harrego, wpatrującego się w księżyc, widniejący na niebie i oświetlając jego kamienną twarz.
Usiadła obok niego, odkładając metalowe naczynie na stolik. Przyjrzała się śpiącemu Louisowi, który wrócił do domu koło południa i po wzięciu prysznica, zasnął. Jedyne, co zszokowało nastolatkę to to, że słyszała cichy szloch, dobiegający zza drzwi, lecz była zbyt przerażona, by wejść do środka i zapytać się, czy wszystko jest w porządku.
Bez słowa podwinęła rękaw koszulki swojego chłopaka, zabierając się za odwijanie bandaża. Ubrudzony materiał odłożyła na ziemię, po czym gazikiem z wodą przemyła ranę, która oklejona była paskami, które były szwami zewnętrznymi. Nie mogli się udać do szpitala, ponieważ sprawa zostałaby zgłoszona na policję.
Odłożyła zużyty wacik i posmarowała maścią ramię, owijając je, niezbyt ciasno, w nowy bandaż, zawiązując na końcu pętelkę. Ubrudzone waciki i stary bandaż schowała do reklamówki, udając się do kuchni, by wyrzucić wszystko do kosza, a resztę odłożyć do szafki.
Zayn z Niall'em udali się na imprezę. Proponowali wyjście również dziewczynie, jednak ona odmówiła, chcąc zostać w domu i odpocząć. Ze zrozumieniem pokiwali głowami i wyszli z mieszkania.
Koło północy wzięła szybki prysznic, ubierając później świeżą bieliznę, czarne leginsy oraz rozcięgnięty, biały t-shirt. Z szuflady wyjęła kolorowe, ciepłe skarpety, którymi okryła swoje zimne stopy.
Po cichu poruszała się po mieszkaniu. Wzięła butelkę piwa, którą otworzyła, podważając kapsel nożem. Usiadła na podłodze, naprzeciw okna, uprzednio zgaszając światła w całym mieszkaniu. Samotnie siedziała, upajając się alkoholem. Nie skończyło się na jednej butelce.
Blisko drugiej w nocy Harrego obudził dźwięk tłuczonego szkła. Poderwał się, opierając się na rękach, przez co poczuł rwanie w postrzelonym ramieniu. Usiadł zgarbiony, po czym odkrył swoje ciało, czując chłód na ciele, okrytym bokserkami oraz luźną bokserką.
Kroczł stopami okrytymi ciepłymi skarpetami po panelach, lecz przystanął, słysząc dźwięk turlających się butelek oraz cichy śmiech Cheryl. Zdziwiony wszedł do pomieszczenia, zapalając światło. Stłumiony pisk dziewczyny spowodował jego chwilowe oszołomienie. Cher warknęła coś pod nosem, zgaszając światło.
- Zgaś to pierdolone światło! - krzyknęła, kiedy ponownie nacisnął włącznik.
Przystał na jej żądanie, po czym powoli podszedł do niej, uważnie stąpając, ponieważ nie zdążył zarejestrować, gdzie coś się potłukło.
Niechcący kopnął w butelki. Odgarnął je nogą, po czym usiadł obok kołysającej się na boki dziewczyny. Kiedy przechyliła się w jego stronę, poczuł mocny zapach piwa, co odurzyło go na chwilę, lecz po otrząśnięciu się, położył jej nogi na swoich udach, próbując przyciągnąć prawie bezwładne ciało bliżej siebie. Westchnął, kiedy Campbell roześmiała się i opychała się od jego ciała.
- Cheryl, do cholery! - burknął, podnosząc siebie i ją do pionu.
- Nie krzycz na mnie - szepnęła, uraniając kilka łez.
Zdenerwowany na siebie i swoją partnetkę, wziął ją na ręce i wniósł do sypialni, ściągając leginsy z jej nóg. Ułożył się na brzegu łóżka, przyciskając jej drobne ciało do siebie, lecz ona zrezygnowała z takiej pozycji i położyła się na plecach, zwracając się w jego stronę uśmiechniętą buźką.
- Zarzuć nogę na moje - poprosiła, a zapach piwa dotarł do jego nozdrzy.
Wykonał jej polecenie, po czym nastolatka objęła jego nogę swoimi, śmiesznie bawiąc się swoimi stopami, jednocześnie łaskoczocąc Stylesa w jego kończynę.
Przysunęła swoją głowę bliżej jego, zjeżdżając trochę w dół. Ucałował ją w czoło, obserwując jej zamknięte powieki oraz delikatny uśmiech. Sam uniósł kąciki ust do góry, po czym musnął jej usta. Splotła palce jednej ręki z jego dłonią, po czym odpływając w krainę snu, szepnęła w jego szyję:
- Kocham cię.

Następnego dnia obudził ją zapach warzywnej zapiekanki. Z uśmiechem zeszła na parter, obserwując babcię w swoim żywiole. Pocałowała ją w policzek, po czym zajęła miejsce przy stole, chwytając w dłonie parujący kubek z herbatą owocową.
- Wyspana? - zapytała, nakładająć Abbie na talerz pieczonych warzyw.
- Można tak powiedzieć - uśmiechęła się, chwytając widelec.
- Wiesz, tak sobie myślałam, że...  - popatrzyła na zajadającą się smakołykami nastolatkę - ...rozumiem twój ból, ale...
- Nie zmierzasz do tego, że mam dać sobie z nim spokój, prawda? - odłożyła widelec, obserwując jej smutną twarz.
- Abbie...
Wstała, udając się do sypialni, gdzie w pośpiechu zrzuciła z siebie piżamę i ubrała ciemne spodnie oraz pierwszą koszulkę, znalezioną na półce. Narzuciła na ramiona bluzę, po czym szybko zawiązała trampki na swoich stopach, na które uprzednio założyła skarpetki.
Z telefonem i słuchawkami w dłoni zbiegła na dół, ignorując prośby o wysłuchanie i chwytając płaszcz, wyszła z domu, udając się do centrum miasta, gdzie chodziła bez żadnego celu.
Spacerkiem podążała wśród zabieganych ludzi, czując się dziwacznie. Wsadziła w uszy słuchawki, puszczając pierwszą piosenkę z listy. Spokojna melodia pozwoliła uspokoić zszargane nerwy dziewczynie.
Gdy usiadła na ławce przy stawie, wdychała głęboko świeże powietrze. Oberwowała każdego człowieka, zastanawiając się, czy ma wybrankę bądź wybranka serca. Westchnęła, obserwując spacerujące pary lub małżeństwa z dziećmi. Zawsze chciała założyć rodzinę.
Czując czyjąś obecność, wyjęła słuchawki i spojrzała na osobę, która od kilku minut intensywnie wpatrywała się w nią. Czuła narastającą gulę w gardle, dostrzegając Liama, który jak gdyby nigdy nic, przygryzł swoją dolną wargę i zlustrował Abigail wzrokiem pełnym pożądania.
- Stęskniłem się - powiedział, poprawiając się na miejscu - Jak się trzyma Louis? Duże siniaki? - zaśmiał się jej prosto w twarz.
Miała ochotę rozpłakać się z bezradności. Jednak zebrała w sobie odwagę i podniosła się, wymierzając siarczysty policzek Payne'owi. Jego twarz przechyliła się na bok, jednak z furią w oczach spojrzał na nią, kiedy ona powoli się oddalała.
- Pożałujesz tego mała s... - został brutalnie powalony na ziemię prze Zayna, za którym szedł jego przyjaciel.
- Nie zbliżaj się, kurwa, do niej. Nigdy więcej - warknął, obejmując ją ramieniem i zarazem ciągnąc za sobą w pół przytomnego blondyna, który śmiał się z szatyna, otrzepującego swoje spodnie z ziemi.

- Nie! Zayn, proszę! - wyrywała się, kiedy stali pod blokiem, który zamieszkiwała czwórka przyjaciół z Cheryl.
- Abbie, co ci się stało? - zapytał spokojnie, łapiąc ją za oba ramiona.
Ona rozpłakała się, wciąż próbując uciec. Kiedy uwagę Zayna przykuł pijany Niall, delikatnie ją puścił, przez co ona szybko zawróciła, biegnąc przed siebie.
Mulat puścił się w pogoń za nią, jednak dziewczyna wyprzedzała go o dobre kilkaset metrów. W końcu skręciła w boczną uliczkę, a gdy okazało się, że jest to ślepy zaułek z dość niewysokim murkiem, wdrapała się na kontener, przeskakując przez ceglaną przeszkodę. Odetchnęła, lecz słysząc ciężkie kroki, odwróciła się, dostrzegając zdenerwowaną twarz Malika. Przestraszona biegła przed siebie, wybiegając na jezdnię. Z osłupienia wyrwał ją dźwięk trąbienia. Trąbienia samochodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz