poniedziałek, 20 stycznia 2014

[10] Crime.

Złapała kurczowo dłoń Cher, wchodząc z nią do ekskluzywnego klubu, do którego panowie postanowili je zabrać tamtego wieczora. Godzina wskazywała grubo po dziesiątej wieczorem, jednakże przed wejściem wciąż utworzona była kolejka z około setki osób.
Chciała przeczesać swoje włosy dłonią, jednakże przypomniała sobie o fryzurze, która z lekka jej to uniemożliwiała. Po prawej stronie głowy, tuż przy nasadzie, wykonane miała dwa warkocze, a reszta długich pasm została zaczesana na przeciwną stronę.
Różowa, cienki materiał ukazywał jej czarny, koronkowy stanik znajdujący się tuż pod nią. Koszula została delikatnie wpuszczona w skórzane shorty z wyższym stanem. Na stopach znajdowały się zamszowe, piętnastocentymetrowe obcasy na wyjątkowo cienkiej szpilce. Z początku Abbie miała dość chwiejne ruchy, jednakże wypicie jednego shot'a przed wyjściem z mieszkania dodało jej trochę otuchy.
-Nie sądziłam, że mają aż tak wyrachowany gust co do klubów - wypowiedziała wprost do jej ucha Cher, przekrzykując jednocześnie głośną muzykę.
Pokiwała twierdząco głową, niepewnie rozglądając się po barze. Westchnęła, widząc jak Harry chwyta jej przyjaciółkę w pasie i zmierza wprost do baru.
Abigail potarła swoje nagie ramiona, chude ramiona, po czym spojrzała w górę, odnajdując niebieskie oczy Louis'a. Pomimo wysokich butów, i tak była niższa od niego.
Wskazał ręką na stolik w rogu sali, po czym zarzucił swoją rękę na jej ramię, zmuszając ją, by skierowała się w tamtą stronę. Za nimi podążali Niall oraz Zayn, którzy po wypiciu dwóch kieliszków z wódką, zdjęli swoje marynarki i uderzyli na parkiet, wyciągając do tańca kuso ubrane blondynki.
Abbie zdecydowała się na wypicie lampki wina, które stało na prostokątnym stoliku. Chwyciła ją w swoje smukłe palce i upiła łyk czerwonej cieczy, która dała ukojenie jej kubkom smakowym.
Spuściła wzrok na swoje czarne paznokcie u rąk, po czym odłożyła naczynie z winem, nerwowo bawiąc się palcami, jednakże zrezygnowała z tej czynności, gdyż musowo chciała zakryć swoje ciało. Skrzyżowała ręce, zasłaniając tym trochę piersi oraz brzuch. Nienawidziła czuć na sobie spojrzenia obcych mężczyzn. Wcześniej nie zwracała na to uwagi, ponieważ ubierała się... normalnie, przeciętnie. Teraz połowa jej ciała była odkryta, przez co przyciągała wzrok sfrustrowanych seksualnie osobników płci przeciwnej, którzy szukali pocieszenia na jedną noc.
-Zatańczymy? - szepnął do jej ucha Louis, przez co wzdrygnęła się.
Przeniosła na niego swój przestraszony wzrok i przytaknęła. Wstał jako pierwszy, wyciągając w jej stronę dłoń, którą pochwyciła i podniosłą się z jego pomocą.
Tomlinson szedł tyłem do wszystkich tańczących osób, wciąż nie puszczając gładkiej dłoni nastolatki. Położył ją na swoim ramieniu, po czym swoje ręce usadowił na jej kościstych biodrach. Przysunął ją bliżej siebie, zmuszając do wykonania jakiegokolwiek roku. Starała się ponętnie poruszać swoim ciałem w rytm muzyki, tym samym podniecając mężczyznę stojącego na przeciw niej.
Skupiła na sobie wzrok kilkunastu innych mężczyzn, jednakże widząc gromiący wzrok Louis'a, od razu zajmowali się tańcem ze swoimi partnerkami bądź wlewaniem w siebie alkoholu.

Po półgodzinnym tańcu oboje w wyśmienitych humorach udali się do baru, od którego w tym samym czasie oddalał się Harry, który pędził w stronę swoich przyjaciół, zostawiając rozweseloną Cheryl przy barze. Nastolatka momentalnie zaprosiła Louis'a do tańca, nie dając mu szans na odmowę.
Abbie zamówiła drinka oraz kilka shot'ów. Mniejsze trunki opróżniła w zaskakująco szybkim tempie, natomiast słodkimi, pomieszanymi alkoholami delektowała się, wpatrując w istną orgię, która działa się na parkiecie.
-Witaj, Abgail - gwałtownie się obróciła, o mały włos nie spadając z miękkiego stołka barowego.
Intensywnie orzechowe spojrzenie świdrowało w jej ciele dziurę. Muskularne ramiona okryte były białym t-shirt'em, na który narzucił czarną skórę. Nogi opinały równie ciemne spodnie z lekko obniżonym krokiem. Całość dopełniały białe supry.
Zsunął z ramion kurtkę, ukazując swoje ramiona pokryte tatuażami. Abigail zaparło dech w piersiach widząc po raz kolejny ilość przeważająco czarnych napisów oraz rysunków.
-Czego chcesz? - zapytała, zachowując surowość w głosie.
-Porozmawiać.
-Nie mamy o czym - warknęła, dokańczając swojego drinka.
-Dlaczego nie pozwalasz zbliżyć mi się do ciebie? - zapytał, wlewając w siebie whisky.
-Prawie pobiłeś niewinnego chłopaka na moich oczach! Czy to...
-Sądzisz, że Louis nigdy tego nie zrobił? - gula stanęła jej w gardle, a przed oczami pojawił się widok dyszącego ze zmęczenia szatyna, który miał krew na swoich dłoniach oraz posiniaczone kostki, a koło jego stóp leżał zwijający się z bólu człowiek, bądź może nawet martwy - Mylisz się.
Potrząsnęła głową, chcąc wyrzuć okropne myśli ze swojej głowy, jednakże wciąż uniemożliwiała jej to obecność Liam'a, który siedział tuż przy niej. Zacisnęła usta, pomalowane malinowym błyszczykiem, w wąską linię, po czym oparła głowę na skrzyżowanych rękach, które znajdowały się na marmurowym blacie.
Westchnęła, kiedy usłyszała przesuwanie się szkła po barze. Uniosła głowę, a widząc przed sobą szklankę z kolorowym alkoholem, wzięła słomkę i wsadziła ją do naczynia, zaciągając się gorzkawym trunkiem.
-Chcę ci coś zaproponować - powiedział, mierząc ją swoimi błyszczącymi oczami z delikatnie powiększonymi źrenicami.
-Nic mnie dzisiaj chyba nie zaskoczy - szepnęła sama do siebie, po czym przeniosła na niego wzrok, każąc mu jednocześnie kontynuować.
-Jeżeli wyjdziesz stąd, teraz, ze mną... - przystopował, widząc jej niepewne spojrzenie - ...obiecuję, że tego nie pożałujesz.
Co robić, co robić, co robić? Kiedy Abbie potrzebowała, czasem straszliwie uporczywego, głosiku, który był jej podświadomością, zabrakło go. Ujawniał się w najmniej oczekiwanych momentach, kiedy był zbędny.
Wytrzeszczyła oczy, nie rozumiejąc znaczenia jego słów. Zaczęła wszystko analizować, począwszy od ich spotkania. Wtedy powstał jakiś zalążek zaufania. Mieli wspólne tematy rozmów, atmosfera nie była napięta. Wszystko zostało przerwane poprzez jedną wpadkę przed szkołą.
Polubiła Liam'a. Jednakże sympatia do niego zanikała wraz z zakazem Louis'a, który bez żadnych wyjaśnień zabronił jej spotkań z dwudziestolatkiem.
-Jeżeli się zgodzę, co się stanie? - zapytała, spoglądając na półkę z alkoholem, która znajdowała się przed nią.
-Udowodnię ci, że Louis nie jest ciebie wart.
Iść, nie iść, iść, nie iść. Nie wiedziała, co robić. Jednym chlustem dopiła resztę napoju, po czym chwyciła swoją torebkę i kiwnęła, że mogą iść. Uśmiech wkradł się na jego twarz, przez co chwycił ją za dłoń i pokierował do tylnego wyjścia, wchodząc za bar i witając się kiwnięciem głowy z kelnerką.
Czerwone drzwi otworzyły się z hukiem. Payne puścił ją przodem, obserwując jej ruchy. Uważał, że dzielnie trzymała się na obcasach przez dość... krótki wieczór. Obserwował ją cały czas, nawet na sekundę nie spuścił swojego wzroku z jej idealnego ciała.
Zamknął drzwi i splótł ich palce, ciągnąc ją w stronę czarnego Bentley'a. Otworzył przed nią tylne drzwiczki, a ona ze strachem zasiadła na miejscu. Bała się, ponieważ Liam pił alkohol i nie chciała, by prowadził, jednakże dostrzegła niezbyt młodego mężczyznę za kierownicą, więc odetchnęła z ulgą.
-Musisz wziąć trochę ubrań - powiedział dwudziestolatek, siadając na fotelu tuż obok niej.
Wymamrotała adres, na co szofer pokiwał głową i odpalił silnik, wyjeżdżając z parkingu i włączając się do ruchu drogowego.

Nie jedź. Widząc z oddali wieżowiec, naszły ją wątpliwości. Zaczęła uważać, że Liam jest nieobliczalny i że boi się go. Wówczas, gdy zatrzymali się pod klatką, ona wyszeptała przeprosiny i najszybciej jak tylko mogła, znalazła się w holu i wbiegła do windy, kierując się na odpowiednie piętro.
W ciasnym pomieszczeniu zdjęła swoje obcasy i na bosych stopach doszła do mieszkania. Przekręciła zamek w drzwiach i osunęła się wzdłuż drzwi, zamknąwszy je za sobą. Zasunęła niezbyt długi łańcuszek, nie fatygując się by przekręcić odpowiednie zamki.
Usłyszawszy walenie do drzwi, wzdrygnęła się, a oczy powiększyły się ze strachu. Odsunęła się od drewnianej płyty, chodząc na kolanach.
-Abbie! Otwieraj! - donośny głos szatyna wzbudził u niej lęk -Abigail!
Mężczyzna nacisnął na klamkę, przez co drzwi otworzyły się na tyle, ile pozwalał im splot metalowych okręgów. Jego oczy były w kolorze źrenic. Łzy napłynęły jej do oczu. Jeszcze przed chwilą chciałaś z nim pojechać do nie wiadomo gdzie!
Szybko uciekła do sypialni, z całych sił przesuwając jedno z łóżek do drzwi, klinując je jednocześnie. Wzięła krzesło, na którym stylizowała ją Cher i położyła na łożu, przytykając oparcie do klamki, przez co nawet nie drgnęła. Usiadła na ziemi, nerwowo szukając torebki, która leżała na ziemi. Wyjęła z niej telefon i wybrała numer do pierwszej osoby, która znajdowała się w ostatnio wybieranych numerach.
W tym samym czasie Liam mocował się z zamkiem, który mocno trzymał się drzwi i ściany. Kopnął w nie nogą, jednak nawet nie drgnęły, więc powtórzył tę czynności kilka razy. Z czasem zaczął pchać w nie ramionami, a do jego uszu dobiegał dźwięk kruszącej się ściany. Satysfakcjonujący uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
Trzęsącymi rękami trzymała telefon przy uchu, nie rozłączając z się z Harry'm. Louis, który wypił najmniej alkoholu siedział za kierownicą pożyczonego samochodu, jednakże nie na długo, gdyż po chwili wysiadł, nie wyciągając kluczyka ze stacyjki pojazdu.
Zaraz za szatynem pobiegła dwójka jego przyjaciół, zostawiając w samochodzie przestraszoną Cher oraz Niall'a, który zajął się pojazdem. Nastolatka nie czekając długo wybiegła zaraz za trójką mężczyzn, przez co blondyn musiał szybko zamknąć pojazd i udać się za nią, by przypadkiem nie stała jej się jakaś krzywda.
Zamek został wyrwany ze ściany, przez co Liam wkroczył do mieszkania, będąc pełnym furii i rozglądając się w poszukiwaniu Abigail. Znajdując się przy drzwiach sypialni, szarpnął za klamkę, powodując jej lekkie drgnięcie. Mocował się z nią, przez co wypadła jedna śrubka, a krzesło zostało nadłamane, padając na miękkie łóżko.
Abbie pisnęła ze strachu, kuląc się w kącie, wciąż słuchając słów Harr'ego. W tle padały przekleństwa Louis'a na windę oraz, mimo wszystkiego, uspakajające słowa Zayn'a. Wszyscy modlili się, by zdążyli w odpowiednim momencie.
Łóżko zaczęło się odsuwać od drzwi, przez co osiemnastolatka wpadła w wewnętrzną histerię. Bała się. Potwornie się bała człowieka, który stał w odległości kilku metrów od niej.
-Już idę do ciebie, kochanie - zaśmiał się, przez co jej makijaż zaczął spływać wzdłuż jej policzków. Po kilkudziesięciu sekundach trudu, Payne dostał to, czego pragnął. Przez odpowiedni lufcik pomiędzy drzwiami a ścianą, wszedł do pomieszczenia, dysząc ze zmęczenia. Pot spływał po jego czole, a na twarzy widniał złowieszczy uśmieszek.
Dziewczyna przysunęła się mocniej do ściany, a on zbliżył się, kucając przy niej. Założył pasmo włosów za ucho, po czym zwrócił się w stronę drzwi, słysząc donośne, męskie krzyki. Ruszył w stronę wejścia, zasuwając je łóżkiem w przeciwną stronę, a na dodatek samotnie przesunął szafę, która wcale nie była na tyle lekka, na jaką wyglądała.
Szlochająca Abigail podkuliła nogi pod brodę, słysząc zdesperowane wołanie Louis'a. Nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ Liam zasłonił jej usta dłonią, podnosząc do pionu i rzucając na łóżko. To był moment, który musiała wykorzystać.
-Louis! Sypialnia! Pomocy! - zaraz po tym załkała, czując na sobie gromiący wzrok dwudziestolatka.
-Zamknij się! - warknął, siadając na niej okrakiem.
Z jej ust wciąż wydobywał się szloch, pomieszany z krzykiem i błaganiami o pomoc. Liam wiedział, że nie ma szans na ucieczkę, dlatego musiał to wykorzystać.
Złożył kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt, pocałunków na szyi Abbie, po czym zniżył się na obojczyki. Złapał kołnierzyk koszuli w obie dłonie, ciągnąc na zewnątrz, przez co guziki rozstrzelały się na boki.
Kolejnym celem mężczyzny były piersi dziewczyny, które osłaniał koronkowy biustonosz. Wysunął jedną z nich z miseczki, obdarowując ją subtelnymi całusami.
W tym czasie czwórka mężczyzn siłowała się z mocno zastawionymi drzwiami. Cher samotnie szukała... sama nie wiedziała czego. Jednakże gdy w kuchni, pod obrazem znalazła schowek, a w środku nim broń, wzięła ją i schowała za plecami, wcześniej odblokowawszy ją.
Szafa padła z hukiem na ziemię, odrywając Liam'a, od odpinania short'ów dziewczyny. Obejrzał się za siebie, a ona w tym czasie kopnęła go kolanem w krocze, przez co padł na nią, przygniatając ją swoim muskularnym ciałem. Łóżko osunęło się, a do pokoju wpadł jako pierwszy Zayn, rzucając się na młodszego barmana, odciągając go od bezbronnej dziewczyny.
Zaraz za nim wpadł Niall, który uderzył kolanem w brzuch szatyna, przez co tamten padł na kolana, kuląc się z bólu.
Louis rzucił się w stronę Abbie, która starała się ukryć swoje nagie piersi pod rękoma. Harry pomógł wytargać obolałego mężczyznę z pokoju, a on wyrwał się im, uderzając pięścią w nos Zayn'a, oraz powalając Niall'a na ziemię, ciosem w kark.
Wybiegł z mieszkania, a Styles chciał pomóc swoim przyjaciołom podnieść się do pionu. Wtedy rozległ się strzał, który spowodował poderwanie się pary, siedzącej w kącie łóżka oraz zszokowanie pozostałej trójki, znajdującej się w salonie.
Styles wraz z mulatem, któremu krwawił nos, wybiegł na korytarz i dostrzegł padające na ziemię ciało Payne'a, oraz stojącą przed nimi Cherul z wyprostowanymi rękoma. Podbiegł do niej i wyrwał z dłoni swojej partnerki broń, rzucając ją ostrożnie na ziemię. W szybkim tempie Niall zadzwonił bo jednego ze swoich znajomych od brudnej roboty i wraz z  Zayn'em zajął się wciąganiem bezwładnego ciała do mieszkania.
-Czy ja go zabiłam? - zapytała, łkając w granatową koszulę Harr'ego.
Nie odpowiedział. Nie wiedział, jaka była prawda. Widział niezbyt dużą plamę krwi na brązowych panelach, więc szybko zabrał mop oraz spirytus, chcąc szybko zmyć ślady zbrodni.

Louis kołysał się w przód i tył, trzymając w swoich ramionach trzęsącą się Abbie. W końcu wziął ją na ręce i skierował się do łazienki, sadzając ją na muszli klozetowej i napuścił ciepłej wody do wanny.
Zamknął drzwi na klucz, kilka razy upewniając się, że nikt nie będzie miał prawa wejść do środka. Abigail momentalnie skuliła się w rogu łazienki, obserwując bacznie mężczyznę. Bała się go i nie ukrywała tego. Była przerażona.
-Kochanie... - powiedział szeptem, zbliżając się do niej, przez co mocniej wtuliła się w ścianę - ...nic ci ze mną nie grozi. Abbie, musisz się wykąpać. Pomogę ci, dobrze?
Kończąc swoją wypowiedź, ona pokiwała twierdząco głową, a dolna warga niespodziewanie zatrzęsła się, przez co rozpłakała się, nie kontrolując własnych łez.
Louis'owi serce się krajało na jej widok. Zdjął jej spodenki oraz dolną część bielizny, wsadzając do ciepłej wody. Zmoczył jej włosy oraz resztę ciała. Ona wciąż łkała, jednakże łzy równoważyły się z kroplami wody, wydobywającej się z prysznica.
-Przepraszam - wyjąkała, patrząc się na Louis'a, który ze skupieniem mył jej ramiona - Nie wiem, dlaczego zgodziłam się z nim jechać. Później zrezygnowałam. On wszedł tu za mną. Przepraszam. Nie chciałam tego, Loulou.
Na zdrobnienie jego imienia, które było zarezerwowane tylko dla niej, sam uronił jedną łzę, wpatrując się w jej brudne oczy. Swoimi rękoma wyczyścił jej policzki, pozbywając się czarnych plam jakie pozostawił tusz oraz inne kosmetyki.
Zdjął koszulkę, którą miał na sobie i sięgnął po bokserki, które leżały na pralce. Wyjął z wanny dziewczynę, każąc jej stać i wytarł ją miękkim ręcznikiem, po czym założył biały t-shirt na nią, okrywając jej piersi oraz strefę intymną. Wręczył jej w ręce czarne bokserki, które samodzielnie włożyła i ponownie wziął ją na ręce, pozwalając wtulić się jej w rozgrzany tors. Uspokoiła się i nie płakała, co niezmiernie go ucieszyło. Jednakże na zewnątrz nie okazywał tego. Zachowywał kamienną twarz.
Ułożywszy ją w łóżku, zdjął ciemne jeans'y, buty oraz czarne skarpetki, nie obarczając się zadaniem ściągnięcia naszyjnika. Położył się tuż obok, okrywając ich rozgrzane ciała chłodną kołdrą.
-Przepraszam, Louie - szepnęła, odwracając się do niego przodem.
Położyła dygoczącą dłoń na jego policzku, po czym zbliżyła się, by złączyć ich usta. Krótki, lecz subtelny pocałunek ukoił zszargane nerwy i pozwolił im obojgu odpłynąć w krainę marzeń, nie zastanawiając się nad fatalnym "jutrem".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz