Dziesięć minut i środek transportu znów zaczął zwalniać. Chwycił swoją torbę i utrzymując szybkie tempo, znalazł się przy drzwiczkach. Rozsunął je i nie zważając na osoby, które chciały wsiąść do pojazdu, opuścił pociąg. Zarzucił bagaż przez ramię i zmierzwiwszy nieułożoną grzywkę, podążył w stronę postoju taksówek.
-Jest pan wolny? - zapytał starszego mężczyznę, który rozwiązywał krzyżówki, siedząc na miejscu kierowcy.
-Tak, tak. Proszę wsiadać.
Posłał mu mój uśmiech numer jeden i samodzielnie ułożył walizkę na miejscu z tyłu pojazdu, po czym obszedł go dookoła, zajmując miejsce za przednim siedzeniem pasażera.
-Dokąd? - zapytał taksówkarz, a on przechylił głowę w prawo, by spojrzeć na jego twarz.
-Mattersey Close* - wyrecytował niczym wierszyk, zapinając pas bezpieczeństwa.
Mężczyzna pokiwał głową, po czym ruszył z postoju, a Louis wlepiał swój wzrok w widok za szybą samochodową, gdyż było to ciekawsze, niż rozmowa ze starcem.
Rękaw jego granatowej kurtki trochę podwinął się, więc można było dostrzec kilka jego tatuaży. Przyjrzał się wydzierganemu napisowi - Be free like a bird.** Uśmiechnął się, przejeżdżając po nim palcem.
Głos kierowcy wyrwał go z zamyśleń. Nie sądził, że dość długa przejażdżka minie w niezawodnie szybkim tempie. Wyjął z kieszeni spodni kilka banknotów i obdarował nimi taksówkarza. Podziękował skinięciem głowy, a szatyn śmiało opuścił pojazd, po raz kolejny trzymając w dłoni torbę, w której znajdowały się jego ubrania oraz inne drobiazgi.
Koło niego przeszła blondynka, trzymająca w dłoniach dwie reklamówki z zakupami. Tupnęła nogą w odśnieżoną ścieżkę, po czym weszła na teren posesji jego domu. Niebieskie oczy przypomniały w tamtym momencie wielkością dwie piłeczki tenisowe. Bez pukania ani korzystania z dzwonka, weszła do środka, z trzaskiem zamykając za sobą drzwi. W pierwszym momencie przez jego głowę przeszła myśl, iż mama zmieniła adres zamieszkania. A może wynajęła komuś mój pokój?
Koło niego przeszła blondynka, trzymająca w dłoniach dwie reklamówki z zakupami. Tupnęła nogą w odśnieżoną ścieżkę, po czym weszła na teren posesji jego domu. Niebieskie oczy przypomniały w tamtym momencie wielkością dwie piłeczki tenisowe. Bez pukania ani korzystania z dzwonka, weszła do środka, z trzaskiem zamykając za sobą drzwi. W pierwszym momencie przez jego głowę przeszła myśl, iż mama zmieniła adres zamieszkania. A może wynajęła komuś mój pokój?
Przeszedł pewną odległość, przyglądając się metalowej liczbie, wiszącej przy drzwiach frontowych domu.
Niepewien tego, co może ujrzeć po chwili, po upływie kilku sekund wpatrywał się w dzwonek. Kciukiem wcisnął przycisk i rozglądając się dookoła, czekał, aż ktoś otworzy wrota domu.
Słysząc charakterystyczny dźwięk przekręcania zamka, przeczesał wolną dłonią swoją grzywkę, przenosząc wzrok na drewnianą płytę. Jego oczom ukazała się, we własnej osobie, matka. Widząc jej przerażenie oraz zaskoczenie, kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Czuł jej palący wzrok na swojej szyi, gdzie znajdował się jeden z kilkudziesięciu tatuaży. Odruchowo podrapał się tam, a ona widocznie speszona spuściła wzrok, patrząc na czubki swoich kapci.
-Wpuścisz mnie, mamo? - zapytał.
Szerzej otworzyła drzwi, a on wszedł do środka. Popatrzył na ścianę, gdzie zazwyczaj wisiało jego zdjęcie. Jednakże rozczarowanie ogarnęło jego ciało, gdyż go tam nie było. Chciała zapomnieć.
-Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - zwrócił się do niej, wpatrując się w fotografię, przedstawiającą ją oraz jakiegoś mężczyznę - Kto to?
-To jest Dan, mój narzeczony - ostatnie wyrazy z trudem przeszły jej przez gardło.
Nie spodziewał się, że ta, za zwyczaj, miła, czuła oraz ciepła kobieta, będzie z jakimkolwiek żalem wypowiadać te wyrazy.
Zdjął zimową kurtkę z ramion, po czym pozbył się również butów. Wyciągnął z szafki swoje kapcie, które wciąż tutaj były i wsunął w nie stopy.
-Mój pokój jest wciąż tam, gdzie był, czy został zmieniony na coś innego?
-Jest w nienaruszonym stanie. Zrobić ci herbatę? - rzekła Jay, patrząc na syna.
-Poproszę.
Biorąc walizkę z ubraniami, udał się po schodach na górę. Podążył się do końca korytarza i wszedł do sypialni, znajdującej się po prawej stronie.
Łóżko było zaścielone, co niezbyt go zdziwiło. Położył bagaż na ziemi, udając się do komody, z której wyciągnął bieliznę, spodnie dresowe oraz zwyczajną koszulkę. Zamknął drzwi, udając się do łazienki, by odświeżyć się. Tęskniłem.
Przecierając mokre włosy ręcznikiem, z których wciąż kapały kropelki wody. Pod pachą trzymał ciemną koszulkę, ponieważ postanowił jej nie zakładać. Rzucił ją na łóżko, po czym słysząc skrzypienie drzwi, popatrzył w ich stronę.
Zza nich wyłoniła się postać ów blondynki, którą widział, stojąc w pewnej odległości od domu. Dziewczyna trzymając w dłoni telefon, wpatrywała się w jego wyświetlacz, uśmiechając się. W końcu podniosła swój wzrok, a jej policzki momentalnie przybrały barwę dojrzałego pomidora.
-Prze...przepraszam - wydukała, szybko chwytając kilka zeszytów z jego biurka i opuszczając sypialnię Louis'a.
Szatyn zaśmiał się, zawieszając ręcznik na fotelu, po czym okrył swój tors t-shirt'em, by móc zejść na dół i przywitać się z nastolatką.
Szurając kapciami po drewnianej posadzce, znalazł się w kuchni, gdzie czekał na niego parujący kubek z herbatą. Zasiadł przy stole i nie słodząc jej, upił kilka łyków. Ciepło ogarnęło jego krtań. Przeniósł wzrok na matkę, która zasiadła naprzeciw niego.
-Jak się czujesz, Lou? - zapytała, mieszając łyżeczką w herbacie.
-Przestań. Oszczędź sobie tego - burknął, opierając się o krzesło.
-Jay, tu jest reszta z zakupów. Zapomniałam ci oddać - ciepły głos odbijał się echem w jego głowie.
-Właśnie, Abigail ... To jest Louis, mój syn. Louis to jest córka Dan'a.
-Nie sądziłem, że zostanę aż tak miło przywitany - zaśmiał się - Witaj, siostrzyczko.
-Nie mów tak do mnie - warknęła.
-Przed chwilą byłaś milsza - jego wzrok podążył za Jay, która opuściła kuchnię - Wolę cię w takiej wersji. Ostre dziewczyny są seksowne.
Prychnęła, spinając włosy w niechlujnego koka. W jej dłoniach znalazł się karton z sokiem, po czym zasiadła naprzeciw niego, wlewając trochę pomarańczowej, słodkiej cieczy do przezroczystej szklaneczki. Wpatrywał się w nią jak w obrazek. W jego głowie panował chaos, ponieważ jej osoba wydawała się mu bardzo intrygująca. Chciał ją poznać bliżej, jak najszybciej.
-Ile masz lat? - palnął, chcąc zacząć jakoś rozmowę.
-Jeśli aż tak cię to interesuje to za kilka dni mam osiemnastkę - sięgnęła po ciastko, które leżało na talerzyku.
-Szykuje się gruba imprezka! - uśmiechnął się, a ona skarciła go wzrokiem.
-Nie jesteś zaproszony.
-Jeszcze zmienisz zdanie - szepnął, śmiejąc się z samego siebie.
Słysząc charakterystyczny dźwięk przekręcania zamka, przeczesał wolną dłonią swoją grzywkę, przenosząc wzrok na drewnianą płytę. Jego oczom ukazała się, we własnej osobie, matka. Widząc jej przerażenie oraz zaskoczenie, kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Czuł jej palący wzrok na swojej szyi, gdzie znajdował się jeden z kilkudziesięciu tatuaży. Odruchowo podrapał się tam, a ona widocznie speszona spuściła wzrok, patrząc na czubki swoich kapci.
-Wpuścisz mnie, mamo? - zapytał.
Szerzej otworzyła drzwi, a on wszedł do środka. Popatrzył na ścianę, gdzie zazwyczaj wisiało jego zdjęcie. Jednakże rozczarowanie ogarnęło jego ciało, gdyż go tam nie było. Chciała zapomnieć.
-Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - zwrócił się do niej, wpatrując się w fotografię, przedstawiającą ją oraz jakiegoś mężczyznę - Kto to?-To jest Dan, mój narzeczony - ostatnie wyrazy z trudem przeszły jej przez gardło.
Nie spodziewał się, że ta, za zwyczaj, miła, czuła oraz ciepła kobieta, będzie z jakimkolwiek żalem wypowiadać te wyrazy.
Zdjął zimową kurtkę z ramion, po czym pozbył się również butów. Wyciągnął z szafki swoje kapcie, które wciąż tutaj były i wsunął w nie stopy.
-Mój pokój jest wciąż tam, gdzie był, czy został zmieniony na coś innego?
-Jest w nienaruszonym stanie. Zrobić ci herbatę? - rzekła Jay, patrząc na syna.
-Poproszę.
Biorąc walizkę z ubraniami, udał się po schodach na górę. Podążył się do końca korytarza i wszedł do sypialni, znajdującej się po prawej stronie.
Łóżko było zaścielone, co niezbyt go zdziwiło. Położył bagaż na ziemi, udając się do komody, z której wyciągnął bieliznę, spodnie dresowe oraz zwyczajną koszulkę. Zamknął drzwi, udając się do łazienki, by odświeżyć się. Tęskniłem.
Przecierając mokre włosy ręcznikiem, z których wciąż kapały kropelki wody. Pod pachą trzymał ciemną koszulkę, ponieważ postanowił jej nie zakładać. Rzucił ją na łóżko, po czym słysząc skrzypienie drzwi, popatrzył w ich stronę.
Zza nich wyłoniła się postać ów blondynki, którą widział, stojąc w pewnej odległości od domu. Dziewczyna trzymając w dłoni telefon, wpatrywała się w jego wyświetlacz, uśmiechając się. W końcu podniosła swój wzrok, a jej policzki momentalnie przybrały barwę dojrzałego pomidora.
-Prze...przepraszam - wydukała, szybko chwytając kilka zeszytów z jego biurka i opuszczając sypialnię Louis'a.
Szatyn zaśmiał się, zawieszając ręcznik na fotelu, po czym okrył swój tors t-shirt'em, by móc zejść na dół i przywitać się z nastolatką.
Szurając kapciami po drewnianej posadzce, znalazł się w kuchni, gdzie czekał na niego parujący kubek z herbatą. Zasiadł przy stole i nie słodząc jej, upił kilka łyków. Ciepło ogarnęło jego krtań. Przeniósł wzrok na matkę, która zasiadła naprzeciw niego.
-Jak się czujesz, Lou? - zapytała, mieszając łyżeczką w herbacie.
-Przestań. Oszczędź sobie tego - burknął, opierając się o krzesło.
-Jay, tu jest reszta z zakupów. Zapomniałam ci oddać - ciepły głos odbijał się echem w jego głowie.
-Właśnie, Abigail ... To jest Louis, mój syn. Louis to jest córka Dan'a.
-Nie sądziłem, że zostanę aż tak miło przywitany - zaśmiał się - Witaj, siostrzyczko.
-Nie mów tak do mnie - warknęła.
-Przed chwilą byłaś milsza - jego wzrok podążył za Jay, która opuściła kuchnię - Wolę cię w takiej wersji. Ostre dziewczyny są seksowne.
Prychnęła, spinając włosy w niechlujnego koka. W jej dłoniach znalazł się karton z sokiem, po czym zasiadła naprzeciw niego, wlewając trochę pomarańczowej, słodkiej cieczy do przezroczystej szklaneczki. Wpatrywał się w nią jak w obrazek. W jego głowie panował chaos, ponieważ jej osoba wydawała się mu bardzo intrygująca. Chciał ją poznać bliżej, jak najszybciej.
-Ile masz lat? - palnął, chcąc zacząć jakoś rozmowę.
-Jeśli aż tak cię to interesuje to za kilka dni mam osiemnastkę - sięgnęła po ciastko, które leżało na talerzyku.
-Szykuje się gruba imprezka! - uśmiechnął się, a ona skarciła go wzrokiem.
-Nie jesteś zaproszony.
-Jeszcze zmienisz zdanie - szepnął, śmiejąc się z samego siebie.
~ * ~
Prychnęła pod nosem, nie chcąc wdawać się z nim w kolejną wymianę zdań. Z drugiej strony ciekawiło ją to, z jakiej przyczyny odsiadywał wyrok. Spojrzała na niego kątem oka, dostrzegając furię bijącą z jego oczu. Wahała się, czy powinna zapytać, czy też nie.
Rozłożył się na kanapie, chwytając w dłoń pilota. Przeskakiwał po kilkuset kanałach, nie potrafiąc znaleźć nic, co by go zaciekawiło.
Abigail pojawiła się w salonie, zajmując miejsce na fotelu. W myślach rzucała wiązanki przekleństw pod adresem starszego. Chciała, by było tak, jak wcześniej. Wiedziała, że nic już nie będzie normalnie. Nie wtedy, kiedy on jest w domu.
-Dlaczego mnie tak nie lubisz? Nie znasz mnie - jej rozmyślenia przerwał Louis, drapiąc się po brodzie.
-Jesteś kryminalistą i to wystarczy - mruknęła, nie starając się hamować swoich słów.
-Nie oceniaj książki po okładce - wysilił się na uśmiech, powstrzymując niegrzeczne słowa.
Prychnęła pod nosem, nie chcąc wdawać się z nim w kolejną wymianę zdań. Z drugiej strony ciekawiło ją to, z jakiej przyczyny odsiadywał wyrok. Spojrzała na niego kątem oka, dostrzegając furię bijącą z jego oczu. Wahała się, czy powinna zapytać, czy też nie.
-Za co siedziałeś? - palnęła, po chwili zatykając sobie buzię.
-Interesuje cię to? - przeniósł na nią palący wzrok, unosząc brew.
Poczuła się skrępowana. Oplotła swoje ciało rękoma, pocierając ramiona. Potrzęsła głową, dając mu znak, iż interesuje ją jego przeszłość.
-Nie mów nikomu, że ci powiedziałem. Wyrok za handel oraz niejednokrotne uczestnictwo w ich przemycie.
-Brałeś? - odruchowo zapytała.
-Może czasami. Dla odprężenia. Imprezy i te sprawy. A ty nigdy nie zażywałaś? - uśmiechnął się, zagryzając wargę.
-Nie. To świństwo - szepnęła, odwracając wzrok.
-Każdemu się tak na początku wydaje - dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach przerwał ich rozmowę.
Do domu wszedł mężczyzna, którego przedstawiała fotografia, o którą wcześniej pytał Louis. Dziewczyna od razu się podniosła, udając się w jego stronę i obdarzając jego policzek całusem. Szatyn wpatrywał się w nich, po czym rozejrzał się po pokoju, dostrzegając swoją matkę idącą w ich stronę.
-Może przedstawisz mnie? - mruknął syn Jay, obserwując ich z lekkim obrzydzeniem na twarzy.
-A tak - oddaliła się od mężczyzny, wskazując ręką na swojego narzeczonego - To jest Dan, a to jest Louis, mój syn.
Ostatnie słowa powiedziała z wielkim żalem i bólem. Louis nie sądził, że aż tak może być to dla niej przykre. Bądź co bądź wciąż był jej synem, pierworodnym i jednym. Nie powinna się go wyrzekać.
~ * ~
Siedząc w kuchni, uważnie przyglądał się każdemu z osobna. Uśmiechnął się pod nosem, widząc zdenerwowanie oraz skrępowanie na twarzy Dan'a.
Jay w spokoju jadła danie, które sama przygotowała i starała się zbytnio nie odzywać. Wiedziała, że może wywołać jakąś niepotrzebną kłótnię. Wolała przemilczeć kilka chwil, niż palnąć jakieś głupstwa.
Abigail nie ukrywała swojej złości i zmierzyła dwudziestoparolatka morderczym spojrzeniem. On posłał jej uśmiech numer dwa, po czym uniósł jedną brew, widząc, że jej mina nie złagodnieje.
Powróciła do konsumowania posiłku, nerwowo stukając palcami w gładką powierzchnię stołu. Niezręczna cisza zaczęła na niej ciążyć, więc postanowiła, jako pierwsza, się odezwać.
-Będziemy teraz tak siedzieć i milczeć? - popatrzyła na przyszłą macochę i ojca.
-Abby, po prostu... - zaczęła Jay, jednakże przerwał jej mężczyzna, siedzący obok niej.
-Nie szczędźcie sobie epitetów. Z chęcią ich posłucham - bezczelnie rzekł Louis, opierając brodę na splecionych dłoniach.
Dan chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się ze względu na córkę i narzeczoną. Westchnął głęboko, chcąc się uspokoić, po czym wziął pusty talerz w dłonie i włożył go do zlewu. Bez słowa opuścił jadalnię, przez co Louis parsknął śmiechem, grzebiąc widelcem w talerzu.
-To, że pozwoliłam ci znów tu zamieszkać, nie znaczy że możesz robić to, co ci się podoba - mruknęła matka, obdarzając syna gniewnym spojrzeniem.
-Nie wyraziłaś zdania na ten temat. Wpuściłaś mnie do mojego domu - powiedział, odsuwając krzesło i szybko myjąc swój talerz.
Johannah w tempie głodnego lwa, goniącego antylopę, zostawiła prawie przyrodnie rodzeństwo sam na sam.
~ * ~
Tamtego dnia, pod wieczór, Louis ubrał białą koszulkę oraz czarne, obcisłe spodnie. Był zaskoczony tym, że mieści się w spodnie sprzed dwóch lat, jednak postanowił, że musi udać się na jakieś zakupy.
Narzucił na ramiona koszulę w kratę i wsunął stopy w białe trampki. Zbiegł na dół, włączając swoją komórkę, po czym założył kurtkę.
-Wychodzisz? - zapytała Jay, obserwując jego ruchy.
-Jeśli możesz to daj mi klucze, bo nie wiem, kiedy wrócę, a nie chcę nikogo budzić.
-Abigail nie będzie spać. Jest piątek, więc ...
Wybrał numer do swojego starego przyjaciela, oznajmiając mu swój powrót oraz zapraszając go na piwo do baru. Stan był mile zaskoczony tym, że Louis wrócił do Doncaster. Sądził, że zostanie już na stałe w Londynie.
Przekroczył próg lokalu, a do jego nozdrzy dotarł zapach alkoholu. Wyszczerzył zęby, oblizując wargi i dostrzegając kilka pań w rogu sali. Zrzucił kurtkę z ramion i udał się do barmana, zamawiając drinka.
Trzymając szklankę z kolorowym płynem w dłoniach, obrócił się na krześle, przyglądając się wszystkim. Przy wejściu dostrzegł swojego przyjaciela. Pomachał mu ręką, po czym obaj wpadli sobie w objęcia. Za długo się nie widzieli, by przywitać się uściskiem dłoni. Fakt, Stan odwiedzał Louis'a w więzieniu, ale był tylko kilka razy na całe, okrągłe dwa lata.
Przekroczył próg lokalu, a do jego nozdrzy dotarł zapach alkoholu. Wyszczerzył zęby, oblizując wargi i dostrzegając kilka pań w rogu sali. Zrzucił kurtkę z ramion i udał się do barmana, zamawiając drinka.
Trzymając szklankę z kolorowym płynem w dłoniach, obrócił się na krześle, przyglądając się wszystkim. Przy wejściu dostrzegł swojego przyjaciela. Pomachał mu ręką, po czym obaj wpadli sobie w objęcia. Za długo się nie widzieli, by przywitać się uściskiem dłoni. Fakt, Stan odwiedzał Louis'a w więzieniu, ale był tylko kilka razy na całe, okrągłe dwa lata.
***
* Jest to rzeczywista ulica w Doncaster, jednak użyta tylko i wyłącznie na potrzeby bloga.
** Louis nie posiada takiego tatuażu, użyte na potrzeby opowiadania.
** Louis nie posiada takiego tatuażu, użyte na potrzeby opowiadania.
*** W opowiadaniu Louis jest jedynakiem.
**** Jay w rzeczywistości jest związana z Dan'em.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz