Swoją drobną dłoń Cher położyła na jego policzku, głaszcząc go delikatnie. Wiedziała, że Styles nie należy do romantyków, co jej nie przeszkadzało. Zauroczyła się w tym chłopaku, znając go tylko i wyłącznie kilka dni, może tygodni. Jednakże by być z nim, postawił jej kilka warunków, przez co musiała się zastanowić nad swoim dotychczasowym życiem.
W miarę jej możliwości przemyślała wszystko i wybrała nową ścieżkę życiową. Chciała o swojej decyzji jak najszybciej go powiadomić, jednakże wciąż zbierała w sobie siłę i odwagę.
-Dzień dobry, Cher - z zamyśleń wyrwał ją mocno zachrypnięty głos dwudziestojednolatka.
-Cześć - nieśmiało się uśmiechnęła, wpatrując się w jego wciąż zamknięte oczy.
-Czujesz się obolała? - zapytał, kładąc swoją ogromną dłoń na talii Cheryl.
-Nie, nie - odparła szybko, chcąc się odwrócić, jednakże postawiła na mocniejsze opatulenie się kołdrą.
W końcu odsłonił swoje zielone tęczówki, mając oczy lekko zaczerwienione z powodu niedospania oraz ulatniającego się wciąż alkoholu z krwi.
Zagryzł dolną wargę, zabierając dłoń z brzucha dziewczyny i założył jej kosmyk włosów za ucho. Wpatrywał się w nią jak najpiękniejszą istotkę na ziemi. Wiedział, że nie potrafi być czuły, co chciał zmienić w sobie odkąd znalazł się w kiciu. Westchnął, wodząc palcem wzdłuż malinek nastolatki, znajdujących się na jej szyi, dekolcie.
-Mogę dać ci wszystko, czego chcesz. Każdą drobnostkę i większą rzecz, ale musisz zgodzić się na moje zasady - powiedział, przybliżając się, przez co Cher czuła jego rosnącą erekcję.
-Zgadzam się - szepnęła - Nie jestem materialistką. Chcę tylko dwóch rzeczy.
-Jakich? - powiedział najczulej jak potrafił, wciąż głaskając jej głowę.
-Bądź i kochaj - ucałowała jego rozgrzane wargi, siadając okrakiem na jego brzuchu.
~ * ~
Z wielką trudnością podniosła się, podpierając rękoma o miękkie łóżko. Niekomfortowe uczucie spowodowało, że Abbie skrzywiła się, po chwili odczuwając nieprzyjemny ból. Opadła ponownie na poduszki, dając lekkie ukojenie swojej waginie.
Oddychała głęboko, przymykając oczy. Chciałaby się ubrać, jednakże nie pozostaje jej nic innego owinięcie się cienką kołdrą.
Poczochrane blond włosy lekko się natapirowały, a jej głowa pulsowała, próbując uwolnić organizm z pozostałości alkoholu, jaka została po długo trwającej zabawie z okazji osiemnastych urodzin.
Opuściła łóżko, czując uczucie rozrywania w środku. Syknęła, stawiając pierwszy krok, jednak zatrzymała się, słysząc chrząknięcie. Próbowała zlokalizować źródło dźwięku, a kiedy jej się to udało, przełknęła głośno ślinę i zapomniała o bólu. Widząc Louis'a w bokserkach oraz spodniach lekko zwisających z jego bioder, który podniósł się z fotela, serce zatrzymało się, przestając jakby na chwilę bić.
-Powinnaś odpoczywać. Ból ustąpi i pozostanie tylko trochę niezbyt miłe uczucie - powiedział, zbliżając się do niej.
-Dlaczego mnie nie powstrzymałeś? - wyszeptała, a on jakby nie zrozumiał jej słów, więc ze zdziwienia uniósł w górę jedną brew - Dlaczego mnie zaliczyłeś? Przyjemność w jedną stronę, tak? Miło się bawi czyimiś uczuciami? Będziemy rodzeństwem, Louis!
-Powtarzasz się, Abbie - mruknął, pocierając jej ramiona, po czym przycisnął ją do swojego nagiego, rozgrzanego torsu - To, czego się nie dowiedzą, ich nie zaboli. Po za tym, obiecałem ci coś, prawda?
-Ale to nie ma sensu, Louie - wyłkała, pozwalając łzom spływać wzdłuż swoich policzków.
-Abigail, musisz mi zaufać - posadził ją na łóżku, przez co znów syknęła, mocniej ściskając swoje nogi - Ufasz mi?
Chwila zawahania, wszystkie momenty życia przeleciały jej przed oczami.Jeśli dojdzie to tego ślubu, mogę ci zagwarantować, że to małżeństwo rozpadnie się tak szybko, jak je zawarto. Te słowa odbijały się echem w jej głowie.
Spojrzała w jego niebieskie oczy, które wydawały się być jaśniejsze w egipskich ciemnościach. Złapał jej dłonie, pocierając kostki kciukami. Pociągnęła nosem, a pojedyncza łza skapnęła na jego przedramię, powodując, że wzdrygnął się, a oczy mu pociemniały.
-Proszę, przestań płakać - szepnął, a w jego głosie można było wyczuć desperację.
-Ufam ci.
Uśmiechnął się i ucałował jej, nadal spuchnięte od nocnych, namiętnych pocałunków, wargi. Uśmiechnęła się, gdy starł słone kropelki wody z jej twarzy, pozwalając jej wtulić się w zagłębienie jego szyi.
-Co zamierzasz zrobić?
-Żyć jak dotychczas. Jednak... - zatrzymał, przez co ona odsunęła się od niego, powodując ukłucie w jego sercu.
-Co?
-Musisz zaakceptować kilka moich zasad - ułożył swoją dłoń na jej policzku, a ona położyła na niej swoją, ściskając mocniej ze strachu.
Westchnął, zbierając się do rozmowy, którą wiedział, że trzeba będzie odbyć. Było pewne, że Abbie mu ulegnie, jednakże sam nie wiedział, że obdarzy córkę swojego przyszłego ojczyma takim uczuciem.
~ * ~
-Wróciłam!
Abbie zamknęła drzwi frontowe, zdejmując ze stóp trampki oraz zsuwając z ramion płaszczyk. Chwyciła sportową torbę w dłonie, po czym poprawiając imprezową sukienkę, weszła wgłąb salonu, nie dostrzegając żywej duszyczki.
Kilka pomieszanych ze sobą śmiechów dochodziło z jadalni, gdzie od razu udała się nastolatka, uprzednio odkładając torbę na miękki fotel. Na palcach stanęła w progu kuchni, a jej oczy przybrały nienaturalnych rozmiarów, widząc śmiejącego się ojca wraz z matką Louis'a i ... Liam'em.
-Abbie, skarbie, gdzieś ty była tyle czasu? - Jay spojrzała na nią, lustrując jej ciało od góry do dołu.
-Osiemnastkę ma się tylko raz w życiu - mruknęła.
-Witaj, Abbie - powiedział szatyn w kraciastej koszuli, która zakrywała jego tatuaże znajdujące się na przedramieniu, jednakże nie te, które były na jego szyi.
-Cześć - niepewnie powiedziała, układając włosy tak, by z pewnością zakryły jej malinki - Co ty tu robisz?
-Wczoraj nie mieliśmy czasu za dużo porozmawiać, więc przyszedłem odwiedzić cię dzisiaj.
-Abigail, zaproś kolegę do siebie. My przygotujemy obiad. Już późno.
Prychnęła, udając się samotnie na górę i po drodze zabierając torbę z ciuchami. Trzasnęła drzwiami, a bagaż położyła obok szafy.
Przełknęła głośno ślinę na myśl o konfrontacji Louis'a z barmanem. Wystraszyła się, słysząc kliknięcie, które jest charakterystyczne dla zamykania drzwi. Gwałtownie się odwróciła, dostrzegając umięśnioną posturę mężczyzny. Podwinął rękawy swojej koszuli, a ona ze strachem, kompletnie go ignorując, ułożyła się na łóżku, przykrywając się kołdrą i krzyżując nogi.
-Powinnaś wziąć coś przeciwbólowego.
-Nie mów mi, co mam robić - syknęła, przymykając oczy.
Zaśmiał się, siadając obok niej i kładąc swoją dłoń na jej udzie. Strzepnęła ją jednym ruchem, podchodząc do szafy i sięgając po spodnie oraz jakąś koszulkę. Z bielizną postanowiła się wstrzymać.
Rzuciła ubrania na fotel, sięgając po torbę i wrzucając brudne ubrania do kosza na pranie. Przyszykowała kilka wacików, po czym nalała na jeden płyn do demakijażu, pocierając nim swoje oczy, a następnymi płatkami higienicznymi zmyła puder i resztę makijażu.
-Wcześnie poszłaś - powiedział, siadając na muszli.
-Nie powinno cię to obchodzić - odpowiedziała, nakładając pastę na szczoteczkę do zębów. A gdzie są tic-tac'i?!
Czując chłodne dłonie na swoich biodrach, momentalnie wypluła pastę z ust oraz wbijając łokieć w brzuch dwudziestolaltka. On odsunął się, unosząc ręce w górę w geście obronnym, mając na twarzy zadziorny uśmieszek.
Wyszła szybko, a on jak cień za nią, co wykorzystała, chwytając świeży biustonosz oraz figi wraz z ubraniami z fotela i dostała się pędem do łazienki, przekręcając zamek dwa razy, tak samo jak i w drugich drzwiach.
Pewna, że nikt jej nie wejdzie, wzięła prysznic. Otuliła ciało puszystym ręcznikiem, po czym przemyła twarz peeling'iem. Po kilku minutach zamieniła ręcznik na przygotowane ubrania. Z mokrymi włosami opuściła łazienkę, siadając ponownie na łóżku i kolejny raz czując dyskomfort w okolicach jej kobiecości. Jednakże wspomnienia z jej pierwszego razu pozostawiły miłe znamię w jej głowie, przez co uśmiechała się, dotykając swoich warg, a kiedy je oblizała, poczuła smak jego wąskich ust, które w nocy obcałowały jej całe ciało.
-Obiad! - krzyknął Dan, a w tym momencie Abbie dostrzegła karteczkę, która przyklejona była do drzwi.
Ostrożnie ją otworzyła, wcześniej wpatrując się w swoje imię, koślawo napisane długopisem.
Widzimy się w poniedziałek. Przyjadę po ciebie do szkoły, czekać będę przecznicę dalej. Liam x
Zachłysnęła się powietrzem, zgniatając papier w dłoni i rzucając go na biurko. Starając się zamienić negatywne uczucia na te bardziej przyjemne, chciała udać się do jadalni, by w spokoju posilić się, jednakże w progu stanął elegancko ubrany Louis, co bardzo zszokowało Deakin. Uśmiechnęła się w jego stronę, a rumieńce same wskoczyły jej na twarz. Odepchnął się od futryny, zbliżając się do niej, po czym pochwycił jej policzki w swoje dłonie, by móc delikatnie musnąć jej usta. Smakowały jak zawsze.
-Miałem po ciebie tylko przyjść, chodźmy - wyszeptał w jej wargi, zagryzając dolną połówkę.
-Kiedy wróciłeś? - zapytała, po czym pisnęła od mocnego uszczypnięcia w pośladki.
-Niedawno.
~ * ~
-Udała się impreza? - zapytał Dan, obserwując Louis'a, by trzymał się w odpowiedniej odległości od jego jedynej córki.
-Podobało mi się - mruknęła, wkładając do ust z nabitym usmażonym filetem kurczaka.
Dan pokiwał twierdząco głową, popijając sok pomarańczowy i powrócił do zajadania się obiadu, przyrządzonego przez siebie i swoją narzeczoną. Jay była widocznie zestresowana, bojąc się czegoś powiedzieć, jednak musiała się przełamać. Przełknęła ostatni kęs i wycierając usta chusteczką, popatrzyła prosto na Abbie, która sztućcami dzióbała w swoim talerzu.
-Abbie... - zaczęła, a nastolatka popatrzyła na nią pustym wzrokiem - Chciałabym, żebyś pomogła mi w wyborze sukni ślubnej.
-No chyba cię pojebało! - krzyknęła, odsuwając się gwałtownie od stołu.
-Abigail! Jak ty się odnosisz?! - Dan popatrzył na nią, a ona wciąż wlepiała swój wzrok w zaskoczoną jej zachowaniem Jay.
-Tak, jak mi się to podoba! - opadła z powrotem na krzesło, a pod stołem Louis splótł ich palce razem. Dobra robota, maleńka.
-Masz szlaban! - powiedział, wskazując na nią palcem.
-Jestem pełnoletnia i mogę robić to, na co mam ochotę. Twoje szlabany na nic się nie zdadzą - odpyskowała, a Tomlinson powstrzymywał uśmieszek, który chciał wpełznąć na jego nieogoloną twarz.
-Marsz do pokoju!
-Pierdol się - zerwała się z miejsca, wbiegając po schodach.
Lou opróżnił szklankę z sokiem, przecierając usta ręką. Bez podziękowania wstał od stołu, udając się na piętro, gdzie zamknął się w swojej sypialni, by zmienić ubiór, po czym wyszedł z sypialni, by udać się do Abbie. Dziewczyna nie spodziewała się jego obecności, ale z nieukrywaną chęcią wpuściła go do środka.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz