Spokojnie spacerowała, rozglądając się dookoła, czy ktoś za nią nie idzie. W głowie opracowała sobie najkrótszą drogę do domu, która zajęła jej dwadzieścia minut.
Zamknęła za sobą drzwi, ściągając buty i płaszczyk. Zmarznięta weszła do kuchni, gdzie siedziała babcia z drutami w dłoniach. Nieśmiało się uśmiechnęła do staruszki, odwracając się w weszła do swojej sypialni. Zdjęła bluzę, odwieszając ją na krzesło. Rzuciła się na łóżko, wtulając twarz w poduszkę. Przymknęła powieki, lecz po chwili wybudził ją dźwięk telefonu. Wyjęła go ze spodni i spojrzała na wyświetlacz, który nie pokazywał żadnego numeru. Bała się odebrać, jednak zaryzykowała. Przyłożyła urządzenie do ucha, uprzednio wciskając zieloną słuchawkę.
- Tak? - zapytała, krążąc po sypialni.- Witaj znów, śliczna - śmiech, który uważała za okropny, wzbudził w niej kolejną falę strachu.
- Skąd masz mój numer?
- Uśmiechnij się. Nie do twarzy ci z tym zdenerwowaniem i strachem.
Przystanęła w miejscu. Wielka gula stanęła jej w gardle. Pierwsze, co zrobiła, to rozejrzała się po pokoju, szukając czegoś, co dałoby możliwość Liamowi podglądania jej. Następnie wyjrzała przez okno. Jego muskularne ciało opierało się o sportowe auto. Pomachał jej, wysyłając w powietrzu buziaka, natomiast dźwięk cmokania usłyszała w słuchawce. Jej ręce zaczęły drżeć, a nogi stały się miękkie jak wata. Odsłoniła firankę, próbując udowodnić, że się go nie boi. Oddech stał się nierównomierny i płytki.
- Tak sobie pomyślałem, że w końcu mógłbym coś zrobić dla Cheryl w podziękowaniu za to, że wyeliminowała mnie z gry na jakiś czas - warknął, zaciskając dłoń w pięść - Ale najpierw chciałbym z tobą pójść na kolację.
- Śnisz, sukinsynie - szepnęła, lecz on wystarczająco dobrze ją usłyszał, by uderzyć ręką w drzwi pojazdu.
- Jak sądzisz? Cher powie, że jestem lepszy w te klocki niż Harry?
- Nie zrobisz jej krzywdy?
- Muszę się nad tym zastanowić. To i tak zależy od ciebie. Widzimy się o siódmej.
Kiedy się rozłączył, ponownie jej pomachał, po czym wsiadł do czarnego auta, szybko odjeżdżając z ulicy. Abigail wciąż trzymała telefon przy uchu, mimo że rozmowa nie trwała już od jakiś dobrych dwóch minut.
Rzuciła komórkę w ścianę, przez co spadł na ziemię w częściach. Schowała się pod łóżkiem, gdzie leżała na brzuchu, wpatrując się we wciąż zepsute urządzenie. Zamknęła oczy, a słone łzy spływały po jej policzkach, tworząc własne ścieżki i kończąc swoją drogę na puchatym dywanie.
Zayn popchnął wciąż nietrzeźwego Nialla na łóżko, które zaskrzypiało pod jego ciężarem. Ściągnął jego trampki, bluzę oraz jeansy, układając ubrania na krześle, a buty przy łóżku. Przykrył chłopaka kołdrą, gasząc światło i zasłaniając okna. Westchnął, widząc jak opatulił się kołdrą po samą szyję. Z delikatnym uśmiechem na twarzy wyszedł z sypialni, zamykając drzwi i usiadł na kanapie, zajmując miejsce obok Harr'ego. Chłopak poruszył swoją zranioną ręką, przez co syknął, zwracając na siebie uwagę Mulata.
- Gdzie Louis i Cher? - zapytał w końcu Zayn, zagłuszając dźwięk telewizora.
- Louis siedzi w sypialni i patrzy się w okno od trzech godzin, a Cher śpi.
- Jest prawie wieczór - powiedział, lecz po chwili zainteresował się stanem swojego przyjaciela, ale nie zdążył o nic zapytać, gdyż Harry wyprzedził go z odpowiedzią.
- Upiła się.
- Stało się coś Louisowi?
- Milczy.
Zaniepokojony Zayn sam postanowił sprawdzić, co się dzieje, więc podniósł się i skierował się do pokoju. Wszedł najciszej jak potrafił, by nie obudzić przypadkiem Cheryl. Dziewczyna jednak spała jak zabita, wtulając się w kołdrę.
Następnie przeniósł wzrok na szatyna, który siedział zwrócony twarzą do okna, krzyżując nogi i trzymając w dłoniach żółtą poduszkę. Mocno ją gniótł, jakby miało dać to upust jego emocjom.
Położył swoją ciężką dłoń na jego nagim ramieniu. Wzdrygnął się, czując na sobie chłodną kończynę, lecz nie spuszczał wzroku z jakiegoś punktu, który znajdował się na zewnątrz.- Louis, co się dzieje?
Odpowiedziała mu cisza. Nie obdarzył go nawet sekundowym spojrzeniem. Mocniej zacisnął tylko swoje palce na materiale, który zakrywał wielkiego siniaka na jego brzuchu.
Chciał się zwierzyć, ale nie potrafił. Pierwszy raz w życiu czuł, że jest poważnie... zakochany. Niestety, jego miłość była miłością zakazaną, nie mającą prawa istnieć.
Otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak po chwili je zamknął, rezygnując z próby wyjaśnienia swojego zachowania. Ramiona przyjaciela objęły jego ciało, a on odwzajemnił uścisk, opierając brodę na jego ramieniu.
- Nie chcę jej stracić, Zayn - szepnął, odsuwając się od jego ciała, które pachniało damskimi perfumami i alkoholem.
- Czy między wami coś się wydarzyło? Coś złego?
- Ja nie wiem. Była taka... oschła.
- Spotkałem ją. Nie chciała tu przyjść. Jakby się bała.
Źrenice Louisa powiększyły się, gdy spojrzał na zestresowaną twarz świeżo upieczonego dwudziestotrzylatka. Poklepał go po ramieniu, lecz on zrzucił jego dłoń, szybko się podnosząc. Ubrał na siebie starte spodnie oraz pierwszą koszulkę, która wpadła w jego ręce. Złapał bluzę oraz parę skarpet, wciągając je na stopy w biegu. Ze stolika w salonie wziął swoją komórkę, po czym wybiegł na korytarz, ignorując ból brzucha. Znoszone adidasy wylądowały na jego stopach. Wziął dokumenty i korzystając z windy, zjechał na parter, wciągnąwszy przez głowę bluzę.
Wsiadł do czarnego samochodu, odkładając wszystkie rzeczy i ruszył, chcąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu, jednakże wypadek, który blokował najszybszy dojazd, nie ułatwił mu tego.
Stała przed lustrem, obserwując swój strój, który składał się z koszuli w kolorze wyblakłej czerni, posiadającej biały kołnierzyk oraz szarawy pasek, przy którym znajdowały się guziki. Nogi wcisnęła w bordowe spodnie, posiadające bardzo małe akcenty granatu. Z butami miała największy problem, gdyż najbardziej pasowałyby obcasy, jednak rozważając wszystkie za i przeciw, postawiła na białe Martensy, które mogłyby służyć jej pomocą w razie ucieczki. Na ramiona narzuciła sweter, a do niewielkiej torebki wsunęła swoje dokumenty, portfel, telefon oraz gaz pieprzowy. Trzymając niewielką puszkę w dłoniach, przypomniała sobie sytuację, gdy babcia wręczyła jej to przed wyjazdem do Doncaster.
Zeszła na dół, równo z dźwiękiem dzwonka. Wyszła na korytarz, zakładając kurtkę i otworzyła drzwi, uprzednio krzycząc, że wychodzi i wróci późno.
- Byłbym bardziej zadowolony, gdybyś założyła sukienkę - szelmowsko się uśmiechnął, wyciągając w jej stronę swoją dłoń.
Pochwyciła ją, a on splótł ich palce razem, prowadząc do tego samego auta, przy którym stał w południe. Zamknął za nią drzwi, obchodząc pojazd dookoła i po zapięciu pasów, spojrzał na nią. Spuścił hamulec ręczny, wyjeżdżając ze spokojnej dzielnicy, po czym włączył się do ruchu na autostradzie.
Kilka minut później Louis znalazł się pod domem Abbie. Wysiadł z pojazdu i podbiegł do drzwi, dzwoniąc dwa razy. Otworzyła mu Katherine, przyglądając mu się z uśmiechem.
- Dobry wieczór, Louis. Coś się stało?
- Nie, nie. Jest Abbie?- Przykro mi, ale niedawno wyszła.
- Wie może pani z kim? - zająknął się, wpatrując się ze strachem w oczach w kobietę.
- Jakiś chłopak po nią przyjechał bardzo eleganckim samochodem. Była jakaś taka speszona i siedziała w tym aucie jak za karę. A ten chłopak wyglądał na miłego. Dość krótko ostrzyżony, miał zarost, niezbyt ciemna karnacja, duże oczy.
- Kurwa mać - szepnął, łącząc fakty - Dobranoc.
- Nie wejdziesz?
- Czas goni - fałszywie się uśmiechnął, wsiadając do auta i wziął komórkę do ręki, wybierając numer do nastolatki, która nie wiedziała, co robi.
Usiadła na krześle, które było osłonięte czerwonym materiałem. Zawiesiła torebkę na oparciu, po czym zaczęła wpatrywać się w bukiet kwiatów, znajdujący się na środku stolika. Splotła swoje palce na kolanach, chowając je pod białym obrusem.
Uważnie obserwowała jego ruchy. Z aroganckim uśmieszkiem wpatrywał się w nią, wygodnie rozsiadając się w krześle. Przełknęła ślinę, a ratunkiem była dla niej kelnerka, która przyniosła karty dań.
- Wybrałaś już coś? - zapytał po kilku minutach od odejścia dość młodej kobiety od stolika, na co nastolatka potaknęła głową.
Pstryknięciem palców, które było irytującym gestem jak dla Abigail, zawołał tę samą kobietę, zamawiając dla siebie kurczaka z warzywami, a nastolatka zrezygnowała z nieznanego jej dania, jakim była ryba z kapustą chińską i poprosiła o to samo, co Liam.
Potarł palcem wskazującym swoją dolną wargę, unosząc kąciki ust ku górze. Osiemnastolatka spięła wszystkie swoje mięśnie, odruchowo zakładając prawą nogę na lewo i mocno je ściskając.
- Małomówna jesteś dzisiaj - powiedział, nie zmieniając pozycji.
Posłała mu fałszywy uśmiech, rozglądając się dookoła i szukając jakieś znajomej twarzy, która mogłaby być w stanie zabrać ją z restauracji. Niestety, graniczyło to z cudem.
- Muszę do toalety - oznajmiła, podnosząc się z miejsca.
- Wracaj szybko - wodził za nią wzrokiem, dopóki nie zniknęła za drzwiami łazienki.
Schowała się w kabinie, wyciągając telefon z torebki. Momentalnie zaczął dzwonić, przez co wypadł jej z rąk, roztrzaskując się na podłodze wyłożonej ciemnymi kafelkami.
- Cholera jasna - mruknęła, zabierając części urządzenia i próbując złożyć je w całość.
Pomimo rozbitego ekranu uruchomiła komórkę, spoglądając z skrzynkę odbiorczą, gdzie znajdowało się multum nieodczytanych wiadomości od Louisa. Westchnęła, mając dylemat, by powiedzieć mu o tym, gdzie się znajduje, czy jednak nie.
Wiem, że zabrał cię z domu. Gdzie jesteście, do cholery?!
Dłonie zaczęły jej się pocić, widząc w głowie zdenerwowaną twarz Louisa. Postanowiła go chronić i nie dopuścić więcej do takiej sytuacji, jaka miała miejsce przed weselną restauracją. Wyciszyła telefon, chowając go z powrotem i wyszła z łazienki, uprzednio myjąc ręce.
- Myślałem, że się zgubiłaś - zaśmiał się, popijając wodę.
Znów się nie odezwała. Ułożyła białą serwetkę na swoich nogach, życząc smacznego Liamowi i zabrała się do jedzenia apetycznie wyglądającego kurczaka. Jednak przed pierwszym kęsem miała wątpliwości. Zawahała się, lecz widząc jego poganiające spojrzenie, przełamała się, nie myśląc o konsekwencjach.
Zdjęła ręcznik z głowy, po czym rozczesała wilgotne kosmyki włosów szczotką. Na z lekka kościste nogi wsunęła sportowe spodenki, a górę ciała otuliła jedną z bluz Harr'ego. Spojrzała na szatyna, który leżał na łóżku przodem do okna, osłaniając tęczówki powiekami. Przygnębiona nastolatka odłożyła szczotkę na stolik, po czym wdrapała się na niewielkie łóżko, układając się za zielonookim. Przylgnęła do jego pleców, oplatając go jedną dłonią w pasie.
Mężczyzna momentalnie otworzył swoje zmęczone oczy i zaczął bezustannie wpatrywać się w ciemne niebo za oknem. Czuł jej spokojny oddech na swoim karku, lecz nie odważył się odwrócić.
Opuszkami palców przejechała wzdłuż jego ręki, pokrytej w większości czarno-białymi tatuażami, obserwując, jak powoduje u niego gęsią skórę. Wzdrygnął się, co odebrała za odrzucenie drobnej pieszczoty i zaprzestała czynności, układając swoją mniejszą dłoń na jego, zaciskając palce. Nie poruszył się ani o milimetr.
Samotna łza spłynęła po jej policzku, a usta zacisnęły się w wąską linię. Próbowała nie zacząć szlochać, więc zamknęła oczy, puszczając jego dłoń i odwróciła się do niego plecami, starając odsunąć się jak najdalej. Jej dość zziębnięte ciało dodatkowo ochładzała ściana.
Po kilkudziesięciu minutach Harry podniósł się, udając się do kuchni. Nieświadomie wywołał jeszcze więcej łez u prawie zasypiającej dziewczyny. Wpatrywała się w ścianę, kreśląc palcem różne wzory. W natłoku swoich myśli zaczęła palcem zdrapywać farbę ze ściany, wypisując na niej kilka wyrazów.
Styles usiadł na kanapie, wlepiając wzrok w wyłączony telewizor. Nie potrafił poukładać swoich myśli, które dotyczyły jego uczuć co do Cheryl. Jedyne, co wiedział, to to, że nie jest mu obojętna. Nie wiedział, czy mógł nazwać to miłością.
Wypił szklankę zimnego mleka, a szklankę opłukał wodą i zostawił w suszarce. Wrócił do sypialni, podciągając wyżej swoje luźne dresy i spojrzał na Cherry, pogrążoną w głębokim śnie. Usiadł na krawędzi łóżka, dokładnie lustrując jej twarz, która wciąż była mokra od łez. Na poduszce utworzyła się plama, będąca pozostałością po kroplach wody, które wypływały z oczu Campbell. W jego serce zostało wbite tysiące noży, gdy doszedł do wniosku, że to przez niego.
Ułożył się zaraz za nią, odciągając ją od zimnej ściany. Okrył ich ciała kołdrą po same szyje, dostrzegając koślawy napis na ścianie. Jego wcześniej pokaleczone serce zregenerowało się i próbowało wyskoczyć z piersi, chcąc oddać się w ręce Cherry. Uśmiechnął się, całując jej policzek i przycisnął głowę do jej karku.
- Ja... ja ciebie też kocham - wyszeptał, zacieśniając swój uścisk.


To takie cudowne, aż sama się popłakałam
OdpowiedzUsuń