niedziela, 5 stycznia 2014

[04] She changed herself.

Niczym mała myszka przemknęła się do baru, kiedy Louis odwrócił swój wzrok od jej osoby i zajął się rozmową z jednym ze swoich przyjaciół. Odetchnęła z ulgą, odwracając się na stołu barowym i napotykając intensywnie orzechowy wzrok barmana. Wzdrygnęła się, a on ze śmiechem oparł swoje ręce o blat. Ona położyła swoją dłoń po lewej stronie swojej klatki piersiowej, wyczuwając nieregularne i szybkie bicie serca.
-Co podać? - zapytał z szerokim uśmiechem, przez co na twarzy Abbie również takowy się pojawił.
-Wypijesz ze mną shota? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, nerwowo kręcąc się na wysokim krzesełku.
-Nie powinienem... - mruknął, drapiąc się po karku - ...ale jasne.
Przejechała dłonią po swoim nagim ramieniu, po czym chwyciła nią kieliszek z wódką. Uniosła go do góry, stykając go z drugim, który trzymał Liam. Uśmiechnięci opróżnili szklane naczynia z alkoholem do dna, przegryzając kwaśną cytryną. Jego przenikliwy wzrok lustrował ciało blondynki, przez co przygotowała się na krępujące pytania.
Payne, jak nazwał go Louis, obsłużył kilku klientów, po czym przerzucił białą ściereczkę przez swoje ramię, które opinała czarna koszula z krótkim rękawem oraz ciut jaśniejsza kamizelka.
-Nie powinnaś wpadać w towarzystwo Tomlinson'a. - odezwał się, a na dźwięk nazwiska jej ciało zesztywniało.
-Dlaczego? - pytanie mimowolnie padło z jej ust.
-Jeżeli jeszcze się o tym nie przekonałaś, to wkrótce to nastąpi. Radziłbym przygotować ci się na wielkie zmiany, bądź zaprzestać z nim kontaktu.
-Do drugie nie jest zbytnio możliwe. - mruknęła cicho, jednak na tyle głośno, by szatyn mógł ją usłyszeć.
Chłopak westchnął, podsuwając pod mój nos kolejnego szota. Uśmiechnęłam się i poprosiłam o szklankę soku pomarańczowego. Szybko wlała do swojego gardła alkohol, czując przyjemne pieczenie. Złagodziła je napojem i rozpoczęła niekrępującą rozmowę z barmanem, chcąc dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Spodobał jej się.

Kolejna salwa śmiechu wydobyła się z ich ust, na wspomnienie z dzieciństwa dwudziestolatka. Łzy popłynęły z oczy Abigail, kiedy położyła głowę na rękach opierających się o bar. Z dobrego nastroju wyrwał ją żelazny uścisk na ramieniu, obracający ją o sto osiemdziesiąt stopni. Pełne furii spojrzenie Louis'a znalazło się na jej twarzy, przez co spuściła głowę, a na policzki wlazł szkarłatny rumieniec.
-Dlaczego odeszłaś od stolika? - syknął, puszczając jej ramię.
-Chciałam się napić. - odpowiedziała speszona, jednakże nie było to zbyt dobre wytłumaczenie.
Podszedł bliżej blatu i chwycił Liam'a za kamizelkę, przyciągając go bliżej. Przełknął głośno ślinę, a z ust Abbie wydobyło się jęknięcie strachu.
W tym samym momencie zjawił się przy niej ten sam mulat, który tańczył z nią wcześniej oraz okazał się przyjacielem Louis'a. Zayn. Po jego czole spływał pot i wyprostował plecy, ponownie widząc barmana. Co wy wszyscy do niego macie, pomyślała.
-Masz się do niej nie zbliżać, jasne? Inaczej powrócimy do rozrywek sprzed kilku lat. - powiedział odpychając go od siebie.
Chwycił siostrę za przedramię i zaciągnął do stolika, ignorując prośby Malik'a. Pchnął ją na ścianę, przez co poczuła nieprzyjemny ból w plecach. Przymknęła oczy, sycząc na rozchodzące się kłucie. Chwycił ją za podbródek, zmuszając by jej twarzy skierowana była prosto na niego.
-Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię. - powiedział, przez co rozchyliła powieki - Masz nie przebywać w jego otoczeniu, zrozumiano?
-Jesteś moim ojcem, by wybierać mi znajomych? - strzepnęła jego rękę ze swojej brody i spojrzała prosto w jego błękitne oczy.
Zaśmiał się, ignorując jej słowa. - Payne zapewne ostrzegł cię, żebyś się ze mną nie spotykała oraz że później niekoniecznie będę taki miły, jaki jestem w tym momencie. Lepiej weź jego rady do serca.
-Jak mogę jej wziąć, skoro, do chuja, mieszkamy razem?! - uniosła się, nie przemyślawszy swojej decyzji.
-Nie tym tonem! - położył swoje dłonie po obu stronach jej głowy - Nie radzę.
Zagryzł dolną wargę, wpatrując się w odsłoniętą szyję Abbie. Miał ochotę ją naznaczyć, choć wiedział, że nie powinien. Była przecież jego siostrą!Wróć, pomyślał. Nie jest. Może być, ale nie jest. Zniżył się, muskając mokrymi od piwa ustami jej obojczyk, po czym przeniósł się wyżej, ssąc lekko skórę. Znów zjechał niżej i po kilku minutach katorgi dla Abbie, odsunął się, podziwiając swoje dzieło - czerwonego siniaka, posiadającego kształt jego warg.
-Dlaczego? - powiedziała na skraju płaczu.
-Ponieważ on musi wiedzieć, że nigdy nie będziesz jego. - powiedział, cmokając jej nos - Chodź, chcę się z tobą napić.
Posłusznie wykonała jego polecenie, lecz była bardzo ostrożna w tej sprawie. Nie chciała się upić, mimo że wcześniej miała taki zamiar. Skąd mogła wiedzieć, co dalej się wydarzy?
Usiadła przy stoliku, dłonią masując obolały obojczyk. Obrzuciła Louis'a jednym spojrzeniem, obserwując jak napełnia kieliszki czystą wódką. Chwyciła jeden, a drugą dłonią wzięła kawałek cytryny. Uniosła alkohol w górę, w tym samym czasie co Tomlinson i opróżniła go. Ugryzła kwaśny owoc, obserwując twarz szatyna. Jego intensywnie niebieski wzrok wciąż znajdował się w tym samym miejscu, na swoim dziele. Odruchowo Abbie zakryła je ręką, przez co zaśmiał się, upijając łyk Jack'a Daniels'a prosto z gwinta.
~
Poniedziałek.
Wsiadła w samochód swojego ojca, a on nie czekając, aż zapnie pasy, ruszył z podjazdu, kierując się w stronę szkoły córki. Mieli ciche dni. Abigail nie była zmuszona do wysłuchania kazań na temat jej malinki, ponieważ najzwyczajniej w świecie jej nie zauważył, z czego bardzo się cieszyła.
Kilkanaście minut jazdy w niezręcznej ciszy, przerwało zgaśnięcie silnika. Wzięła swoją torbę z tylnego siedzenia i już chciała wychodzić, kiedy zatrzymał ją uścisk na dłoni. Obdarzyła Dan'a krótkim spojrzeniem, czekając, aż ją puści i pozwoli iść do budynku. 
-Przyjadę po ciebie. - powiedział tonem, nieznoszącym sprzeciwu.
-Dam sobie radę, wrócę pieszo. - mruknęła, ignorując nawoływania ojca.
Mocniej opatuliła się kurtką, czując powiew grudniowego wiatru. Przy wejściu czekała na nią Cheryl, ubrana inaczej niż zwykle. Uwydatniła nogi obcisłą spódniczką, która sięgała jej do ponad połowy ud oraz okryła je ciemnymi rajstopami. Na stopach zamiast jej ulubionych Air Max'ów znajdowały się buty emu, sięgające jej do połowy łydki. Pod prześwitującą koszulą miała białą bokserkę, zaś na wierzch narzuciła czarną kurtkę. Włosy niechlujnie upięte dodawały jej uroku. 
-Co ty masz na sobie? - zapytała Abigail, stanąwszy tuż przed nią.
-Ładne, prawda? - odpowiedziała entuzjastycznie, ciągnąc ją do szkoły z powodu zimna, panującego na zewnątrz. 
-Co się stało z przetartymi jeans'ami oraz adidasami? - zapytała, wrzucając kurtkę do szafki oraz kilka niepotrzebnych książek.
-Wiesz, jestem umówiona, więc wypada się jakoś ubrać. - podskoczyła z radości, wykonując podobne czynności jak jej przyjaciółka.
-Ktoś ze szkoły? 
-Chyba cię zdrowo popierdoliło. - zaśmiała się perliście, biorąc listek miętowej gumy do żucia i wkładając ją do ust - Harry.
-Kto? - uniosła jedną brew go góry, nie pojmując tego, do czego zmierzała.
-Harry Styles. Przyjaciel Louis'a. - zarumieniła się, a swoimi słowami wzbudziła zainteresowanie wśród przechodzących obok nich uczniów. 
-Nie wierzę! - trzasnęła metalowymi drzwiczkami, powodując wzdrygnięcie Cher.
-Daj spokój! Jest przystojny, wysportowany, był karany... 
-Kręcą cię skazani? - ruszyła w stronę klasy, rozluźniając apaszkę na jej szyi.
-Nie do końca. A co ty tu masz? - zapytała, będąc zbyt ciekawską. Kurwa, malinka.
Ponownie zawiązała chustkę, ignorując dociekliwe spojrzenie przyjaciółki. Dzwonek był w pewnym sensie zbawieniem, jednakże wiedziała, że osiemnastolatka posunie się nawet do cichych szeptów na jednej z najgorszych lekcji. Westchnęła, wiedząc, jaki jest jej los. Przejechała palcem po niezbyt bolącym, czerwono-fioletowym miejscu na szyi i podciągnęła dekolt bluzki oraz zakryła jeszcze je abstrakcyjną apaszką. 
~
Podczas dziesięciominutowej przerwy, Abbie udała się w stronę jednego z bocznych wyjść szkoły, by udać się na salę gimnastyczną. Narzuciła na siebie sportową bluzę, którą miała przygotowaną na lekcje wychowania fizycznego. 
Idąc spokojnym tempem, próbowała wzrokiem odszukać Cher. Dziewczyna wybiegła z klasy jak poparzona i zniknęła w tłumie uczniów. Odruchowo spojrzała na bramę i zamarła. Szatynka nieśmiało podeszła do jakiegoś mężczyzny i stając na palcach, ucałowała jego policzek. Odepchnął się od pojazdu i otworzył jej drzwi. Zajęła miejsce po stronie pasażera, a on obszedł dookoła auto i chcąc wsiąść podniósł swój wzrok. Patrzy na mnie, pomyślała Abbie. Pomachał jej subtelnie dłonią, a ona stała jak słup. Wypowiedział nieme witaj, Abigail i usiadł za kierownicą, wyjeżdżając z niezawodną prędkością ze szkolnego parkingu. Przełknęła głośno ślinę, wbiegając na salę i od razu chowając się w damskiej szatni. Rzuciła torbę, wyciągając z niej krótkie spodenki oraz białą, luźną koszulkę. 
Będąc w staniku oraz short'ach, spojrzała na t-shirt, który wyglądał jakoś dziwnie. Abbie, jak koszulka może wyglądać dziwnie? Założyła ją i wtedy zrozumiała, że jednak jej podejrzenia były słuszne. To nie było jej ubranie. Góra stroju pachniała męskimi perfumami, dość intensywnie. 
-Louis... -szepnęła, gotując się w środku ze złości. 
Żadna z jej koleżanek nie usłyszała jej słów. Spięła włosy w wysokiego kucyka i opuściła szatnię, wbiegając na salę i rozpoczynając bieg wokół boisk. Zaraz za nią ruszyło kilka dziewczyn, jednakże wolniejszym tempem. Abigail musiała rozładować złość. 

Na drugą godzinę lekcji wychowania fizycznego nauczycielka zaplanowała grę w siatkówkę. Jakież to banalne. Obie drużyny były dość dobre, więc były wyrównane szanse na wygraną. Zajęły odpowiednie pozycje i rozpoczęła się walka o pierwszeństwo co do serwów. 
Kiedy przeciwne drużyna zaserwowała, Abbie przyjęła piłkę odbiciem dolnym, po czym cofnęła się do tyłu, dając pole do popisu innym dziewczynom. 
Jej uwagę zwróciła męskie ciało, poruszające się po trybunach. Z gracją zszedł po kilku stopniach, zajmując miejsce na jednym z krzeseł. Podniósł swoją twarz, a jego grzywka opadła mu na czoło. Przełknęła głośno ślinę i wypowiedziała kilka przekleństw pod nosem.
-Proszę panią, mogę iść do toalety? - zapytała, wpuszczając na boisko jedną ze swoich koleżanek. 
-Oczywiście, ale idź na tą na górze. 
Nie pytając się o nic, wyklęła nauczycielkę w myślach. Udała się w stronę szatni, jednakże skręciła w lewo i weszła na pierwsze piętro. Podążyła do końca drogi i skręciła do drzwi z czarnym rysunkiem kobiety w sukience. Sprawdziła kilka razy, czy zasunęła zamek i w spokoju załatwiła swoje potrzeby, nie chcąc stamtąd wychodzić, bojąc się konfrontacji z Louis'em. 
Umyła ręce i wytarła je w papierowe ręczniku. Po cichu otworzyła zamek i pędem ruszyła w stronę schodów, zbiegając po nich i od razu znajdując się na hali. Spokojniejsza zaczęła wkraczać na boisko.
-Poda p... podasz piłkę? - krzyknęła jedna z dziewcząt.
Abbie odwróciła się i dostrzegła, że kulisty przedmiot znajduje się w odległości pół metra od nóg Tomlinson'a. Z nieodgadnionym wyrazem twarzy podniósł się z plastikowego krzesła i schylił się, odsłaniając fragment swojego tatuażu na ręce. Zrzucił ją z góry, po czym usiadł z powrotem, machając i wysyłając całusa w stronę Abbie. Zarumieniła się i powróciła do gry,
Po piętnastu minutach nauczycielka oznajmiła, że mogą pójść się przebrać. Niektóre z nich zaczęły brać prysznice, ponieważ miały jeszcze kilka lekcji. Abigail wcisnęła się w swoje jeans'y oraz założyła czarną koszulę. Nogi wcisnęła w trampki i narzuciła na ramiona kurtkę wraz z chustą, którą owinęła wokół szyi. Było jej gorąco, jednakże wiedziała, że chłodny wiatr zmieni temperaturę jej ciała. 
Rozpuściła włosy i chwytając dwie torby, opuściła pomieszczenie przepełnione zapachem potu, żegnając się ze znajomymi. Przebiegła wzdłuż hali, chcąc szybciej znaleźć się przy wyjściu.
Pchnęła drzwi i szybkim krokiem ruszyła w stronę bocznego parkingu, jednakże wyprostowała plecy, a jej ciało zamarło.
-Gdzie się tak śpieszysz? - zapytał, odrywając się od ściany i podchodząc bliżej niej.
-Do domu. - mruknęła, jakby to było najnormalniejsze na świecie.
-Może tak cześć na powitanie? - uśmiechnął się szelmowsko, patrząc w stronę wychodzących uczennic z sali i ucałował jej policzek, blisko linii żuchwy.
Spaliła się rumieńcem, kiedy objął jej zmęczone ciało ręką i poprowadził w stronę swojego samochodu. Otworzył drzwi i gestem ręki wskazał, by zajęła przydzielone miejsce. Zawahała się, jednak wsiadła, nie chcąc rozbudzać jakiejś awantury. On obiegł dookoła auto, po czym za nim odpalił auto, zwrócił się w jej stronę, tym razem bez uśmiechu.
-Gdzie Cher? Podwiozę ją.
-Emm... ona zwiała. - odpowiedziała, nerwowo drapiąc się po ramieniu.
-Z powodu? - dociekał bardziej, jakby to było najważniejszą rzeczą w tym momencie.
-Z Harry'm.
Zacisnął dłonie na kierownicy. Zapiął pas i wyjechał z parkingu, zabierając Abigail na obiad do restauracji, a później odwożąc ją bezpiecznie do domu. Wiedziałem, szepnął w swoich myślach, wchodząc do mieszkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz