sobota, 4 stycznia 2014

[03] Nice to meet you.

-Zabieraj te obleśne łapska od mojej córki, kryminalisto! - krzyk Dan'a rozbudził śpiące "rodzeństwo".
Abigail wstała z kanapy niczym oparzona i przyjrzała się zaczerwienionej, od złości, twarzy ojca. Podeszła do niego i szeptem zaczęła go zapewniać, iż nic nieprzyzwoitego między nimi nie zaszło. On nie słuchał jej tylko podszedł do sofy i podciągnął chłopaka, trzymając kurczowo materiał jego koszulki w pięściach.
Na parter zbiegła Jay, w pośpiechu zawiązując satynowy szlafrok. Jej oczy o mały włos wyskoczyły z oczodołów na widok jej narzeczonego, szarpiącego jej syna. Podeszła do nich, starając się ich jakoś rozdzielić, jednakże była zbyt słaba.
-Miałeś nie zbliżać się do niej! - znów warknął, wywołując drwiący uśmieszek na twarzy Louis'a.
-Jestem dorosły i mogę robić to, co żywnie mi się podoba - zaśmiał mu się prosto w twarz.
-Puść, do cholery, mojego syna! - matka byłego więźnia skupiła na sobie uwagę wszystkich domowników.
Dan puścił go, popychając na kanapę i w furii udał się na piętro, gdzie po chwili można było usłyszeć szum prysznica. Jay skrzyżowała ręce na wysokości piersi i spojrzała pytająco na nastolatkę oraz szatyna, oczekując jakiś wyjaśnień.
-Nic ważnego - mruknął Tomlinson, udając się do kuchni i przyrządzając sobie herbatę.
-Louie! - mruknęła ze złością, a on zignorował ją, biorąc do ust ciastko ze słoika, które znajdowało się na stole i chwytając długopis oraz skrawek kartki, przyczepiony do lodówki.
-Mam niedługo umowę w sprawie pracy, później mam plany. Nie czekajcie z kolacją - cmoknął ją w policzek, biegnąc na górę.
Zanim jednak wykonał tę czynność, wcisnął w dłoń zdezorientowanej Abbie ów kartkę z kuchni z szeregiem literek. Dyskretnie ją rozłożyła i przeczytała zawartość, udając się do sypialni Lou.

Chcę Cię zapoznać z moimi znajomymi. O 6 p.m bądź gotowa.

Nie czekając na pozwolenie, od razu po zapukaniu do drzwi, przekroczyła próg pokoju. Chłopak zapiął swoją błękitną koszulę, która opinała jego tors i wpuścił ją w ciemne jeans'y. Spojrzał na nią kątem oka, układając włosy na żel. 
-Nie chcę tam iść - mruknęła.
-Weźmiemy Cher i będzie ci raźniej - wyszczerzył rząd prostych zębów. 
-Ale Louie... - powiedziała, ale on wysłał jej całusa w powietrzu i opuścił sypialnię.
Zbiegła zaraz za nim, jednakże napotkała tylko trzask frontowych drzwi. Westchnęła głęboko, udając się do kuchni, gdzie czekało na nią, o dziwo, śniadanie. Zajęła swoje stałe miejsce przy stole i dostrzegła, jak auto jej przyszłej macochy wyjeżdża z garażu, a później włącza się do ruchu ulicznego. Wiedziała, że był to Lou, ponieważ Jay musiała zrobić śniadanie i na dodatek pozmywała naczynia.
-Będzie się działo - mruknęła, biorąc gryza kanapki i starając się obmyślić strój na wieczór.
~
-Jak to powiedział, że możesz mnie wziąć ze sobą?! - nastolatka zamknęła usta dłonią swojej przyjaciółce, ponieważ wydarła się na cały lokal, skupiając na nich uwagę innych.
-Normalnie. Napisał mi, że idziemy do klubu. Weźmiemy twój strój i u mnie się przygotujemy.
-O nie, nie! Twoje ubrania nie nadają się do klubu. Pożyczę ci sukienkę - szyderczo się uśmiechnęła, popijając kawę ze Starbucks'a. 
-Pojebało cię - popukała się w czoło, wstając i rzucając na stolik kilka banknotów. 
Obie udały się w stronę sklepów i oglądały wystawy. W pewnym momencie wzrok Cher przykuła obcisła, w kolorze węgla sukienka, która idealnie pasowałaby na ciało Abbie. Oplotła jej nadgarstek swoją drobną dłonią i zaciągnęła do sklepu, szukając materiału i wpychając przyjaciółkę do przymierzalni. Abigail próbowała się bronić, jednakże dała za wygraną. 
Kiedy Cheryl szukała czegoś dla siebie, natknęła się na czerwoną torebkę oraz tego samego koloru szpilki. Wsunęła je do pomieszczenia, w którym znajdowała się Abbie, a ona głośno westchnęła. Włożyła niewielkie stopy w buty i chwytając torebkę, odsłoniła zasłonkę dzielącą ją i Cher. Starszej opadła w dół szczęka, a Abbie zaśmiała się, po czym przeniosła swój wzrok na wejście do sklepiku. Wytrzeszczyła oczy, widząc Louis'a rozmawiającego z jakimś wytatuowanym mężczyzną i wskazującego na nią i Cheryl palcem. Schowała się do przymierzalni i szepnęła, by dziewczyna dyskretnie się obejrzała. Zaczęła wciskać się w swoje jeans'y oraz t-shirt, uprzednio zdejmując sukienkę oraz szpilki.
-Cześć Louigi! I witam... - zawahała się, nie znając imienia drugiego mężczyzny.
-Niall Horan - ujął jej dłoń i ucałował wierzch.
-Louigi? - zaśmiał się szatyn o lazurowym spojrzeniu i wbił w nią swój natarczywy wzrok.
-Dziękuję za zaproszenie. Z chęcią wybiorę się z wami - Cher była jedną z niewielu osób, która szybko potrafiła zmienić temat rozmowy. 
Najstarszy z grupki zaśmiał się, ale umilkł, dostrzegając zmierzającą w ich stronę Abbie. Chrząknął nieznacznie, po czym przeczesał włosy palcami, zmieniając ich położenie.
-Cześć Lou - powiedziała nieśmiało, poprawiając torbę na ramieniu i zaciskając dłonie na skórzanym pasku. 
-To jest Niall, mój przyjaciel. Niall to jest Abbie, moja prawie siostra - z trudem wypowiedział te słowa, ponieważ po jego głowie krążyły zupełnie inne, dwuznaczne myśli.
-Gdzie ta sukienka? - rzuciła Cheryl, przerywając uścisk dłoni między jej przyjaciółką a farbowanym blondynem.
-Odłożyłam, za droga jest - powiedziała, oddalając się od grupki w stronę małej kafejki, zamawiając kolejną kawę.
-Ja zapłacę - wyrwało się Louis'owi, po czym podążył za Campbell. 
Zapakowaną torbę mężczyzna ujął w swoje dłonie i osobiście poszedł schować ją do bagażnika swojego auta. Obiecał niedawno poznanej dziewczynie, że odda ją w jej ręce przed odjazdem z galerii. 
~
Zaskoczona Abigail ubrała sukienkę, którą wręczyła jej szatynka. Była na nią zła, jednakże nie znała prawdy i wyładowywała swoją złość nie w tą stronę, w którą trzeba było. 
Krwistoczerwona szminka znalazła się na jej ustach, a włosy swobodnie opadały na nagie ramiona. Spoglądając w lustro, była zaskoczona swoim wyglądem, ponieważ to nie był jej styl. Tak ubierała się Cher, nie ona.
W porównaniu do Abbie nastolatka ubrała spódniczkę z wysokim stanem oraz przykrótką bluzkę, która odsłaniała w pewnym stopniu jej płaski brzuch. Na nogi wsunęła samonośne pończochy, które, jak uważała, dodawały seksapilu. Lekko falowane włosy idealnie się ułożyły, a ostry makijaż podkreślał jej atuty. Byłą oszałamiająco śliczna, czego zawsze zazdrościła jej Abigail.
Bardzo szczupłe i zgrabne nogi blondynki osłonięte były podobnymi pończochami, jakie założyła osiemnastolatka. Stopy wsunęła w zakupione szpilki i z głośnym westchnieniem weszła do sypialni przyjaciółki,ukazując swoje nowe oblicze.
-Koniecznie musisz zmienić styl, skarbie - powiedziała Cher, wstając z łóżka i narzucając na ramiona płaszczyk.
-To jeden jedyny wyjątek - mruknęła, chwytając swoją narzutkę i schodząc na dół.
Dźwięk dzwonka rozległ się po mieszkaniu, przez co podekscytowana szatynka pobiegła do drzwi, o mało co nie zabijając się o własne nogi. W myślach policzyła do trzech, uspakajając się, po czym z szerokim uśmiechem wpuściła Louis'a do swoich skromnych progów.
-Ładnie wyglądacie - szczerze powiedział, głównie przyglądając się Abigail.
-Dobry wieczór, Lou, miło cię widzieć - zagadnęła Cher z nutką sarkazmu w głosie.
-Jedziemy? - mruknął zirytowany, nie mogąc pojąć iż Campbell nie potrafiła przyjąć najmniejszego komplementu z jego strony.
Pokiwały twierdząco głowami i wyszli, zostawiając dom pusty w środku. Zajęły miejsca na tyłach czarnego, sportowego auta, o które nie miały zamiaru wypytywać. No może Abbie, która była zaskoczona wszystkim, co zaczynało się wokół niej dziać.
Po szybkiej drodze, spędzonej w luksusowym aucie, obie szybko je opuściły, nie czekając aż ktoś podejdzie do nich i pomoże wysiąść. Tomlinson przekazał kluczyki oraz sporą sumę pieniędzy jakiemuś mężczyźnie, który odwiózł auto bezpiecznie na parking. 
Louis objął obie dziewczyny w pasie i poprowadził je do wyjścia, omijając kolejkę, która utworzyła się przed lokalem. Za nimi było słychać obelgi oraz wyzwiska, co w ogóle nie poruszyło Cher ani Louis'a. Cheryl czuła się jak wyróżniona, jak sława. Przyrodni brat Abbie przywykł do takich wydarzeń. Natomiast ona sama chciała się stamtąd jak najszybciej wynieść.
W powietrzu unosił się zapach alkoholu i dymu papierosowego. Pragnęła zająć miejsce w jak najcichszym kącie sali i oddać się pragnieniu alkoholowemu, mimo że nie należała do pijących. Może od czasu do czasu jedno piwo się zdarzyło. 
Szybka muzyka odbijała się od ścian z echem, mając podwójną, może nawet potrójną, siłę. Abbie zdjęła płaszcz i szła przed siebie, kiedy duża dłoń oplotła jej nadgarstek i pociągnęła, o mało co nie przewracając jej. Chłopak położył swoją rękę na jej biodrach, zmuszając ją do tańca. Skoro Louis ją tu zaprosił, jaki był jego cel?
Postanowiła złamać wszystkie zakazy, które sobie wytyczyła i porwała się w wir tańca z nieznajomym. W końcu obrócił ją do siebie plecami, zmieniając położenie dłoni z pleców na brzuch. Kiedy zmierzała niżej i niżej, w jej głowie zapaliło się czerwone światełko i wykonała obrót, stając z nim twarzą w twarz.
Kilkudniowy zarost dodawał mu męskości, duże oczy przypominały okrągły kawałek tabliczki mlecznej czekolady, niezbyt krótkie, kruczoczarne włosy ustawione wzwyż na żel, mocno zarysowana linia szczęki, zgrabny nos. Zagryzła dolną wargę. Ciacho.
-Masz ochotę się napić? - zbliżył się do jej ucha, przekrzykując muzykę. 
Jego głos wywołał falę ciepła, która napłynęła na jej rozgrzane i tak od tańca ciało. Kiwnęła potakująco głową i udała się z nim w stronę baru, za którym stał kolejny, przystojny pan. Mniam.
-Co podać? - zapytał, opierając się o blat i mierząc dziewczynę swoim spojrzeniem.
-Coś mocnego - powiedział brunet, śmiejąc się.
Miała okazję przyjrzeć się jego tatuażom. Miała ochotę wodzić po nich palcem i ... STOP, Abigail. Czerwona lampka. Ty go nie znasz, to obcy facet. Nie jesteś taka, pomyślała.
Wypiła do dna shota z nowo poznanym facetem, po czym on odszedł, szepcząc do jej ucha, że jeszcze się spotkają. Uniosła jedną brew, po czym przeniosła wzrok na przystojnego barmana, którego speszyła swoją nagłą zmianą obiektu zainteresowania. 
-To nie jest miły typ, uważaj na niego - powiedział, wycierając szklankę.
-Skąd to możesz wiedzieć? - zagryzła wewnętrzną część policzka.
-Skarbie, pracuję tu nie od dziś i widzę, co robią ludzie. Tak samo jak... o, ten w jasnej koszuli, szatyn - wskazał palcem na Louis'a, co wywołało głośne przełknięcie śliny i Abbie - Coś nie tak?
-Nie, nic. Jak masz na imię? 
-Liam, a ty, piękna pani? - ucałował jej dłoń, uśmiechając się szeroko.
-Abigail, ale mów mi Abbie.
-Kurwa, Abigail! Szukałem cię! - niepostrzeżenie zjawił się wilk, o którym była mowa - Kogo to moje oczęta widzą? Sam Liam Payne.
-Podać coś? - starał się uniknąć jego wzroku. Stał się mniej pewny siebie niż był dotychczas. 
-Kilka butelek czegoś mocnego do naszego stolika. Abbie, ruszaj się - chwycił ją za rękę, a ona posłała ostatnie spojrzenie w stronę barmana, który nawet nie raczył odwrócić się w jej stronę.
Przy stoliku siedemnastolatka zastała Cher, która w najlepsze zabawiała się w towarzystwie trzech mężczyzn. Była zszokowana tym, że jest przewaga płci męskiej. 
Brat przedstawił jej swoich znajomych z więziennej celi. Ona uścisnęła każdemu dłoń, poza Niall'em, który mimo swojego zadziornego charakteru, potrafi być uroczy. On objął ją swoimi ramionami i zaprzestał tej czynności, czując palący i morderczy wzrok Louis'a na nich. 
Zapowiada się ciekawa noc... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz