Nauczycielka wyciągnęła jednego z gorszych uczniów do tablicy, a w tym czasie Abbie spisała żywcem działania z zeszytu koleżanki. Podziękowała jej szczerym uśmiechem i wpadła w wir własnych zamyśleń, odcinając się od świata rzeczywistego.
Czarny, sportowy wóz zajechał pod szkołę, gasnąc na parkingu. Drzwi szeroko się otworzyły, a z pojazdu wyszedł mężczyzna, ubrany w obcisłe, ciemne spodnie, bluzkę w kolorach bieli oraz błękitu, a na ramiona miał narzuconą jeans'ową kamizelkę. Człowieku, nie jest ci zimno? Spojrzał na swój zegarek, który widniał na jego nadgarstku i obrócił się przodem do okna z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Liam... - szepnęła Abbie, rozpraszając tym swoją koleżankę.
-Mówiłaś coś?
-Nie, nie - uśmiechnęła się, przepisując obliczenia z tablicy.
-Bale! Deakin! Co to za rozmowy? - zdenerwowana pani profesor uniosła jedną brew, po czym zdjęła swoje okulary.
-Przepraszam - szepnęły obie, pogrążając się w tej samej czynności.
Dzwonek był zbawieniem dla wielu uczniów, którzy mieli wracać do domu, a dla innych kolejną przerwą przed koszmarną lekcją. Abbie należała do tej pierwszej grupy osób. Jednakże ogarnął ją strach na myśl konfrontacji z Liam'em. Przełknęła głośno ślinę, opatulając się swoim szalem, po czym wyszła z budynku, uprzednio popychając szklane drzwi. Zeszła z kilku stopni, po czym popatrzyła na pochmurne niebo. Miała wrażenie, że zaraz deszcz lunie na nią, schładzając jej rozgrzane od stresu ciało.
Przechyliła głowę i jak gdyby nigdy nic, normalnym krokiem ruszyła w stronę bramy. Kiedy znalazła się już po za nią, przy ów samochodzie nie dostrzegła jego kierowcy. Uniosła jedną brew, poprawiając torbę zwisającą z jej ramienia. Skręciła w prawo, chcąc udać się na przystanek autobusowy, jednakże palce splatające się z jej dłonią uniemożliwiły jej to, ponieważ została pociągnięta w tył. Czy oni wszyscy muszą być tacy niedelikatni? Jej wzrok spotkał się z czekoladowym spojrzeniem Liam'a oraz jego błyskotliwym uśmiechu. Momentalnie róż wskoczył na jej policzki, kiedy obdarzył ją całusem właśnie w tą część twarzy.
Onieśmielona bała się spojrzeć na jego idealną twarz, jednakże kątem oka dostrzegła jak palcem wskazującym oraz kciukiem sunie wzdłuż swojej nieogolonej szczęki. W końcu nie wytrzymał napięcia, które między nimi się wytworzyło i chwycił jej podbródek, przesuwając po nim opuszki swoich palców.
-Miło spędziłaś dzień? - zapytał, splatając ich palce i kierując się w stronę samochodu.
-Chodźmy stąd. Oni wciąż się na ciebie patrzą.
-Na mnie? Raczej nas - zaśmiał się, a przyjemny dźwięk jego głosu wywołał uczucie ciepła w podbrzuszu Abbie.
-Ey, Abigail! Co to za typek koło ciebie? Z więźniami się umawiasz? - krzyk jednego z nieprzyjaciół nastolatki spowodował, że Liam gwałtownie się odwrócił, zaciskając szczękę oraz zwiększając siłę uścisku jego dłoni na palcach dziewczyny. Syknęła z bólu, a on odepchnął ją na bok, podążając w stronę Joey'a, chłopaka z równoległej klasy. Chwycił materiał jego skórzanej kurtki w swoje dłonie, przyciskając jego ciało do czarnego pikapa. Przerażony wzrok osiemnastolatka padł na umięśnione ręce Payne'a. Na przedramionach widniało kilkanaście, może kilkadziesiąt tatuaży, które nieźle komponowały się w całość. Joey przełknął głośno ślinę, po czym spuścił wzrok, bojąc się mężczyzny stojącego przed nim.
-Patrz na mnie, jak do ciebie mówię - syknął Liam, a nastolatek wlepił w niego zielony wzrok - Nie masz prawa się tak do niej odnosić, zrozumiano?
Wyciągnął rękę, by uderzyć go prosto w nos, jednakże zatrzymał go dotyk męskiej dłoni. Zdenerwowany spojrzał na ów osobę i dostrzegł jednego z kumpli tego parszywego dupka, jak to sam określił.
-Jeżeli mnie nie puścisz, zrobię z tobą to samo, co z tym gnojkiem - splunął Liam, nie wyrywając ramienia z uścisku.
-Nie warto. Jeśli chcesz jej pomóc, to nie rób tego. Jest wystarczająco przerażona.
Rozluźnił się, jednakże z szoku, którego doznał, znów spiął swoje mięśnie i mocniej przycisnął nastolatka do wozu, po czym odbiegł, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy przerażonej i prawie płaczącej dziewczyny.
-Wszystko jest w porządku - powiedział, zbliżając się do niej, jednakże ona wykonała kilka kroków w tył - Abbie?
-Zostaw mnie! - krzyknęła, wzbudzając ciekawość wśród pozostałych uczniów - Odejdź...
-Abbie, o czym ty ...
-Jesteś nieobliczalny, niebezpieczny! - słowami strzelała jak z jakiejś maszyny - Boję się ciebie.
-Nie musisz się mnie bać, skarbie! - chciał chwycił jej przedramię, jednakże ona gwałtownie się odsunęła.
To było chore. Ich znajomość była chora. Starając się być silną i nie okazywać słabości, jaką był płacz, uciekła, wbiegając w jakąś zaciemnioną uliczkę. Słyszała za sobą ciężkie kroki, jednakże nie zwracała na nie uwagi. Uległaby i dobrze o tym wiedziała.
Zwolniła tempo, słysząc dookoła tylko i wyłącznie szum wiatru. Oglądała się na wszystkie strony, byleby nigdzie go nie zobaczyć.
Zaczęła się przejmować swoimi ... nieprzyjaciółmi. Bała się, że coś może im się stać. Pomimo tego, że nie mieli dobrych stosunków, nie życzyła im najgorszego. Nawet najlepszemu wrogowi się tego nie robi.
Tabliczka informująca o nazwie ulicy, którą zamieszkiwała, oznajmiła jej, że jeszcze kilka minut i będzie mogła zamknąć się w swoich czterech ścianach z komputerem bądź dobrą książką.
Policzki piekły ją niemiłosiernie. Nie zdawała sobie sprawy, że płakała, dopóki nie wytarła zmęczonych oczu w chłodne dłonie. Wyciągnęła z torby paczkę chusteczek higienicznych i wytarła w nią swoją twarz. Małe lusterko, które również tam było, pomogło jej określić, czy wygląda dobrze. Próbowała się uśmiechnąć, przez co na jej twarzy pojawił się grymas.
Przekręciła klucz w zamku oraz chwyciła gałkę, przekręcając ją w prawą stronę. Po cichu weszła do środka, zamykając za sobą płytę, zwaną drzwiami i ściągnęła buty oraz kurtkę, którą zostawiła na wieszaku.
Przemknęła niczym burza przez korytarz, wbiegając na schody. Zachowując się najciszej jak potrafiła, zamknęła się w swoim azylu, pragnąc by nikt jej nie przeszkadzał.
Rzuciła torbę w kąt, przewracając jakąś wazę. Prychnęła, po czym udała się do łazienki w celu wzięcia gorącej kąpieli, by rozgrzać swoje ciało oraz lekko je orzeźwić.
Włosy spięte w mocnego koka nie miały prawa się zamoczyć. Ciepła woda oraz piana otuliły nagie ciało Abbie. Wystawiła ręce poza brzegi wanny, pozwalając im swobodnie zwisać. Napawała się idealną ciszą.
Wydawało jej się, że słyszy kroki. Jednakże po chwili wszystko milkło i znów nie słyszała żadnego dźwięku. Ze stresu opuściła wannę, wypuszczając wodę i owinęła się ręcznikiem.
Stawiając mokre ślady na białych kafelkach, a później na dywanie w swojej sypialni, znalazła się przy szafie, wybierając świeżą bieliznę, luźny t-shirt i jeans'owe spodnie. Westchnęła, rzucając wszystko na łóżko.
Prawie odwinęła ręcznik, kiedy usłyszała chrząknięcie. Wystraszona kolejny raz tamtego feralnego dnia, starała się odnaleźć źródło dźwięku. Za drzwiami łazienki stał Louis, nienagannie ubrany, krzyżując ręce na torsie. Spojrzał spod wachlarza rzęs na praktycznie nagą nastolatkę i zagryzł dolną wargę. Szkarłatny rumieniec wskoczył na jej policzki, przez co stała na miękkich nogach, onieśmielona tym oraz jego seksownym wyglądem.
-Widziałaś się z nim, prawda? - powiedział bez żadnych emocji, wpatrując się w jej twarz. Nawet nie mrugnął, woah.
-Z kim? Nie wiem, o czym mówisz - nerwowo się zaśmiała, odwracając się do niego plecami.
-Nie okłamiesz mnie, Abbie - syknął, odwracając ją w swoją stronę poprzez mocny uścisk na jej ręce. Będą siniaki - Widziałaś się z Liam'em.
-Nawet jeśli, to co? - odwaga ogarnęła jej ciało, przez co również wyrwała kończynę z mocnego uścisku.
-Mówiłem, żebyś tego nie robiła! - krzyknął, a oczy zmieniły barwę na kolor źrenic.
-Lou, o co ci chodzi? To tylko kolega! - z trudem przełknęła ślinę, wypowiadając ostatnie słowo. Czy tak można było nazwać ich znajomość?
-Ostrzegałem! - omalże popchnął ją na łóżko, jednakże w pewnym momencie się opamiętał.
Nie mógł jej tego zrobić. Była za delikatna, krucha. Zbyt bardzo mu na niej zależało. Drżące dłonie schował w kieszeni swoich czarnych spodni, a oczy zmieniły barwę na jaśniejszy, przez co wydawało się, że wygląda na bezbronnego. Jednakże wszyscy wiedzieli, że Louis taki nie był.
-Loulou... - chciała wyciągnąć jego dłoń z kieszeni, co udało jej się.
Splotła ich palce, spoglądając na nie z lekkim uśmieszkiem, niemalże niewidocznym. Dwudziestoparolatek poczuł jak krew mocniej zaczyna krążyć w jego żyłach, a serce przyśpieszyło swoje bicie. Ręka siedemnastolatki znacznie się spociła, jednakże nie puściła jego, praktycznie dwa razy większej, dłoni. Pożądanie wzrosło. Tego uczucia nie powinno tutaj być!
-M...może obejrzymy dzisiaj jakiś film? - zapytała, przerywając chwilę napięcia.
-Z chęcią - odpowiedział, momentalnie się odprężając.
Napięcie znikło, a pojawiła się miła atmosfera, jedynie pełna seksapilu. Tomlinson zaciągnął się powietrzem, w którym unosił się zapach owocowego płynu do kąpieli Abbie.
~ * ~
Piątek.
Zestresowana poddała się i pozwoliła się uczesać Cher, która wręcz skakała, prosząc ją o pozwolenie. Z uśmiechem patrzyła w lustro, obserwując ruchy jej rąk. Wykonała dobieranego warkocza z grzywki, idącego wzdłuż boku głowy, jednakże włosy pozostawiła rozpuszczone. Efekt był znakomity.
Utrwaliła fryzurę lakierem do włosów i odwróciła fotel, zabierając się za makijaż, nie czekając na pozwolenie od strony jubilatki. Osiemnaście lat ma się tylko raz w życiu, więc nie powinno się marnować tego dnia na siedzenie z laptopem na kolanach i oglądaniem filmów.
Nałożyła róż na policzki i pozwoliła otworzyć oczy przyjaciółce, przekręcając fotel przodem do lustra. Spryskała jej twarz utrwalaczem, by przez całą noc makijaż mógł się trzymać.
Podniosła się, by móc obejrzeć się w wielkim lustrze, wiszącym na ścianie. Turkusowa sukienka, wykonana ze zwiewnego materiału, posiadająca przód przed kolano, natomiast tył prawie do ziemi, podkreślała jej jasną karnację. W pasie znajdował się brązowy, skórzany i cienki pasek. Nogi wsunęła w czarne lity z drewnianym obcasem. Wciąż nie mogła uwierzyć w swój wygląd. Mimo to Cher zaskoczyła ją tym, że w połowie imprezy zmieni swój strój. Abigail nie planowała tego, jednakże ufała swojej przyjaciółce w sprawach imprez.
-Louis oszaleje na twoim punkcie - zaśmiała się, poprawiając jej włosy.
-Że co proszę?! - zachłysnęła się powietrzem, wytrzeszczając oczy.
-Nic, nic. Samochód czeka - podała jej skórzaną kurtkę i sama narzuciła na siebie podobne ubranie.
Jedyne, co niepokoiło Abbie w tym szczególnym dniu, to goście. Dziewczyna nie miała za dużo znajomych, a Cher obiecała, że się tym zajmie. To będzie katastrofa. A może nie? Okłamujesz siebie czy mnie?
Deakin pożegnała się z ojcem oraz Jay, po czym w szybkim tempie wyszła z domu, przed którym czekał nie jeden pojazd, a dwa. Czarne Lamborghini Gallardo Nera błyszczało się od uliczny lamp, podobnie jak srebrne Audi RS 7. Spojrzała na przyjaciółkę z buzią otwartą w kształcie litery "o". Starsza uciszyła ją ruchem ręki i kiedy drzwi do srebrnego auta otworzyły, ona pobiegła w tamtą stronę, witając się czułym uściskiem z ... Harry'm. Zakręciło jej się w głowie, przez co podparła się jakiejś lampy i wciąż spoglądała w stronę pary. Ucałowała jego policzek, a on ukazał swoje dołeczki, po czym przechylił głowę w bok, mrugając w stronę Abbie, tym samym odsłaniając kilka tatuaży znajdujących się na jego szyi.
-Abbie! Wsiadaj do tego czarnego! Mówię ci, jest czadowe! - pełna ekscytacji obiegła Audi i zasiadła po lewej stronie, jako pasażer.
Szybko odjechali spod domu, który zamieszkiwała Abbie. Ona wciąż się wahała wejść do środka, bojąc się kogo może zastać w środku.
W końcu drzwi się otworzyły, po czym zamknęły z trzaskiem. Blond włosy z odcieniem brązu, a może na odwrót, wyłoniły się zza pojazdu. Dostrzegła na jego twarzy kilka kolczyków oraz tatuaże na szyi. Dłonie miał wsunięte w czarne, z lekko opuszczonym krokiem, mocno opinające jego umięśnione nogi spodnie, w które była wpuszczona śnieżnobiała koszula, zapięta po samą szyję. Przez ramię przewiesił sobie skórzaną baseballówkę, posiadającą czerwone akcenty. Białe supry przyozdobione czerwono-czarnym pasem widniały na jego stopach.
Wyciągnął swoją dużą dłoń, na której znajdowała się kolejna dziara, stojąc tuż przed nią. Uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd prostych zębów.
-Idziemy? - zapytał zachrypniętym głosem.
Czy się bała? Mało powiedziane. Nogi trzęsły się jej jak galareta, więc obawiała się swoich kroków, ponieważ przypadkiem mogła się przewrócić.
Wsunęła szczupłą dłoń w jego palce, a on uśmiechnął się i spokojnym tempem zaprowadził ją do samochodu, otwierając drzwi. Niezbyt zgrabnym ruchem zasiadła na miejscu pasażera, przyglądając się bogatemu wyposażeniu.
W jej głowie zaświtał obraz śmiejącego się blondyna. Wstydziła się zapytać o to, czy się znają, a tym bardziej o jego imię, jednakże po chwili miała migające fragmenty imprezy sprzed kilku dni. Nail, Neil...
-Niall... - szepnęła, a on uśmiechnął się, odpalając silnik.
Prędkość była przerażająca. Cieszyła się, że ma zapięte pasy, jednakże to i tak nie do końca byłoby w stanie ją uratować. Jedynie przyniosłoby jej efekt w postaci połamanych żeber.
-Nie bój się, nie zamierzam nas zabić - zaśmiał się, a ona rozluźniła się słysząc radosny dźwięk.
Może oni wcale nie są tacy źli?
~ * ~
Alkohol krążył w jej krwi, nie odbierajac kompletnie świadomości. Na wielką salę wjechał dwupiętrowy tort z kolorowymi napisami. Niewielkie petardy wbite w ciasto buchały sztucznymi ogniami, a ona kołysała się na boki podczas urodzinowe piosenki, śpiewanej przez gości.
Momentalnie przy niej znaleźli się rozweseleni od wódki kumple Louis'a, Zayn i Niall. Podnieśli Abbie i usadzili ją na swoich ramionach. Razem stwierdzili, że od tego wszystkiego nie byliby w stanie złapać równowagi, mając na ramionach jubilatkę.
Abigail poznała nowych ludzi, czego bardzo się obawiała, jednakże było miło. Godzina wskazywała na niezbyt wczesną, jednocześnie nie za późną. Goście bawili się znakomicie, tak jak i osiemnastoletnia Abbie.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij pozostałe świeczki - krzyknął Horan, a ona udała że myśli i poprosiła, by spuścili w dół.
Czując grunt pod stopami, zdmuchnęła świeczki, a kelnerka chcąc je wyjąć, zaprzestała swej pracy na prośbę Deakin.
Chwyciła nóż i samodzielnie pokroiła tort, podając wszystkim upitym alkoholem gościom talerzyki. Jednakże przy jednym zatrzymała się na dłużej, topiąc się w czekoladowych tęczówkach. Liam...
-Co ty tu robisz? - podkreśliła drugie słowo, a on uśmiechnął się.
-Cher mnie zaprosiła. Z drugiej strony nie wiedziałem, skąd ma na mnie namiary.
-Payne... - warknął Louis, odkładając swój talerzyk, który dostał w pierwszej dziesiątce.
-Louie, nie chcę tu żadnych bójek.
-Tomlinson... - powiedział, wciąż obawiając się starszego od siebie, jednakże nie mocniej niż wcześniej.
-Nie jesteś tu mile widziany, Payne - jego dłonie zacisnęły się w pięści, ale zelżały czując dotyk Abbie. Jeździła swoją dłonią wzdłuż naprężonej ręki, od samej dłoni, masując kostki oraz palce, po biceps. Magiczne dłonie czy co?
-Jubilatka nie śmiała mi tego powiedzieć, więc wnioskuję, że jednak mam prawo się tu bawić. Wszystkiego najlepszego, Abbie - ucałował jej policzek, udając się z ciastem w głąb baru.
Louis zagotował się w środku, jednakże szept osiemnastolatki działał na niego kojąco. Wtuliła się w jego tors, czego nie spodziewał się. Drżące dłonie położył na jej plecach, kiedy ona objęła go w pasie, zaciskając oczy.
-Loulou... - na dźwięk zdrobnienia, jego źrenice się powiększyły.
Podał kelnerce nóż, odpychając od siebie nastolatkę. Kurczowo chwycił jej nadgarstek, ciągnąc w kąt sali, w której znajdowały się schody.
Z piętra zeszła nieznajoma para. Dziewczyna próbowała ułożyć swoje potargane włosy, a blondyn o zielonych oczach zapinał pasek, uśmiechając się do jubilatki i składając jej życzenia. Kto to, kurwa, był?
Czarna spódniczka, delikatnie podwinęła się, ukazując większą część pończoch, które przymocowane były specjalnymi podwiązkami do manszety. Opuściła ją, ciągnąc drugą dłonią Louis'a w tył, który jak wariat pędził wzwyż.
Zatrzymał się na drugim piętrze, do którego nikt nie miał wstępu. Wyciągnął kluczyk i otworzył drzwi, wpychając do środka Abbie i momentalnie zamykając je za sobą. Rozkazał jej iść w górę, a ona bojąc się go, wzdrygnęła się, słysząc jego władczy ton głosu.
Pogłaskał ją po policzku, uspakajając bicie jej serca. Spojrzał na usta, które pokrywała warstwa cytrynowego błyszczyku. Pochylił się, a ciepły oddech Louie'go owiał twarz nastolatki. Ucałował jej usta, a ona pociągnęła go za włosy, prosząc o więcej.
Idąc tyłem, złapała jego krawat, ciągnąc bliżej siebie. Ich ciała pragnęły się złączyć, jednakże dzielił ich dystans kilku schodów.
Kiedy wpadli na piętro, mężczyzna przyparł ją do białej płyty, szperając w swoich kieszeniach.
Charakterystyczne kliknięcie dało im znak o możliwości wejścia do pokoju. Kopnął nogą wrota, zrzucając obiema rękoma zawartość drewnianej komody. Usadził Abbie na niej, rozchylając jej nogi i stając pomiędzy nimi. Dłonią przesunął wzdłuż jej uda, nie pozwalając na to by ich wargi się rozłączyły. Palcami zahaczył o żabki, odpinając je i rozrywając cienki materiał pończoch.Położyła dłonie na jego brzuchu, wyciągając koszulę ze spodni. Na ślepo zaczęła odpinać guziki, ostrożnie uważając by nie uszkodzić materiału. Z subtelnością zsunęła ją z jego ramion, ukazując tors pełen przeróżnych, czarnych wzorów. Zdjęła lity ze stóp, po czym zeskoczyła z szafki, popychając Tomlinson'a w stronę łóżka. Czuła jego erekcję wbijającą się w jej kobiecość. Cholera.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz