czwartek, 9 stycznia 2014

[05] It shouldn't never happen.

Stała przed łazienkowym lustrem, jeżdżąc subtelnie palcami po fioletowym znamieniu z niewielkimi czerwonymi odcieniami. Złość rosła w jej organizmie z prędkością światła. Kretyn. Przyglądała się swojemu odbiciu jeszcze przez kilka sekund, po czym ukryła niewielkiego krwiaka pod grubą warstwą korektora oraz pudru.
Zadowolona z efektu pracy wyszła, zamykając drzwi za sobą. Opuściła pokój, zbiegając radośnie po schodach w dół, jednakże mina jej zrzedła, dostrzegając Louis'a rozłożonego na kanapie i oglądającego telewizyjne programy. Wydawało jej się, że niezauważona przemknęła przez salon, jednakże on wyczuł delikatny jak piórko powiew wiatru i odwrócił się jak na komendę, przyglądając się blondynce.
-Dlaczego  zakryłaś? - zapytał, przyglądając się jej szyi, kiedy wstał i udał się w jej stronę.
Zamilkła, chcąc uniknąć odpowiedzi. Najzwyczajniej w świecie nalała sobie soku pomarańczowego do przeźroczystej szklanki. Upiła łyk i chcąc wyjść, udała się w stronę przejścia, jednakże mocny uścisk na przedramieniu zahamował jej ruchy, tym samym Abbie wylała na siebie zawartość naczynia, jakim był napój.
-Idiota! - warknęła, odstawiając szklankę na stół.
Biały materiał przesiąknął pomarańczową cieczą, z czasem zaczynając prześwitywać. Wybiegła, słysząc jego chichot z oddali.
Wpadła do łazienki, zdejmując materiał z ciała. Stała tylko w górze od bielizny oraz krótkich, dresowych spodenkach, gdyż w domu było dla niej za gorąco.
Nerwowo szukała jakiejś koszulki w pomieszczeniu, jednakże słysząc szczęk zamka, zamarła. Odwróciła się, a widząc hipnotyzujące, niebieskie tęczówki, próbowała zasłonić się rękoma, co nie za dobrze jej wyszło. On wszedł wgłąb dość ciasnego, jak dla dwojga, pomieszczenia. Zamknął drzwi, a kluczyk wyjął z zamka i włożył go do kieszeni swoich jeans'owych spodni. Wraz z zmniejszaniem przez niego odległości pomiędzy nimi, ona starała się ją zwiększyć, kurczowo trzymając dłonie skrzyżowane na piersiach. Jej plecy zderzyły się z chłodnymi kafelkami. Głośno przełknęła ślinę, obserwując jego język wodzący po wargach, zwilżając je. W podbrzuszu nastolatki wirowało stado motyli oraz inne, dziwne, nieznane jej dotąd uczucia.
Oparł się ręką o ścianę, tuż przy jej głowie. Ciepły, miętowy oddech wywołał dreszcze na jej ciele. Pochylił się mocniej, delikatnie muskając ustami jej ramię. Podążał w górę, poprzez szyję i docierając do linii szczęki. Oderwał się na kilka sekund, by zlustrować jej twarz. Niepewność w oczach. To go usatysfakcjonowało. Przybliżył swoje usta, ich nosy się stykały. Zjechała wzrokiem na jego malinowe, wąskie usta, na których widniał bezczelny uśmiech. Nie potrafiła go odepchnąć. Może nie chciała? 
Nie czekając na żadne pozwolenia, z całkowitą delikatnością muskał jej usta, a Abbie odwzajemniła pieszczotę. Nie obchodziło ją to, że ktoś może zacząć się niecierpliwić. Nikt nie miał prawa wejścia, ponieważ Louis przemyślał sprawę i zamknął drzwi na klucz. Nie mogła uciec. Nawet nie chciała.
Jedną rękę położył na jej udzie, sunąc w górę, aż po wcięcie w tali i złapał obie ręce, odsłaniając jej piersi. Z mlaśnięciem oderwał się od jej warg, wpatrując się w dość pokaźny, lecz niezbyt duży biust. Spuściła swoje ręce wzdłuż talii, jednakże wewnętrzna siła kazała zasłonić jej walory.
Gwałtownie chwycił jej talię, przysuwając dziewczynę do siebie. Po chwili zjechał nimi w dół, ściskając jej pośladki. Znów ucałował jej usta, które idealnie się do tego nadawały. Ona objęła obiema dłońmi jego kark, masując go, przez co Louis wydawał z siebie pomruki zadowolenia, uśmiechając się delikatnie.
-Wróciliśmy! - krzyk rozniósł się po całym domu.
Nawet nie zauważyła nieobecności ojca i jego partnerki. Wytrzeszczyła oczy i używając całej swojej siły, odepchnęła go od siebie, nerwowo tupiąc nogą, chcąc wyjść. On przysunął się jeszcze raz i cmoknął miejsce z ukrytą malinką, po czym oparł się o zlew.
-Możemy wyjść? - szepnęła, wciągając na siebie przemoczony materiał.
-Nie? - zaśmiał się cicho.
-Louie, proszę!
Wyciągnął klucz i jako pierwszy wyszedł, zostawiając metal w drzwiach. Wrócił po kilku sekundach z nową koszulką. Abigail podziękowała mu, lecz widząc, że to jego ubranie, skrzywiła się.
-Przed chwilą się obściskiwaliśmy, a ty nie chcesz włożyć mojego t-shirt'tu?
Jego słowa zawstydziły ją, przez co na twarz wstąpiły różane place. Zakryła twarz włosami i czekała, jak Tomlinson opuści łazienkę, jednakże on usiadł na toalecie i wpatrywał się w nią jak w najcenniejszy obrazek.
-Wyjdziesz?
-Jak myślisz - urwał, wzbudzając napięcie - Twój ojciec nie będzie zadowolony, kiedy wyjdę z łazienki i zobaczy tu również ciebie, prawda?
Cenna uwaga. Westchnęła i nieśmiało obróciła się, zdejmując kolejny raz, tamtego dnia, białą koszulkę. Narzuciła na siebie przyduży, zielony materiał i obejrzała się w lustrze, widząc jak mocno wisi na niej ubranie chłopaka. Odwróciła się do niego a on uniósł oba kciuki w górę.
-Jak zawsze ślicznie - zagryzł dolną wargę. Cholerne motyle, pomyślała Abbie.
-Dlaczego to zrobiłeś? - usiadła na podłodze - Nie mogę ci się podobać - szepnęła, lecz on ją usłyszał - Nie mogę!
-Dlaczego?
-Będziemy rodzeństwem, Loulou!
-Podoba mi się to przezwisko. Będzie zarezerwowane tylko i wyłącznie dla ciebie - puścił oczko, kucając przy Abigail i składając kolejny pocałunek na jej ustach.
Wyszedł bez słowa, zostawiając ją z natłokiem myśli. Po kilku chwilach również zostawiła opustoszałą łazienkę, wchodząc do salonu, gdzie siedział już Louis z pokerową twarzą oraz Dan wraz z Jay. Odruchowo zajęła miejsce koło dwudziestoparolatka, kładąc ręce na kolanach.
-Nie chcieliśmy was pośpieszać - uśmiechnęła się Jay, a serce stanęło w gardle córki Dan'a, natomiast Louis zaśmiał się, zakrywając swoją twarz dłońmi.
-Po sylwestrze, pobieramy się - oznajmił mężczyzna, bez żadnego zastanowienia.
Tomlinson przestał się śmiać. Na jego twarz wkradła się furia. Abbie przybrała dobrą minę do złej gry. Przytuliła swoją przyszłą macochę i ojca, który cieszył się, że jego jedyne dziecko przyjęło tę radosną, jak dla niego, nowinę.
Kiedy oddaliła się od obojga rodziców, usłyszeli trzask drzwi. Trzy pary oczu zwróciły się na wieszak z kurtkami, gdzie brakowało bluzy Louis'a, a na szafce nie było pary jego tenisówek.
Sięgnęła po jeans'y, które leżały na kaloryferze i wbiła się w nie, nie fatygując się o zdjęcie spodenek. Wsunęła nogi w Nike'i i w louisowej koszulce wybiegła na zewnątrz, chcąc go jak najszybciej dogonić.
Udało jej się to po dziesięciu minutach szybkiego biegu. Zdyszana i zmarznięta stanęła przed nim, opierając swoje dłonie na jego torsie. Przełknęła ślinę, czując lekki, nieprzyjemny ból.
-Czemu nie wzięłaś kurtki? - powiedział, ściągając swoją bluzę i okrywając nią nastolatkę.
-Mówiłam, że to nie wypali - wydyszała, a on przebiegle się uśmiechnął, obejmując ją ramieniem.
-Wszystko da się odkręcić - ruszył, ciągnąc ją za sobą - Zawsze mogę lub możemy się nie zgodzić.
-Lou, to nie ma sensu!
-Wszystko ma sens - objął jej twarz, zbliżając się do niej, oddając jej część swojego ciepła.
-To był jeden, jedyny wybryk - szepnęła, wyrywając się i udając się w nieznanym jej kierunku.
Biegła, wsłuchując się w szum grudniowego wiatru. W końcu zatrzymała się przed niewielką kawiarnią. Nerwowo przeszukała kieszenie swoich spodni i odnajdując drobniaki, weszła do środka, zamawiając kawę na wynos.
Z papierowym, ciepłym kubkiem podążała przed siebie, myślami będąc w swoim świecie. "Obudziła się", kiedy ktoś szarpnął ją, odwracając w swoją stronę. Kubek wypadłby jej z dłoni, gdyby nie jej mocniejszy uścisk. Swój wzrok przeniosła na wyższego od siebie szatyna o intensywnie czekoladowym spojrzeniu. Momentalnie uśmiechnęła się na jego widok.
-Cześć, Abbie - powiedział, puszczając jej rękę.
-Cześć - mruknęła lekko zawstydzona.
-Nie powinnaś sama spacerować - powiedział, nerwowo zagryzając dolną wargę.
-Dlaczego? - zdziwiona zapytała, upijając łyk kawy.
-Chodź, zapraszam cię na kolację.
Nie zauważyła zachodzącego już zmroku. Zgodziła się, delikatnie potakując głową. Ręką wskazał jej kierunek, w którym powinni się udać i ruszyli z miejsca, rozmawiając o błahostkach.
Po podaniu menu, Abigail beznamiętnie się w nie wpatrywała, nie wiedząc, co może zamówić. W końcu zrezygnowała, mimo lekkiego burczenia w jej brzuchu.
Nie usłyszała nawet, co zamawiał Liam. Wpatrywał się w nią wyczekująco, lecz ona pokiwała przecząco na znak, że nic nie chce. Nie dopuszczając do siebie jej sprzeciwu, zamówił to samo co sobie. Ona westchnęła zrezygnowana. Co za uparty osioł...
-Nie jestem głodna, Liam.
-Właśnie słyszę - zaśmiał się, kiedy jak na zawołanie z jej żołądka zaczęły wydobywać się charakterystyczne dla głodu dźwięki.
Zawstydzona schowała zarumienioną twarz za puklami blond włosów, a on pochylił się nad stołem, zagarniając je za uszy dziewczyny. Jej usta wygięły się w lekkim uśmiechu.
Po podaniu takich samych dań, jakim była lasagne, Abbie ucieszyła się, ponieważ było to jej jedno z ulubionych dań. Od razu chwyciła sztućce w dłonie, jednakże za nim ukroiła pierwszy kęs, spojrzała na już jedzącego Payne'a.
-Nie mam jak zapłacić - mruknęła.
-Zaprosiłem, płacę.
Westchnęła, nie chcąc się sprzeciwiać. Cały czas pochłonięta była w swoich myślach. Sytuacja z Louis'em w łazience, po czym wieść o nagłym ślubie ich rodziców. To spadło jak grom z jasnego nieba. Jednakże w mniej miłym znaczeniu.
Co czuła do Louis'a? Sama nie wiedziała. Miał być jej bratem, jednakże pomiędzy nimi działo się coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć. Czasu jednak nie da się cofnąć. Nawet nie żałowała.
-Więc, masz na jutro jakieś plany? - zapytał, wycierając usta chusteczką, na co Abbie pokiwała głową na nie - Więc, wybrałabyś się ze mną na spacer?
-Jasne - radość tryskała z jej oczu. A Louis?
-Przyjadę po ciebie do szkoły. O której kończysz?
-Po drugiej.
-Będę czekać na głównym parkingu - puścił jej oczko, na co ona wyszczerzyła swoje zęby.
-Muszę już iść. Dziękuję za obiad - podniosła się, po czym cmoknęła go w policzek i jak najszybciej opuściła restaurację, nie odpowiadając na jego ostatnie zadane pytanie, którego nie usłyszała.
~
-Mam rozumieć, że całowałaś się z własnym bratem? 
Cheryl zawsze wszystko mówiła wprost. Nie obawiała się, że ktoś ją usłyszy. Jej rodziców już dawno nie było w domu, ponieważ poszli na wspólną kolację, zostawiając cały swój dorobek pod opieką córki. 
-On nie jest moim bratem.
-Jeszcze - wskazała na nią palcem, opadając na swoje wygodnie łóżko - A co z Liam'em? 
-Zaprosił mnie na spacer - wciąż wzdychała - A jak twoja randka? Warto było się zmywać z Harry'm?
Zarumieniła się, spoglądając na swoją przyjaciółkę. - Zabrał mnie do swojego domu, do klubu i pojechaliśmy na jakąś łąkę czy coś w tym rodzaju.
-Cały czas masz rumieńce. Co się wydarzyło?
-Harry nie należy do mężczyzn, którzy są ... romantyczni? Chyba tak to ujmę. 
-Uprawiałaś z nim seks?! - krzyk został stłumiony przez rękę przyciśniętą do jej ust.
Cher zatwierdziła przypuszczenia swojej koleżanki i opowiedziała jej wszystko ze szczegółami. Oznajmiła również, że nie są parą ze względu na dziewczynę, ponieważ za krótko się znają. Abigail przerwała jej w tamtym momencie docinkiem, że mimo krótkiej znajomości odważyła się pójść z nim do łóżka. To takie niedorzeczne! 
Uważnie słuchały siebie nawzajem, co było jedną z wielu cech, której brakuje innym ludziom. Później schodząc z intymnych spraw, przeszły na jakiejś bardziej wesołe, by rozluźnić atmosferę. Jednakże myśli Abbie wciąż krążyły wśród pocałunków, obiadu z Liam'em oraz jutrzejszej randkiz nim. 
W coś ty mnie wpakował Lou, pomyślała, kiedy opuściła dom Campbell, udając się do siebie, by w spokoju wziąć prysznic oraz spakować torbę. O lekcje nie musiała się martwić, ponieważ odrobiła je zaraz po przyjściu ze szkoły. Nie uważała się za jakąś wybitną uczennicę, lecz posiadała dość dużą wiedzę na różne tematy. 
Wchodząc do domu, rzuciła krótkie słowo na powitanie w stronę siedzącej pary na kanapie, po czym ruszyła do swojej sypialni. Zsunęła męską bluzę z ramion wraz z zieloną koszulką i złożyła je w kostkę. Narzuciła na ramiona szlafrok, zawiązując go w pasie. 
Z ubraniami na dłoni udała się do drzwi, na których znajdował się multum napisów i gdzieniegdzie jakieś naklejki. Zdziwiła się, ponieważ wcześniej tego nie było. Znaczy rano. 
Zapukała i odczekała kilka sekund, aż w przejściu pojawił się półnagi niebieskooki, który przeczesał swoje mokre od potu włosy. Wystawiła w jego stronę ręce, na którym wciąż były ułożone ubrania. On uniósł jedną brew, po czym gestem ręki zaprosił ją do środka.
-Możesz to zatrzymać - niebiańsko się uśmiechnął, wywołując uczucie ciepła w podbrzuszu. Cholera.
-Nie powinnam, weź. 
-To normalne, jak dla mnie, że rodzeństwo pożycza sobie ubrania - zaśmiał się, przez co Abbie poczuła się niezręcznie.
-To nie jest zabawne, Louie. 
-Jeśli dojdzie to tego ślubu, mogę ci zagwarantować, że to małżeństwo rozpadnie się tak szybko, jak je zawarto - zamknął jej ciało w szczelnym uścisku, całując ją w głowę.
Niepewnie objęła jego dość umięśnione, spocone ciało i wtuliła się w tors, wciąż nie wiedząc, dlaczego ona to robi. Ta sytuacja robiła się coraz bardziej dziwniejsza i wymykała się spod kontroli. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz