Poprawiając torbę z książkami, rozejrzała się dookoła. Każda osoba wydawała się jej podejrzana. Wciąż wydawało jej się, że jest obserwowana, że ktoś nagle wyrośnie przed nią niczym drzewo i skrzywdzi w jakikolwiek sposób.
Szybko odgoniła najczarniejsze myśli i po dziesięciu minutach weszła do budynku, który był szkołą. Podążyła do swojej szafki, wkładając do niej niepotrzebne książki. Zamykając drzwiczki, ujrzała twarz swojej przyjaciółki, przez co odskoczyła w tył, łapiąc się za miejsce, gdzie znajdowało się serce, które nierówno biło. Przełknęła ślinę, posyłając groźne spojrzenie Cheryl.-Teraz się tłumacz - uśmiechnęła się, krzyżując ręce.
-Wrócił syn Jay - szepnęła, wstydząc się.
-Ten kryminalista?! - prawie krzyknęła, lecz stłumiła ją dłoń Abby, znajdująca się na jej usta.
Dźwięk dzwonka ogłosił lekcję, więc udały się do klasy na lekcję angielskiego. Cher nie mogła się doczekać przerwy obiadowej, ponieważ chciała wyciągnąć wszystkie szczegóły od przyjaciółki.
-A przystojny chociaż? - zapytała, przez co Abby zakrztusiła się powietrzem.
Kiedy wyszły przed bramę, Deakin dostrzegła Louis'a, który opierał się o czarny samochód, mając skrzyżowane ręce. Jego głowa była przechylona, idealnie eksponując tatuaż. W jej gardle stanęła gula, ale starała się uwolnić choć trochę odwagi.
-To on - kiwnęła głową na dwudziestojednolatka, mocniej opatulając się szalem.
Cheryl wytrzeszczyła oczy, po czym z otwartą buzią popatrzyła na siedemnastolatkę. Mocniej naciągnęła swoją zimową czapkę na głowę, po czym obróciła się, widząc zaciekawiony wzrok innych uczennic.
Jedna z wytapirowanych blondynek poprawiła swoją kusą spódniczkę i podeszła do niego, zagadując go. On skrzywił się na jej widok i głośno się zaśmiał, wywołując u niej rumieńce. Szybko odeszła, wsiadając do jakiegoś auta i w mgnieniu oka opuściła parking.
-To jest najseksowniejszy chłopak jakiego na oczy widziałam - powiedziała entuzjastycznie osiemnastolatka.
-Chodźmy stąd, proszę... - szepnęła, chwytając ją pod ramię i starając się przejść niezauważoną.
-Abby! - krzyknął, a ona przewróciła oczami, klnąc pod nosem - Wsiadaj do auta, bez marudzenia.
-Cześć, jestem Cheryl, przyjaciółka Abigail - wyciągnęła ku niemu dłoń, którą z przyjemnością uścisnął.
-Louis - krótko, zwięźle i na temat.
Abby chciała oddalić się, co prawie jej się udało, gdyby nie mocny uściskprzyrodniego brata na nadgarstku. Znów z jej ust padła wiązanka przekleństw, lecz nie cofnęła się. Próbowała wyrwać rękę z żelaznego uścisku, nieco przysłuchując się ich rozmowie.
Poddając się, przeniosła swój wzrok na zaciekawionych uczniów. Czując ich palący wzrok na sobie, schowała się za plecami Louis'a.
-Daj mi kluczyki - szepnęła, a on pokiwał przecząco głową.
-Może podwieźć ciebie też? - zapytał, patrząc na Cheryl.
-Nie odmówię - uśmiechnęła się.
Otworzył drzwi po prawej stronie pojazdu. Abigail zajęła miejsce po stronie pasażera z przodu, a Cheryl zaraz za nią. Zanim obszedł dookoła samochód, obie nastolatki zdążyły wymienić między sobą kilka zdań.
-On nie jest wcale taki zły - szepnęła Cheryl, zapinając pas.
-Ty z nim nie mieszkasz - mruknęła, spuszczając wzrok.
Szatyn usiadł po prawej stronie, jako kierowca i nie zapinając pasów, ruszył sprzed budynku szkoły, udając się pod adres zamieszkiwania Cheryl.
Po odwiezieniu rozgadanej przyjaciółki Abigail, która nie przestała mówić nawet na chwilę, Louis odetchnął, czując jak krótki dystans stał się dla niego udręką. Nie zamierzał popadać w nielogiczne rozmowy z córką swojego ojczyma, ponieważ wiedział, że nie jest zbyt optymistycznie nastawiona co do jego osoby.
Blondynka poprawiła się na siedzeniu, po czym wpatrzyła się w tatuaż na szyi chłopaka. Zastanawiała się, czy wykonanie takiego znamienia jest bardzo bolesne.
-Podoba ci się? - jego głos wyrwał ja z zamyśleń, powodując wzdrygnięcie.
Pokiwała twierdząco głową, dalej przyglądając się liniom, tworzącym różnorakie wzory. Louis spojrzał na nią kątem oka, dostrzegając, jak subtelnie zwilża swoje wargi. Zacisnął mocniej pięści na kierownicy, starając się nie spuszczać wzroku z drogi.
-Jeżeli chcesz, możesz dotknąć - powiedział, po chwili analizując słowa, które padły z jego ust.
Niepewnie wyciągnęła dłoń w stronę jego szyi, po czym palcami zaczęła przejeżdżać wzdłuż linii. Oboje poczuli jakby przepływ prądu przez ich ciało. Źrenice Louis'a powiększyły się, lecz wciąż starał się skupić na wymijaniu innych pojazdów.
Zatrzymali się przed ich domem. Abigail jak oparzona wzięła swoją torbę i wybiegła z auta, zostawiają go kompletnie samego. Uderzył pięścią w kierownicę, na szczęście nie wciskając klaksonu.
-Co to, do cholery, było? - szepnął, nie mając możliwości na uzyskanie odpowiedzi.
Wjechał autem do garażu. Jednym przyciskiem zamknął pojazd, po czym bocznym wejściem wszedł do środka domu. Zdjął buty i wyniósł je do przedpokoju, układając w szafce. Kurtka zawisła na wieszaku.
Udał się do kuchni, gdzie stała jego matka, przygotowując obiad. Zajrzał jej przez ramię do garnka, a ona uśmiechnęła się do syna.
-Przywiozłeś Abigail? - zapytała, wpatrując się w niego - Całą i zdrową?
-Mamo! To, że siedziałem w więzieniu nie znaczy, że nie umiem już prowadzić samochodu - zdenerwowany wyminął siedemnastolatkę w drzwiach, wchodząc po schodach na górę, by móc zamknąć się w swoich czterech ścianach. Runął na łóżko, wtulając twarz w białą poduszkę. Przymknął oczy, głośno wypuściwszy powietrze z ust.
Po kilku minutach bezczynnego leżenia, podniósł się do pozycji siedzącej. Skrzyżował nogi i zaczął wpatrywać swój wzrok w okno, za którym ciemniało niebo. Mimo niezbyt późnej pory, pora roku dawała o sobie znać.
-Mogę? - zapytał Dan, wychylając swoją głowę zza drzwi.
Szatyn pokiwał twierdząco głową, a starszy mężczyzna wszedł do środka, zamykając za sobą drewnianą płytę. Usiadł na skraju łóżka i spojrzał w szaro-niebieskie oczy chłopaka, zmagając się z samym sobą.
-Chciałbym... - urwał, próbując ułożyć słowa w logiczne zdanie - ...żebyś mniej imprezował. Widzę, jaki wpływ masz na Abby.
-Sugerujesz coś? - zaśmiał się mu prosto w twarz, napinając atmosferę.
-Nie chcę, żeby była taka jak ty.
-Czyli jaka? - warknął, momentalnie zmieniając wraz twarzy.
-Przez ciebie może wpaść w złe towarzystwo, nałogi. Ona jest przykładną uczennicą i ...
-Wypierdalaj! - podniósł głos - Nie słyszałeś?
Podniósł się i niepewnym krokiem wyszedł z sypialni chłopaka. Louis zaczął myśleć nad jego słowami, które wewnętrznie mocno go zabolały. Był twardym chłopakiem, który wcale nie płakał. Ukształtował swój charakter w więzieniu. Nikt nie mógł go zranić do takiego stopnia, by uwolnić słone krople z oczu. Jednak, z czasem znalazł się ten wyjątek.
Dan od razu skierował się do swojej córki, by przemówić jej do rozsądku. Delikatnie zapukał, jednak nie wsłuchując się w jej głos, wszedł gwałtownie, trzaskając drzwiami.
-Coś się stało? - zapytała, odrywając nos od książki.
-Masz ograniczyć kontakt z Louis'em - mruknął, siadając na łóżku.
-Tato, to będzie trudne, skoro razem mieszkamy - zaśmiała się, jednak widząc minę ojca, przestała.
-Ma cię nie odbierać ze szkoły, nigdzie razem nie wychodzicie...
-Ja mam prawie osiemnaście lat! Nie możesz mi zakazywać z kim mam się spotykać, rozmawiać czy cokolwiek innego!
-Abigail! Nie podnoś na mnie głosu!
-Ty zacząłeś! Wyjdź, chcę w spokoju skończyć książkę!
-Córciu...
Nic już nie odpowiedziała. Zrezygnowany wyszedł. Ten dzień nie należał do jego najlepszych dni. Zszedł na dół, gdzie znajdowała się jego narzeczona i przysiadł się obok, obejmując ją ramieniem. Czule na niego spojrzała, ponieważ wszystko słyszała.
~ * ~
Po kilku godzinach narzeczeństwo poszło spać do swojej sypialni. W tym czasie Louis, będący w samych spodniach dresowych, zszedł na dół, gdzie przygotował dla siebie herbatę oraz wziął kilka przekąsek, by móc usiąść na kanapie i obejrzeć horror.Usłyszał ciche kroki, więc gwałtownie się obrócił, trzymając w zębach kilka prażynek. Abigail zaśmiała się, widząc jego lekko przerażoną minę, a na dodatek wyglądał komicznie z jedzeniem z buzi. Szybko je przełknął i obserwował posturę dziewczyny, zmierzającą w stronę kuchni. Stanęła na palcach, jednocześnie unosząc koszulkę i odsłaniając fragment swoich pośladków, które podkreślały obcisłe short'y. Oblizał swoje wargi i ruszył jej z pomocą, sięgając czekoladę z wyższej półki.
-Dzięki - posłała mu ciepły uśmiech, zalewając kawę wodą.
-Twój tata chciał, żebym z tobą w ogóle nie rozmawiał.
-Nie może mi tego zabronić. Nie będzie mi wybierał przyjaciół.
-Mam czuć się zaszczycony tym, że należę do grona twoich znajomych? - przyłożył dłoń do swojej piersi, mając na twarzy szeroki uśmiech.
-Oczywiście - przybrała poważny wyraz twarzy, po czym roześmiała się, siadając na kanapie i wlepiając wzrok w ekran telewizora.
Louis zajął miejsce zaraz obok niej, po czym zwiększył głośność urządzenia i przełączając na zaczynający się, nowy film. Rozłożył się na kanapie, a dziewczyna skrzyżowała nogi, objadając się mleczną czekoladą. Dostrzegł w jej oczach zainteresowanie, więc również postanowił go obejrzeć, chcąc dorzucić od czasu do czasu zabawny komentarz.
~ * ~
-Co za kretyn! - warknęła Abigail, co rozśmieszyło Louis'a - Nie wchodź tam!
-Już nie rozumiem - otarł z twarzy łzy rozbawienia - Ty się boisz horrorów, czy one cię... nakręcają?
-I to, i to - uśmiechnęła się, rzucając się na niego, kiedy na ekranie pojawiła się twarz ducha.
Poklepał ją po plecach, po czym przejechał po nim swoimi palcami. Dziewczyna wtuliła się w jego tors, dygocząc ze strachu. Nie zauważyła, kiedy zamknęła oczy i odpłynęła, wsłuchując się w równomierne bicie jego serca.
Kiedy Louis chciał ją położyć na kanapie, ona mocniej go objęła, mamrocząc pod nosem, iż się boi i że chce, by został z nią. Nie potrafił jej odmówić. Ułożył się wygodniej, kładąc się na brzegu kanapy. Odwrócił się do niej plecami, a ona przylgnęła do jego pleców, zarzucając mu rękę na brzuch.
Tomlinson stał się ciekawy reakcji ojca Abigail, kiedy zastanie ich w takiej sytuacji. Postanowił zasnąć, mając na twarzy szeroki uśmiech. Nic go tak nie pocieszało, jak myśl, że zrobi komuś na złość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz